Byli rozbici, a teraz grzmią o "inwazji" migrantów. "To dopiero początek"
Opowieść o "inwazji" migrantów na Polskę rozgrzewa do czerwoności internet i politykę. - Rękami Tuska Zachód prowadzi z nami wojnę hybrydową - mówi w tokfm.pl uczestnik manifestacji na granicy z Niemcami. A my sprawdzamy, jak to się stało, że ta opowieść ma już nie tylko ostrze antyimigranckie, ale również antyzachodnie i antyunijne.
"Trwa inwazja na Polskę" - takie komentarze rozgrzewają media społecznościowe do czerwoności. Na tej fali zorganizowano niedawno w Zgorzelcu manifestację przeciwko "celowemu podrzucaniu" migrantów z Niemiec do Polski. Na naszej zachodniej granicy samozwańczy "obrońcy" od Roberta Bąkiewicza ustawili "posterunki", by kontrolować cudzoziemców, którzy chcą przedostać się do Polski. Akcja rezonuje w sieci i ma milionowe zasięgi.
- W mediach społecznościowych jest budowana legenda obrońców polskich granic przed inwazją Saracenów z Zachodu. Niemcy mają wysyłać tabuny uchodźców, głównie z krajów afrykańskich, by zmienić tkankę społeczną Polski. Jeżeli użytkownik internetu, który nie zna sytuacji, przejrzy komentarze w sieci, to będzie miał wrażenie, że jest inwazja od strony Niemiec. Ta emocja jest dominująca i rośnie. Przede wszystkim wśród osób w wieku 20-40 lat - tłumaczył w TOK FM Michał Federowicz, analityk internetu z kolektywu Res Futura.
Jedną z takich osób, która nie znała sytuacji, a uwierzyła w "inwazję", jest 31-letnia Oliwia. Na manifestację w Zgorzelcu przyjechała z oddalonego o ok. 40 km Bolesławca. - To był sprzeciw wobec polityki Donalda Tuska, który pozwala Niemcom zalewać nasz kraj imigrantami. Gdy o tym przeczytałam w sieci, przypomniało mi się, co zrobiła Angela Merkel, do której on się przymilał. W niekontrolowany sposób wpuściła do Niemiec i do Europy milion uchodźców. Nie chcę tego w Polsce, boję się - przyznaje.
- Rękami Tuska Zachód prowadzi z nami teraz wojnę hybrydową, jak wcześniej robiła to Białoruś - dodaje o rok starszy jej przyjaciel Kamil. Przyznaje, że o tej "wojnie hybrydowej Zachodu" przeczytał w internecie. Właśnie to określenie wzbudziło w nim emocje i wyciągnęło sprzed komputera na manifestację "patroli obywatelskich".
Prześledźmy więc krok po kroku, jak rozwijała się ta - być może - najbardziej gorąca opowieść tego lata. Przekierowała uwagę ludzi ze wschodniej na zachodnią granicę Polski. Dzięki temu ma już nie tylko antyimigranckie ostrze, ale również antyzachodnie i antyunijne.
Kto "pilnuje" granicy? On wybielał Rosję, teraz straszy Zachodem
Zaczęło się we wrześniu 2024 roku od "patrolu obywatelskiego" w Śremie. Zorganizowano go po tym, jak pięciu Argentyńczyków i Kolumbijczyków brutalnie pobiło w tej miejscowości dwóch Polaków. Inicjatorem "patrolu" był Rafał Podejma, zawodnik MMA. Nawoływał w sieci, by Polacy wzięli bezpieczeństwo w swoje ręce, skoro państwo nie daje sobie z tym rady. Pomysł na "patrole obywatelskie" szybko rozniósł się po mediach społecznościowych, głównie wśród radykalnych kibiców i prawicowców. W wielu miejscowościach Polski zorganizowali antyimigranckie marsze.
W Żyrardowie na manifestacji nie poprzestali. Tzw. patrol obywatelski zebrał się pod kościołem, a potem wtargnął do tamtejszego hostelu z okrzykami "Tu jest Polska!". Wszystko dlatego, że ośrodek był zamieszkiwany przez migrantów, którzy pracowali w jednej z polskich firm. Nacjonaliści pobili trzech Gruzinów, a pozostałych cudzoziemców wypłoszyli z miasta.
"OKO.press zidentyfikowało osobę administrującą rozbudowaną grupą na Telegramie, która obecnie jest podstawą struktury antyimigranckich bojówek w Polsce. Jest bardzo aktywna i sprawna organizacyjnie. To mieszkanka Śląska, która obecnie stała się liderką tej grupy. Kobieta od kilku lat angażuje się w działania środowisk antysystemowych w Polsce. Wspiera też aktywistów prorosyjskich, i to tych najbardziej znanych: Rodaków Kamratów Wojciecha Olszańskiego oraz organizacje tworzone przez Leszka Sykulskiego i Piotra Panasiuka" - pisała w 2024 roku Anna Mierzyńska.
W wypowiedziach Rafała Podejmy, lidera "patroli", też można znaleźć wątki zgodne z agendą Kremla. Prowadzi kanał na YouTube o nazwie "Antykonfident". Włączam jego filmik z lipca 2023 roku i słyszę, że tak mówił o wojnie w Ukrainie: "Wszyscy obwiniają Rosję, ale to wszystko jest spowodowane przez globalnego terrorystę, jakim jest Ameryka. Jest to bez dwóch zdań". Ukraińcom zarzucał niewdzięczność, "dojenie" Polaków i "robienie syfu". W końcu też stwierdził, że "kolonizują" Polskę.
Pod koniec czerwca to on współorganizował manifestację w Zgorzelcu. Zanim jednak to zrobił, profil "Patroli Obywatelskich" na Facebooku został zalany antyzachodnimi hasłami:
- "Spotkajmy się na moście łączącym Polskę z Zachodem. Most ten będzie tego dnia granicą nie tylko geograficzną, ale moralną";
- "Robimy to, żeby Polska nie podzieliła losu innych państw Zachodu";
- "Gdańsk - nowa odsłona europejskiej codzienności. Na ulicach pojawił się nowy krajobraz: młodzi mężczyźni relokowani przez naszych zachodnich sąsiadów ‘adaptują się’ do życia w Polsce. Na ławkach, z telefonami w dłoni, w pełnym relaksie - jakby przenieśli fragment Berlina czy Paryża do centrum Trójmiasta (…) Dla rządu Tuska to "normalność europejska". Dla nas - poważny sygnał ostrzegawczy";
- "Kochani, ostatnie dwa tygodnie pokazują, że nasz kraj znalazł się w krytycznym momencie. Obserwujemy masowy napływ obcokrajowców (…) W niektórych miejscowościach - jak choćby Śrem i okolice - zaczyna brakować białych twarzy na ulicach (…) To już pełzająca inwazja (…). Jeśli nie powiemy STOP teraz, to wkrótce będzie u nas jak w wielu krajach Europy Zachodniej: kobiety i dzieci będą bały się wychodzić po zmroku, bezpieczeństwo zniknie z naszych osiedli, nasza tożsamość narodowa stanie się tylko wspomnieniem";
- "Zachód przysyła nam obietnice, za którymi idzie zguba".
Prawda o "inwazji" na Polskę. "Nie wierzę w te liczby"
Wracam do swoich rozmówców, by zapytać, czy manifestując z "patrolami" w Zgorzelcu, dawały odpór "zgubie" płynącej z Zachodu. Czy na mostach, które nas łączą z Unią Europejską, chcą stawiać "moralne granice"?
- Nie myślałam tak o tym. Nie podobałby mi się pomysł z zamykaniem zachodnich granic. Sama przecież je przekraczam w wakacje, gdy jeżdżę do Włoch. Ale wtedy widzę, ile tam imigrantów z Afryki siedzi na ulicach. Nie wiem, czy oni wszyscy zostali sprawdzeni przez włoską policję i czy są bezpieczni. W Polsce też ich widzę mnóstwo. Jak jeżdżę do siostry we Wrocławiu, to mam wrażenie, że są wszędzie i już tylko oni wożą jedzenie. I niech sobie jeżdżą, jeśli są sprawdzeni. Nie tyle jestem przeciwko imigrantom, co ich niekontrolowanej fali - mówi Oliwia.
Fakty przeczą teorii o "inwazji" i "niekontrolowanej fali" migrantów z Niemiec. Jak ustaliła TVN24, a później potwierdziło to MSWIA, od początku tego roku do 22 czerwca Polska przyjęła zaledwie 314 cudzoziemców przekazanych przez Niemców. To migranci, którzy nie dostali tam prawa pobytu, a Polska była pierwszym krajem w UE, do którego dotarli. W tym roku najwięcej z nich to obywatele Afganistanu (58), Syrii (42) i Tadżykistanu (30).
