"Seksistowski i autorytarny". Prof. Środa ostro o Tusku i jego rządzie
W sobotę zaczyna się Kongres Kobiet w Trójmieście. To 16. edycja tego spotkania, a jego tegoroczne hasło brzmi "Świat według kobiet".
Jak mówiła w TOK FM prof. Magdalena Środa, spotkanie jest teraz tym bardziej potrzebne, bo nadzieje na to, że sytuacja zmieni się na lepsze po zmianie rządu, okazały się płonne. - Mimo starań pani np. minister Izabeli Leszczyny, przez Sejm nie da się czy też z trudem przeprowadza się ustawy, które by zrównywały status kobiet i mężczyzn w Polsce. Zwłaszcza, jeśli chodzi o kwestie związane z prawami reprodukcyjnymi czy też te związane z uznaniem wszystkich orientacji płciowych. Dlaczego? Koalicja ma PSL i pana Kosiniaka-Kamysza, który reprezentuje de facto opcję polityczną związaną z PiS-em - wskazała konkretny przykład filozofka, etyczka i jednocześnie organizatorka i współzałożycielka kongresu.
Od razu dodała, że problemów cały czas jest dużo - czy to w kwestiach socjalnych i ekonomicznych, czy też np. w kwestii zdrowia. - Dlatego będziemy się domagały na kongresie parytetów, bo wydaje się nam, że jednak zmiana władzy i uczestnictwo kobiet w rządzeniu jest niesłychanie ważne. W praktyce będziemy chciały, żeby listy wyborcze miały parytety 50 na 50 i metodę suwakową. Kobieta, mężczyzna, kobieta, mężczyzna - dodała w rozmowie z Anną Piekutowską.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Kongres Kobiet. W sobotę panie ministry nie dojadą
Gościni TOK FM zwróciła też uwagę, że panie ministry nie pojawiają się jednak w sobotę na spotkaniu. - Niestety, premier Tusk akurat na tę godzinę zarządził posiedzenie rady ministrów. Żadna z pań chyba nie oponowała, są posłuszne władzy centralnej, chociaż Kongres Kobiet to spotkanie, na którym prezentujemy potrzeby i postulaty kobiet z całej Polski, więc powinno być to przynajmniej równie ważne, jak spotkanie rady ministrów - ubolewała w
"Biuletynie rewolucyjnym"
. Liczyła na bardziej optymistyczną formułę.
- Niestety to wszystko idzie niesłychanie opornie. Absolutnie nie możemy świętować zwycięstwa - dopowiedziała. A do nielicznych sukcesów zaliczyła m.in. zmianę definicji gwałtu i współpracę parlamentarzystek ponad podziałami w Sejmie.
"Rząd jest patriarchalny i seksistowski"
Zdaniem prof. Magdaleny Środy zwołanie rady ministrów na sobotę to zresztą niejedyne złe posunięcie Donalda Tuska. Jako kolejny przykład wskazała fakt, że premier jest za zabijaniem bobrów i zwiększeniem ostrzału wilków. - On do przyrody ma stosunek patriarchalny i bliski poprzedniej władzy - oceniła.
Innym przykładem, jak mówiła, może być niedotrzymanie obietnic dotyczących sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. - Pan premier obiecał, patrząc w oczy kilku organizacjom, że sytuacja będzie podlegała procesom humanizacji, że nie będzie okropieństw, jakie teraz mają tam miejsce. Niestety, tak się nie stało, więc w kwestiach praw uchodźców też niewiele się zmieniło - dodała.
A co jest najbardziej niepokojące dla prof. Magdaleny Środy? - Ten rząd nadal jest patriarchalny, seksistowski i wyraźnie widać też w pozycji pani ministry Katarzyny Kotuli, która jest od kwestii równości, że niestety nie ma ona najwyższej pozycji, a wola polityczne nie jest po jej stronie - wskazała bez wahania.
Jak tłumaczyła, rząd jest patriarchalny głownie dlatego, że trzyma się schematów, które są typowe dla polityki od 200 czy 300 lat - jest lider i to on o wszystkim decyduje. - Oczywiście, my się cieszymy, że to koalicja rządzi, a nie PiS, natomiast władza jest cały czas autorytarna. W tym sensie, że co zarządzi premier Tusk - to tak jest. I zdaje się specjalnych debat i konsultacji z nim nie ma. Podobnie, jak nie ma wokół niego ekspertek - dopowiedziała.
Jak przekonywała, demokratyczność tego rządu polega z kolei na tym, że są pewne ustępstwa w kierunku równych praw kobiet, a i pewne rzeczy się docenia. Ale, jak od razu zastrzegła, to nie są priorytety. - My znowu słyszymy to, co zawsze słyszałyśmy: najpierw ważne sprawy, kobiety potem, najpierw Unia Europejska, kobiety potem. Trzeba było oddać prawo do aborcji papieżowi, który wspierał pomysł wejścia Polski do Unii Europejskiej - ironizowała filozofka, podkreślając, że kobiety cały czas są w ogonie, na gorszej pozycji.
- Cały czas wola polityczna nie jest po naszej stronie i cały czas nie ma w rządzie nikogo, kto mógłby powiedzieć: 'Basta. Prawa kobiet są w tej chwili najważniejsze' - skwitowała w TOK FM.