Prezydencki Tinder. Jakiego prezydenta chcą Polacy?
Poza Konfederacją żadna z liczących się partii nie ujawniła jeszcze, na kogo postawi w wyborach prezydenckich, które odbędą się w 2025 roku. Najwięcej uwagi skupia Prawo i Sprawiedliwość, które od miesięcy prowadzi badania, które mają pokazać, który z polityków ma największe szanse na zdobycie sympatii Polek i Polaków. Sam Jarosław Kaczyński przyznał niedawno, że badania nie pokazują wyraźnego lidera wyścigu o nominację.
Postawienie na badania pokazuje, że dzisiejsza polityka to nie tylko programy i ideologia, ale również marketing. Bo kandydat ma spełniać oczekiwania wyborczyń i wyborców. A jakiego prezydenta oczekują teraz Polski i Polacy?
- Istnieje pewien zestaw cech, których oczekujemy od prezydenta. Oczekujemy, żeby to była osoba o temperamencie przywódcy w takim znaczeniu, że potrafi jednoczyć wokół siebie ludzi i wskazywać jakieś cele. Z drugiej strony oczekujemy też, że będzie to osoba umiejąca godzić, czyli będzie nie tyle przywódcą, ile osobą koncyliacyjną, reprezentującą interesu wszystkich uczestników życia politycznego, a nie tylko partii politycznej - mówiła w TOK FM prof. Dorota Piontek z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Jakiego prezydenta chcą Polacy? Czyli polityka jak... Tinder
Naukowczyni w rozmowie z Agatą Szczęśniak przyznała, że polscy wyborcy nie widzą zwykle kobiet w roli głowy państwa. - Nadal dominuje przekonanie, że jednak polityka na poziomie ogólnokrajowym - tam, gdzie mowa o bezpieczeństwie i polityce zagranicznej - kojarzona jest stereotypowo z mężczyznami -powiedziała gościni "Jest temat!".
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Prof. Piontek dodała, że wyraźnie mamy w Polsce do czynienia "z taką orientacją sprzedażową", czyli badaniami, które poprzedzają wybór, a potem marketingiem, czyli "sprzedażą" takiego kandydata. Gościni TOK FM oceniła, że można to porównać do działania popularnej aplikacji randkowej. - Z Tinderem też tak jest, że wszyscy korzystający mniej więcej wiedzą, jakie warunki powinny spełniać umieszczane tam zdjęcia, żeby stworzyć szansę, że zostanie się wybrany. Troszeczkę to działa na tej samej zasadzie: wszyscy mniej więcej wiedzą, co na tym rynku (politycznym) się sprawdza, co się sprzedaje. W związku z tym kandydatów się albo wybiera pod te standardy, albo też się, że tak powiem, dostosowuje ich do tych standardów - mówiła politolożka.
Prezydencki Tinder
Rozmówczyni Agaty Szcześniak pokreśliła, że jest pewna ważna różnica między wyborami, których dokonujemy w aplikacji randkowej, a polityką. - Na Tinderze dokonuje się nieostatecznych wyborów, można się wycofać, jeśli konfrontacja będzie nie do końca po naszej myśli. W wyborach politycznych tego nie ma. Jeżeli już dokona się wyboru, to jest on niestety nieodwracalny. Nie można się wycofać, powiedzieć: "Sorry, ale jednak przy bliższym poznaniu nie spodobałeś mi się. Trzeba żyć później z tym wyborem przez długi czas - mówiła.
To koniec tego projektu politycznego? 'Tygrysek nie dogaduje się z wodzirejem'
Na tym lista różnic się nie kończy. - Na Tinderze ponosi się odpowiedzialność za swoje własne wybory, natomiast w przypadku prezydenta czy parlamentarzystów trzeba zaakceptować wybory dokonywane przez innych. Trzeba z tym wyborem żyć przez lata - stwierdziła, dodając, że w marketingu politycznym nie ma jednego skutecznego przepisu na sukces w wyborach.