- Nie wierzę w te liczby. Wystarczy, że pojadę do Wrocławia, a widzę, jak wielu tam jest imigrantów. W Legnicy widziałam kiedyś ich grupę na przystanku w nocy. Widać było, że są w drodze. Czyli pewnie to ci, którzy nie zostali sprawdzeni przez nasze państwo. Nie zaczepiali mnie, ale się bałam. A bałam się, bo nie ufam rządowi Tuska. On olewa zachodnią granicę, bo jest z Niemcami. Ale to, że ich krytykuję, nie oznacza, że jestem przeciwko Unii Europejskiej. Jak się od niej odwrócimy, to zostanie nam tylko Rosja, a to już groźne - twierdzi Oliwia.
Jej przyjaciel idzie o krok dalej. Zdaniem Kamila trzeba zamykać granicę z Unią Europejską. - Na jednej szali masz wygodny przelot na wakacje w Europie, a na drugiej swoje bezpieczeństwo na co dzień. Jeśli Europa nie umie obronić się przed tym, co ją rozwala i chce tym dzielić się z Polską, to trzeba postawić granice i poświęcić swoją wygodę. Nie obchodzi mnie, że tak samo mówi ktoś, kto popiera Rosję. Jeśli gada rozsądnie, to przyznaję mu rację. Polexit? Bez przesady, nikt o tym nie mówi - tłumaczy 32-latek.
Dopytuję, czy myślał o zamykaniu granic z UE, zanim zaczęto grzmieć o "inwazji" migrantów. Przyznaje, że nie.
"Patrole obywatelskie" były w rozsypce. Odrodziły się jak Feniks z popiołów
Po jesiennym zrywie organizacja "Patrole obywatelskie" popadła w kryzys. To efekt działań policji i prokuratury. Służby monitorowały antyimigranckie profile w sieci i szybko pojawiały się w miejscach zbiórek "bojówkarzy". Legitymowały, wystawiały mandaty i kierowały wnioski do sądów o ukaranie.
Według Oko.press sam inicjator "Patroli Obywatelskich" dostał wezwanie do złożenia zeznań w sprawie dotyczącej nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym lub religijnym. W mediach społecznościowych żalił się również, że zablokowano mu konto na Facebooku.
"Z dynamicznie rozwijającej się inicjatywy, która mogła doprowadzić do groźnych incydentów, nic nie zostało. Wystarczyły proste, ale systematyczne działania policji oraz - w najpoważniejszych sprawach - szersze śledztwa, by znacząco zmniejszyć zainteresowanie 'patrolami'" - pisało pod koniec grudnia Oko.press.
Jednak teraz organizacja się odrodziła. Rekrutuje ludzi i ich szkoli, bo rozbudowuje struktury w województwach i powiatach. Mapuje przejścia graniczne z Niemcami: drogowe, kolejowe i piesze, ale również przez rzeki, kanały, mostki, kładki, tunele, czyli "wszystko co prowadzi z Polski do Niemiec!". Tworzy też aplikację na telefony, przez którą będzie można przesyłać zgłoszenia i kierować "patrole" na "interwencje". Za pomocą platformy Buy Coffee zbierają na "symboliczną kawę", a w serwisie Zrzutka zgromadzili ponad 80 tys. zł na swoją siedzibę (kwota szybko rośnie).
Narrację o "inwazji" migrantów na Polskę nakręca również Ruch Obrony Granic (ROG) Roberta Bąkiewicza, który uważa Niemcy za "wroga" Polski. Rozstawia "posterunki", w których samozwańczy strażnicy "pilnują" naszej zachodniej granicy.
Bąkiewicz już w marcu organizował manifestację "przeciwko polityce Unii Europejskiej wpychania nam obcych kulturowo migrantów". - Nie ulega wątpliwości, że w Polsce budowana jest infrastruktura do tego, żeby zalać nas migracją, abyśmy borykali się z problemami Zachodu, jak spadek bezpieczeństwa, zamachy terrorystyczne, napady, zabójstwa, kradzieże, gwałty, zastraszanie dzieci - mówił Bąkiewicz w Radio Maryja.
Tę opowieść podchwytują politycy PiS i Konfederacji. "Zachodnia granica Polski przestaje istnieć!" - alarmuje na X były minister obrony Mariusz Błaszczak. Z kolei Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu z Konfederacji, oskarża rząd o to, że "zrobił z Polski bufor ludnościowy dla Niemiec. Pojemnik na odrzuty".
