,
Obserwuj
Polityka

"Prezydent łapie za kierownicę i wywija". Prof. Matczak w TOK FM bezlitośnie o Karolu Nawrockim

3 min. czytania
04.12.2025 08:58

- Mamy państwo, które jest sparaliżowane. Dwa ośrodki władzy wykonawczej, czyli rząd i prezydent nie współdziałają tak, jak nakazuje konstytucja. Prezydent nie pozwala prowadzić polityki rządowi - ocenił w TOK FM prof. Marcin Matczak. Jak podkreślił prawnik, Karolowi Nawrockiemu nie dano prawa, by "wkładać kij w szprychy państwa".

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki
fot. Marysia Zawada/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Tylko w tym tygodniu prezydent Nawrocki zawetował dwie ustawy. A do tego nie mamy podpisów pod nominacjami ambasadorskimi oraz awansami i nagrodami dla oficerów służb;
  • Jak mówił w TOK FM prof. Marcin Matczak, "mamy państwo, które jest sparaliżowane, dlatego że dwa ośrodki władzy wykonawczej, czyli rząd i prezydent nie współdziałają tak, jak nakazuje konstytucja";
  • Ekspert Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Batorego ocenił, że można to porównać do wspólnej podróży samochodem. "Pasażer siedzący z boku, w tym przypadku prezydent, trochę zaczyna łapać za kierownicę i nią wywijać. To się robi niebezpieczne" - mówił. 

Prezydent Karol Nawrocki wetuje kolejne ustawy i odrzuca wnioski rządu. W poniedziałek nie podpisał regulacji dotyczących kryptowalut, a we wtorek tzw. ustawy łańcuchowej. Jak zwrócił uwagę szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, mimo prowadzonych rozmów, prezydent Karol Nawrocki nadal nie podpisał też 40 nominacji ambasadorskich, przedłożonych mu przez ministerstwo. Przedstawiciele jego kancelarii tłumaczą, że korzysta on tylko ze swoich prerogatyw. Prezydent nie podpisał też - przypominamy - m.in. awansów i nagród dla oficerów służb. 

- Mamy państwo, które jest sparaliżowane, dlatego że dwa ośrodki władzy wykonawczej, czyli rząd i prezydent nie współdziałają tak, jak nakazuje konstytucja. Prezydent nie pozwala prowadzić polityki, która została demokratycznie rządowi przekazana. Oczywiście  zasłania się swoim mandatem, ale to nie jest mandat, który pozwala, żeby wkładać kij w szprychy państwa - skomentował w TOK FM prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Batorego.

Stąd - jak tłumaczył prawnik - należy teraz bacznie obserwować, czy działania prezydenta są uzasadnione dobrem wspólnym, czy tylko wąskim interesem politycznym, który służy Nawrockiemu albo partii, która go wspiera. Rozmówca Karoliny Lewickiej dodał, że nie ma "żadnych poważnych narzędzi prawnych, którymi można ukarać prezydenta", oprócz głosowania przy urnie wyborczej. - W taki sposób trzeba oceniać, czy prezydent jest realizatorem dobra wspólnego, czy przeszkadzaczem". 

"Prezydent zaczyna łapać za kierownicę i nią wywijać"

W ocenie prof. Matczaka masowe wetowanie ustaw wygląda na pewną strategię działania w celu uniemożliwienia prowadzenia polityki, której wprowadzenie konstytucja jasno powierza rządowi. 

- Mamy tutaj do czynienia z sytuacją rozpychania się prezydenta w ramach konstytucji. Ale to nie jest rozpychanie, na które można patrzeć z podziwem albo mówić: "Silny ten prezydent, zdecydowany". Trzeba na to patrzeć jak na likwidowanie czy niszczenie pewnego narzędzia - dopowiedział gość "Poranka TOK FM". 

I porównał - obrazowo - działania Nawrockiego do wspólnej podróży samochodem. - Pasażer siedzący z boku - w tym przypadku prezydent, który może mieć wpływ na kierunek, może podpowiadać, może konsultować,  trochę zaczyna łapać za kierownicę i nią wywijać. To się robi niebezpieczne, dlatego że w takiej sytuacji ten, kto kieruje państwem - a w naszej konstytucji rząd kieruje państwem - nie może tego robić. Zamiast uzyskiwać wsparcie, uwagi, krytykę, ten ktoś, kto siedzi z boku, próbuje tę kierownicę przejąć. To się może po prostu źle skończyć, bo uniemożliwia normalne funkcjonowanie państwa - przekonywał prawnik.

Podkreślił też na koniec, że "podstawowym problemem prawnym w przypadku działania prezydenta jest przekonanie, że prerogatywy są jak prawa boskie, jak prawa króla, który może je wykonywać dowolnie". 

- A to oznacza, że prezydent nie tylko łapie za kierownicę i próbuje nią kręcić, ale mówi też: "Ja mogę łapać za kierownicę". Zapomina jednak, że musi przestrzegać przepisów ruchu drogowego. Innymi słowy: on nie tylko utrudnia prowadzenie, ale robi to bez poszanowania dla ramy prawnej, czyli dla innych przepisów konstytucji. Nie chodzi tylko o złamanie przepisu czy brak szacunku dla tekstu, to jest też brak szacunku dla woli demokratycznej, dla obywateli  - podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca