Nitras chce kobiet we władzach związków sportowych. "Słyszę trochę rechotu"
Sławomir Nitras był przez lata jednym z bardziej widocznych posłów Platformy Obywatelskiej/Koalicji Obywatelskiej. Od kiedy został ministrem sportu mniej o nim słychać. - Był czas walki, inna jest teraz moja rola - powiedział w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem w TOK FM. Jak mówił, głównie spotyka się z "ludźmi sportu", zajął się przeglądem tego, co działo się wcześniej w ministerstwie.
- Nie były przestrzegane żadne procedury. Pieniądze były przyznawane po uważaniu, po koleżeńsku. A ja chciałbym wprowadzić pewien ład, tym się zajmuję. Mogę tylko panu powiedzieć, że w ostatnich miesiącach, a nawet tygodniach funkcjonowania poprzedniego rządu, próbowano wydatkować - wbrew procedurom kwotę ponad 1 mld złotych. Próbowano wydać te pieniądze na projekty, które nawet się nie pojawiły w ministerstwie, nikt nie złożył wniosku, nie mówiąc o tym, że ktoś ten wniosek zdążył rozpatrzyć. A podpisywano decyzje, że pieniądze są przyznawane. To wymaga postawienia z głowy na nogi, uporządkowania - przyznał gość TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Jest pan w stanie wymienić organizację, która miała być beneficjentem takiego procederu? - pytał Iwańczyk.
- Otwock to jest najbardziej drastyczny przykład, Ten wniosek był przygotowany de facto po terminie. Takich przypadków jest więcej - odpowiedział minister. Przypomnijmy, że na początku stycznia ogłoszono, że Ministerstwo Sportu i Turystyki nie przyzna ponad 300 milionów złotych na budowę Narodowego Centrum Szkolenia, Badań i Treningu Piłki Nożnej, które miało powstać w Otwocku.
Papierowa obietnica ministra z PiS anulowana. PZPN nie dostanie dotacji
Nitras podkreślił, że jego podstawowym zarzutem pod adresem poprzedników jest to, że "nie pilnowali procedur". - Uważali, że spod palca - jak to się brzydko mówi - mogą komuś przyznać pieniądze, bo kogoś znają. Tego nie będzie, ja po prostu na to nie pozwolę - deklarował.
Na co pieniądze z budżetu? Nitras zapowiada nowy program
Minister zapewnił, że pomysł budowy piłkarskiego centrum ma szansę na sfinansowanie. Ale zwrócił też uwagę na realne potrzeby. - Wszystkim moim rozmówcom zwracam uwagę, że piramidę potrzeb powinniśmy zaspokajać od dołu, to znaczy, że jeżeli ma być centrum, w którym ćwiczą najlepsi, to najpierw trzeba się zastanowić, gdzie selekcjonujemy tych najlepszych. Mam kopertę dla piłki nożnej, są pieniądze, dla tej dyscypliny przeznaczone. I chciałbym ze środowiskiem uczciwie te pieniądze dzielić - stwierdził.
Nitras przypomniał, że podstawowym zadaniem ministerstwa jest upowszechnianie sportu. Bo bez masowego uprawiania sportu trudno o medale na największych imprezach sportowych. - Medale norweskiego narciarstwa biorą się z tego, że na Holmenkollen biega pół Oslo w każdą sobotę i niedzielę - argumentował.
Dlatego chciałby, żeby w Polsce powstawały np. tasy biegowe dla narciarzy, czy lodowiska nie tylko na południu kraju, w górach. - Na wysokości Szczecina po niemieckiej stronie są zimą trasy biegowe. Za kilka dni chce ogłosić program, żeby (mogły zgłaszać się) gminy chętne, by zbudować takie trasy na przyszłą zimę - zapowiedział.
Czas na kobiety we władzach związków sportowych. "Słyszę trochę rechotu"
Minister sportu w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem zwrócił też uwagę na równość. - Żeby nie było takiej sytuacji, że finansujemy sport chłopców, mężczyzn, a nie finansujemy sportu kobiet, zajęć dla dziewczynek. Moim zadaniem jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy każda dziewczynka, która nie odnajduje się w grze w piłkę nożną, koszykówkę znalazła przestrzeń dla swojej aktywności, żeby przeżyła swoją sportową przygodę, a nie by była z góry wykluczona przez to, jakie dyscypliny finansujemy - mówił.
Nitras chciałby też, żeby kobiety były widoczne we władzach sportowych związków. - Są związki, przykładowo podaję - piłki nożnej, związek narciarski, piłki koszykowej, w których zarządach nie ma ani jednej pani. Będę chciał to zmienić, będę chciał, żeby zostały dopuszczone do głosu - zapowiedział. Zmiany mają być konsekwencją nowych przepisów. - Dokładnie tak samo, jak jest w Sejmie. Przecież w Sejmie obowiązuje parytet, są dyrektywy europejskie dotyczące udziału kobiet. Powiem więcej: to początek. Czy pan sobie kiedyś zadał pytanie, dlaczego Robert Lewandowski nie ma wpływu na to, kto jest prezesem związku piłki nożnej, dlaczego nie może głosować? - pytał.
Dlatego minister ma pomysł, żeby zawodnicy i zawodniczki byli obecni we władzach związków sportowych. - To nie są chłopi pańszczyźniani. W naszym modelu pokutuje taka zasada, że jak przychodzi prezes związku, klubu, to zwracają się do sportowców na "ty", a zawodnik mówi: "panie prezesie". To jest jakaś feudalna mentalność - ocenił gość TOK FM.
Wizerunkowa wtopa PZPN-u. Działacz skazany za korupcję w samolocie z kadrą. Ostre reakcje sponsorów
Nitras zaczął od tego, że nie powiedział, że kobiet we władzach związków sportowych ma być 50 proc. - Powiedziałem, że kobiety powinny być. Bardzo chętnie zobaczę miny panów prezesów Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ale też bardzo chętnie zobaczę miny zawodniczek Medyka Konin, Pogoni Szczecin, GKS-u Katowice, czyli głównych klubów polskiej żeńskiej piłki nożnej. I zapytam panów prezesów, dlaczego np. w związku niemieckim 1/3 stanowią kobiety, dlaczego w Skandynawii to jest 50 proc., a u nas są sami faceci. I dlaczego nie ma zawodników - powtórzył, podkreślając, że sytuacja dotyczy bardzo wielu związków sportowych w Polsce.
- Nie wzywam do żadnej rewolucji, zwracam uwagę na pewien problem i będę starał się to zmienić - podsumował minister w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.