,
Obserwuj
Polityka

"Maglowanie" Hołowni w prokuraturze. "Nagrabił sobie"

Koprz
2 min. czytania
10.10.2025 09:12

W piątek Szymon Hołownia będzie maglowany w prokuraturze, bo sobie nagrabił - mówiła w TOK FM dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz. Przesłuchanie ma dotyczyć słów marszałka Sejmu o "zamachu stanu".

Szymon Hołownia
Szymon Hołownia
fot. Adam Burakowski/East News

W piątek Szymon Hołownia zostanie przesłuchany w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Śledczy będą pytać o jego wypowiedź z lipca tego roku. Marszałek Sejmu powiedział wtedy, że wielokrotnie sugerowano mu, aby opóźnił zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta RP i dokonał w ten sposób "zamachu stanu". Pytany, kto składał mu te propozycje, marszałek Sejmu mówił o ludziach, którym "nie podobał się wynik wyborów prezydenckich”. Później tłumaczył, że sformułowania "zamach stanu" użył nie w znaczeniu prawnym, tylko w znaczeniu politycznej diagnozy.

- Powiedział kilka słów za dużo i zrobił się z tego problem - komentowała w TOK FM dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz. - Nic dziwnego, jest marszałkiem Sejmu, więc to dodatkowo wzmacnia rangę jego słów. Jeśli mówił, że groziło zamachem stanu, to Polacy i wymiar sprawiedliwości chcą poznać tego kulisy - dodała politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak zauważył prowadzący audycję Wojciech Muzal, wygląda na to, że śledczy będą Szymona Hołownię wręcz maglować. Tym bardziej, jak dodał, że rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba stwierdził, że niewykluczone, iż przesłuchanie będzie trwało bardzo długo i nastąpi konieczność kontynuowania go w innym terminie.

- Zrobiła się z tego bardzo wielka sprawa i będziemy śledzić, co stanie się dalej. Tego przecież dzisiejsza opozycja nie odpuści. Będzie maglowanie marszałka, bo sobie nagrabił - stwierdziła ekspertka i dodała, że "żadnego zamachu stanu nie było".

Tusk "ma kłopot". "Dostał na kark niesforną kobietę"

W połowie listopada Szymon Hołownia przestanie być marszałkiem Sejmu. Polska 2050 żąda w zamian stanowiska wicepremiera dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Z obozu premiera dobiegają jednak głosy, że nie było tego w umowie koalicyjnej i stoi to pod znakiem zapytania. To wszystko tworzy napięcia w koalicji.

- Zaczęła się najpaskudniejsza część różnego rodzaju umów, czyli wypominanie sobie, co kto komu naobiecywał. Członkowie partii Szymona Hołowni twierdzą, że tam były dodatkowe ustne ustalenia. Coś muszą twierdzić, bo na piśmie (w umowie koalicyjnej - przyp. red.) nie ma, że temu ugrupowaniu należy się funkcja wicepremiera. Zaczęła się więc słynna polska kłótnia, bo cóż, pani Pełczyńska-Nałęcz ma nie najłatwiejszy charakter i jest z tego znana - oceniła politożka.

Jak dodała, Donald Tusk "niechętnie" widzi tę polityczkę Polski 2050 w roli swojego zastępcy w rządzie". - Tutaj trzeba premiera zrozumieć. Bo naprawdę ma kłopot, żeby zebrać to wszystko do kupy, a jeszcze dostał na kark taką niesforną i rzutką kobietę - podsumowała gościni TOK FM.

Źródło: TOK FM

Redakcja poleca