Sejm na YouTubie popularniejszy niż patostreamy. "Cała współczesna kultura jest infantylna"
Obrady Sejmu stały się hitem na YouTubie. Jak podają Wirtualne media, wtorkowe obrady śledziło na żywo w pewnym momencie ponad 65 tys. osób. I to, mimo że nie odbywały się żadne ważne głosowania. Sam kanał Sejmu ma już zaś 128 tys. subskrybentów i liczba ta cały czas rośnie.
Rekordy popularności w Internecie (szczególnie na Tik-Toku) bije zaś wypowiedź marszałka Sejmu Szymona Hołowni z pierwszych obrad Sejmu, skierowana do posłów PiS-u. - Bardzo cenię Państwa komentarze i uwagi, natomiast zwracam uwagę z mojej perspektywy, że stają się odrobinę monotematyczne. Zachęcam do większej oryginalności, pracy intelektualnej. Obrazić też trzeba umieć - ripostował nowy marszałek. Czy Polaków interesują więc te ciemne strony polityki - kto się z kim pokłócił, kto co powiedział, złośliwości i cięte riposty?
- Oczywiście byłoby najlepiej, gdyby obywatele w skali masowej śledzili te fragmenty posiedzeń Sejmu, które poświęcone są procedowaniu ustaw np. związanych z podatkami, uchwalaniem budżetu itd., komisje sejmowe. Ale jest to bardzo trudne do wyobrażenia - mówił w "Popołudniu Radia TOK FM" prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Rozmówca Anny Piekutowskiej podkreślił, że "cała współczesna kultura jest infantylna". - I możemy się zastanawiać czy lepiej, żebyśmy ograniczyli swobody w internecie, bo ilość owych infantylnych, a często po prostu szkodliwych treści, może przerażać. Z drugiej strony alternatywnym rozwiązaniem jest po prostu wprowadzenie cenzury, przy której dawna ulica Mysia okazałaby się na wskroś liberalną i wysublimowaną formą cenzurowania treści - stwierdził prof. Chwedoruk.
Ekspert zaznaczył, że to nie posłowie i Sejm są więc przyczyną tego typu problemów. - Zwróćmy uwagę, że to wielkie koncerny związane z internetem zainteresowane są dość kapryśnym, infantylnym konsumentem - zindywidualizowanym, narcystycznym, szukającym taniej sensacji. Bo po prostu tak można na owym konsumencie zarobić - powiedział politolog.
Jego zdaniem internetowa popularność obrad Sejmu może jednak mieć pewien walor edukacyjny pozytywnie wpłynąć na poziom debaty w parlamencie. - Miejmy nadzieję, że być może informacja o skali oglądalności nieco otrzeźwi niektórych polityków i owe spektakle będą, chociaż odrobinę poważniejsze niż do tej pory - podsumował prof. Chwedoruk.