Dziś kolejna debata prezydencka. "Będzie się oglądało jak Eurowizję"
- W poniedziałek o godz. 18 "Super Express" organizuje debatę prezydencką, w której kandydaci będą zadawali pytania sobie nawzajem;
- W ocenie prof. Anny Pacześniak wydarzenie będzie przypominać show, w którym ważniejsze od treści jest to, kto będzie miał lepszą ripostę;
- Zdaniem politolożki, to pokazuje, że polityka zamienia się w teatr, ale "w dobrym tego słowa znaczeniu";
- Debata nie pomoże jednak - jak dopowiedziała - wypromować się bardziej niszowym kandydatom, bo niektórzy widzowie zobaczą ich dopiero pierwszy, a być może ostatni raz.
W poniedziałek o godz. 18 odbędzie się debata "Super Expressu", w której wezmą udział wszyscy kandydaci zgłoszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. Będzie miała nieco inną formułę niż dotychczasowe spotkania: politycy będą się przepytywali nazajem, wygłoszą też 90-sekundowe oświadczenia.
W ocenie prof. Anny Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego trudno wejść w dyskusję, kiedy ma się na nią kilkadziesiąt sekund. Tym bardziej, jak dodała, że każdy z kandydatów będzie mógł wybrać dwie osoby, którym zada pytanie (poza jedną, która zostanie wylosowana). - Dzięki temu również kandydaci niszowi, którzy mają bardzo niski poziom poparcia w sondażach, przynajmniej otrzymają jedno pytanie i będą zadawali trzy pytania - mówiła politolożka w TOK FM.
Zwróciła przy tym uwagę, że nie ma tematów pytań; jest za "wielka dowolność". - I rzeczywiście to będzie się oglądało jak show, Eurowizję czy innego tego rodzaju wydarzenia, gdzie nie tyle jakość utworów się liczy, ale kto komu wbił głębiej szpilkę, kto lepiej odpowiedział, czyje riposty były celniejsze - podkreśliła.
Według politolożki, pokazuje to jedno. - Z polityki robi się teatr, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Może niewysokich lotów, ale popularny. Nawet jeżeli nie wszyscy zasiądą przed swoimi komputerami o godzinie 18, to fragmenty z tej debaty będą wykorzystywane przez poszczególne sztaby do samego końca, do ciszy wyborczej - przewidywała przy tym w rozmowie z Pawłem Sulikiem.
Nieznani pozostaną nieznani
Czy jednak taki format debaty sprawi, że bardziej rozpoznawalni staną się kandydaci niszowi? Zdaniem gościni TOK FM, niekoniecznie. - Część osób, nawet tych bardziej zainteresowanych polityką, zobaczy ich pierwszy, być może ostatni raz - stwierdziła prof. Pacześniak.
Przypomniała przy tym, że część z tych osób nie uczestniczyła do tej pory w debatach, a to oznacza, że widzowie będą mieli szansę zobaczyć ich ponownie w poniedziałek; na tydzień przed wyborami. - Wtedy odbędzie się klasyczna formuła debaty zorganizowana przez telewizję publiczną, kiedy dziennikarze będą zadawali pytania. To dla niektórych osób będzie ostatni raz, kiedy przewiną się przez umysły większości wyborców - skwitowała w TOK FM.
Nawrocki atakuje Trzaskowskiego i Tuska. 'To będzie oznaczało koniec Polski, jaką znamy'