Były szef Obrony Powietrznej nie ma wątpliwości: Tu popełniliśmy błąd
- Nasza obrona wypadła po prostu słabo. Siły Obrony Powietrznej nie wykryły drona. Zastanawia mnie też, co widziała nasza Straż Graniczna, która powinna współpracować z wojskiem - powiedział w TOK FM dr Robert Stachurski, pułkownik rezerwy, zastępca dyrektora Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej, były szef Obrony Powietrznej Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
- W środę pod Osinami na Lubelszczyźnie na pole kukurydzy spadł i eksplodował niezidentyfikowany obiekt latający;
- Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że był to rosyjski dron wojskowy i że to celowa prowokacja Rosji w trakcie rozmów o przyszłości Ukrainy;
- Zdaniem gościa TOK FM dr. Roberta Stachurskiego, pułkownika rezerwy i byłego szefa Obrony Powietrznej, błędem było otwarte przyznanie się, że nasze służby drona nie wykryły;
- "Byłbym też ostrożny w mówieniu o prowokacji, bo dron mógł się po prostu zagubić" - stwierdził wojskowy.
Osiny znalazły się na ustach całej Polski po tym, jak na polu kukurydzy rozbił się i eksplodował niezidentyfikowany obiekt. Służby stwierdziły, że rozbity obiekt to dron. W trakcie konferencji prasowej wicepremier i szef Ministerstwa Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że to rosyjski dron wojskowy i jest to celowa prowokacja. W ocenie gościa TOK FM pułkownika rezerwy i byłego szefa Obrony Powietrznej dr. Roberta Stachurskiego być może szef MON ma więcej informacji, ale "warto być ostrożnym w formułowaniu takich tez, bo dron mógł się po prostu zagubić".
- Analizując tę sytuację, na samym początku wnioskowałbym, że jest to dron, który może brał udział lub przygotowywał się do brania udziału w ćwiczeniach "Zapad", które będą za chwilkę realizowane na poligonach Białorusi. Być może była jakaś próba puszczenia drona i on się gdzieś zgubił, zerwał się operatorom i wleciał na terytorium Polski - stwierdził w "Pierwszym Programie TOK FM" dr Stachurski.
Prowadzący audycję Wojciech Muzal dopytywał, czy możliwe jest, by "zaginiony" dron przeleciał 100 km. W ocenie wojskowego to jest prawdopodobne. - Tutaj jest sporo znaków zapytania, nie wykluczam też możliwości, że była to nie tyle prowokacja, ile sprawdzenie systemu obrony powietrznej naszego kraju - dodał wojskowy.
Echa po zajściu w Osinach. Gdzie popełniono błąd?
W ocenie gościa TOK FM nasz system obrony wypadł blado i słabo, ale błędem było powiedzenie wprost, że nasze siły obrony powietrznej drona nie wychwyciły. - Bo Rosjanie dowiedzieli się, że mamy luki w systemie, a tak mogliby myśleć, że wyłapaliśmy, ale czekaliśmy, co się stanie? - dopytywał Muzal.
- Rosjanie albo inne obce państwo. Natomiast mnie zastanawia inna rzecz, a mianowicie, co widziała Straż Graniczna, bo to ona powinna współpracować z Siłami Zbrojnymi m.in. w zakresie wykrywania obiektów latających do wysokości 500 m. I tutaj o tym akurat nikt nic nie mówi. Być może Straż Graniczna wie, może ma coś na zapisach ze swoich wież obserwacyjnych. I to dopiero specjalna komisja powołana przez ministra obrony narodowej będzie rozpatrywać. Także być może w następnych dniach się dowiemy, że akurat Straż Graniczna coś widziała - podsumował dr Stachurski.