Początkowo rząd reagował na to drwinami. Premier Donald Tusk nazwał akcję na granicy "szopkami". Z kolei szef resortu spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak ironicznie zaapelował do wszystkich, którzy chcą bronić polskich granic, by wstępowali do Straży Granicznej. Kpina jednak szybko przeszła w pełen powagi ton, w którym Donald Tusk ogłosił: od 7 lipca Polska przywraca czasową kontrolę na granicy z Niemcami.
Premier ucieszył "obrońców" granicy. "Musiał się ugiąć i dać nam prezent"
Na decyzję szefa rządu "Patrole Obywatelskie" zareagowały radością. "Stało się! Po naszej manifestacji w Zgorzelcu i obywatelskiej interwencji przy samej granicy - rząd przywraca kontrole na granicy z Niemcami (…) To nasz wspólny sukces! (..,) Ale to dopiero początek (…) Presja ma sens" - piszą na swoim Facebooku, po czym kilka postów dalej grają swój nieformalny hymn: "Nikt nie będzie pluł nam w twarz, siejąc po ulicy strach".
- Tusk musiał się ugiąć i dać nam prezent, bo krzesło pod tyłkiem zaczęło mu się palić. Ale jeszcze zobaczymy, czy na zapowiedzi się nie skończy i czy serio nasze służby będą kontrolować granicę. W każdym razie jest to jakiś sukces - mówi Kamil, który uczestniczył w proteście w Zgorzelcu.
- To nielogiczne - zauważam i przypominam, że od stycznia do końcówki czerwca Niemcy przekazali nam 314 cudzoziemców. W tym samym czasie - jak podało MSWiA - odnotowano 4,6 tys. nielegalnych wjazdów z Polski do Niemiec. Jeśli więc nasza zachodnia granica zostanie uszczelniona po obu stronach, to więcej migrantów zostanie w Polsce.
- Skoro jest tak mało przepychanych imigrantów z Niemiec do Polski, to po co Tusk przywrócił kontrolę na granicy? To dopiero nielogiczne! Moim zdaniem te liczby są fałszywe. Tusk zna te prawdziwe i reaguje, bo patrioci postawili go pod ścianą - ocenia Kamil.
Z kolei jego przyjaciółka Oliwia z decyzji premiera się nie cieszy. Jak mówi, gdy manifestowała, wcale jej nie chodziło o "przymykanie" granic. - To poszło o krok za daleko, bo jak zwykle Tusk nic nie zrozumiał. Zamiast kontrolować migrantów, to będzie to robił nam wszystkim. Po prostu gest pod publiczkę. PiS jest w tym nie lepsze. Najpierw sami wpuścili do Polski mnóstwo imigrantów, a teraz przykleili się do protestów na granicy - wzdycha 31-latka.
Ten ogień wymknie się spod kontroli? "Nienawiści nie czuję, tylko strach"
Pytam swoich rozmówców, czy nie boją się, że ta opowieść o "inwazji" wymknie się spod kontroli i znów przejdzie w przemoc fizyczną. - Daj spokój, to histeria. Każdy "patrol" powtarza: zero agresji, zero alkoholu, w pełni pokojowo. Oni się bardzo pilnują. Wiedzą, że jeśli przegną, ludzie się od nich odwrócą, a policja ich zawinie. Dla mnie to też czerwona linia - odpowiada Kamil.
- Też w to nie wierzę. Ale jak ludzie się tego boją, to niech nacisną na Tuska, żeby służby sprawnie reagowały. Wtedy nie będzie o czym gadać - dodaje Oliwia.
- Ale to prawica dorzuca do pieca. W Polsce już na porządku dziennym padają rasistowskie teksty o "czyszczeniu ulic", które w przeszłości wielokrotnie kończyły się grozą - wtrącam.
- Dla mnie ta cała zadyma na granicy nie jest o nienawiści do migrantów, tylko o nieudolności Tuska. Nienawiści nie czuję, tylko strach - stwierdza 31-latka.
Na koniec dosłuchuję hymnu "Patroli Obywatelskich", który nie brzmi pojednawczo: "Pan Bóg przykazał 'Nie zabijaj", a przybysze celują ostrze w serce. To już się dzieje, a odpowiedzialni za to mają krew na ręce".
Źródło: TOK FM