,
Obserwuj
Polska

Co czuje żona Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego? "Niesamowita mieszanka emocji"

8 min. czytania
25.06.2025 12:00

Sławosz Uznański-Wiśniewski wyrusza w kosmos. Jaka jest stawka tego lotu dla Polski i koszt emocjonalny? - Wiem aż za dobrze, co mu grozi. Może gdybym rozumiała trochę mniej, to byłabym spokojniejsza. Przestudiowałam historię lotów kosmicznych i wiem, że niektóre kończyły się katastrofami - mówi w tokfm.pl Aleksandra Uznańska-Wiśniewska.

fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
  • Polak leci w kosmos. Jak znosi presję, czego się obawia i jaki jest koszt emocjonalny jego misji?
  • "Sławosz zachowuje spokój. Na zewnątrz. Gdy zostajemy tylko we dwoje, zbroje z nas spadają. Możemy pozwolić sobie na odczuwanie lęków" - mówi w tokfm.pl Aleksandra Uznańska-Wiśniewska;
  • "Na Canaveral rozegra się ta przerażająca scena. Zobaczę ją z balkonu na brzegu przylądka. Niepokoi mnie ten moment" - dodaje żona Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego.

Start misji Axiom 4 z polskim astronautą Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) dokonał się w środę o 8:31 czasu polskiego. Był już kilkukrotnie przekładany.

Ten lot to dwie fascynujące podróże. Jedną - w kosmos - odsłoniliśmy w rozmowie z dr. Tomaszem Rożkiem, fizykiem i dziennikarzem naukowym. Zajrzeliśmy do wnętrza kapsuły Dragon z Polakiem na pokładzie i do Międzynarodowej Stacji Komicznej, w której spędzi prawie dwa tygodnie. Znajdziesz ją tutaj:

Na drugą podróż, bardziej intymną, zgodziła się Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, żona astronauty i posłanka Koalicji Obywatelskiej. Rozmawialiśmy z nią na przełomie maja i czerwca, tuż przed pierwszą datą startu Polaka w kosmos.

Polak startuje w kosmos. "Tam rozegra się przerażająca scena"

Konrad Oprzędek, tokfm.pl: Przenieśmy się w tej opowieści na przylądek Canaveral. Odliczanie dobiega końca i co dalej dzieje się z panią?

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska: - Mąż wylatuje w kosmos, więc w końcu mam czas, żeby skupić się na pracy (śmiech). Gdy tylko Sławosz wystartuje, wsiadam w samolot do Polski i lecę na posiedzenie Sejmu. Podczas dokowania męża do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej będę głosować nad wotum zaufania dla rządu.

Na razie widzi pani kłęby pary wodnej i słup ognia, który odrywa od ziemi rakietę Falcone 9. Na jej szczycie jest kapsuła Dragon z pani mężem.

- Odruchowo uciekam z Canaveral, bo tam rozegra się ta przerażająca scena. Zobaczę ją z balkonu Saturn V na brzegu przylądka. To kilka kilometrów od samej rakiety. Naszą rodzinę i mnie będą w razie czego wspierać psychologowie i doświadczeni astronauci NASA. Dosyć dobrze radzę sobie nawet z ekstremalnym napięciem, ale nigdy jeszcze nie byłam w takiej sytuacji.

Sławosz chciał chociaż trochę oswoić mnie z tym momentem, dlatego zabrał mnie na start załogowej misji Crew-10. Przyjechaliśmy na przylądek Canaveral, ale wykryto problemy techniczne i do startu nie doszło. Później obserwowałam start rakiety Falcon 9, która leciała z ładunkiem cargo w kosmos. To było spektakularne, surrealistyczne i wstrząsające. Myślałam o tym, że ta sama rakieta wyniesie mojego męża na orbitę. Niepokoi mnie ten moment.

Polski astronauta na "ogromnej bombie". Żona: "Niezwykle brutalne"

Sławosz Uznański-Wiśniewski opisywał to tak: "Będę na ogromnej bombie, która wybuchnie w kontrolowany sposób, by wynieść mnie na orbitę".

- Strasznie trudny opis. To, co się wtedy dzieje, jest niezwykle brutalne: przeciążenia, ogromne wstrząsy i huk. Ewolucja człowieka cały czas przebiegała w warunkach ziemskiej grawitacji, a teraz on się jej wyrywa i łamie wszelkie zasady. To po prostu niezgodne z naturą.

Nic dziwnego, że Sławosz się obawia, jak jego ciało sobie z tym poradzi. Żaden astronauta tego nie wie. Mimo że każdy z nich został świetnie przygotowany do lotu, to jest wiele niewiadomych. Nie chodzi tylko o sam start, ale też o dłuższe przebywanie w mikrograwitacji. Tam płyny w organizmie zupełnie inaczej się rozchodzą niż w ziemskiej grawitacji. Dlatego na nagraniach z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej widzimy napuchnięte twarze astronautów. Są problemy z powstrzymywaniem wymiotów, bólami głowy i snem.

Sławosz nie ma zbyt dużo czasu na adaptację w kosmosie. Cała misja potrwa około dwóch tygodni, podczas których mąż ma m.in. wykonać kilkanaście eksperymentów. Każdy moment jest precyzyjnie zaplanowany. Dlatego stresuje się na myśl, że jego organizm może okazywać "słabości". Dowódczyni jego misji Peggy Whitson mówiła, że jeżeli astronauci nie będą mogli zasnąć, to ich po prostu "odetnie". Zrobi im zastrzyki na sen, bo muszą się regenerować.

Ostatni telefon przed startem w kosmos. "Ja go usłyszę, a on mnie już nie"

Kiedy ostatni raz przed startem zobaczy pani męża?

- Kilka dni wcześniej, ale z odległości ok. siedmiu metrów. Taki dystans jest konieczny ze względów bezpieczeństwa. Chodzi o to, żebym go niczym nie zaraziła. Temu też służy dwutygodniowa kwarantanna, jaką Sławosz odbywa przed startem w kosmos.

Tuż przed wejściem do kapsuły Dragon mąż zadzwoni do mnie. Będzie miał na to ok. minutę. To tradycja sięgająca jeszcze misji księżycowych Apollo: astronauci mogą wykonać ostatni telefon przed startem w kosmos. Niestety, to działa tylko w jedną stronę, czyli ja go usłyszę, a on mnie już nie. Szkoda, bo powtórzyłabym, że go kocham i czekam na jego bezpieczny powrót.

Później będzie pani miała z nim kontakt?

- Nie, dopóki nie zadokuje do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Lot potrwa od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Na szczęście w kapsule Dragon są kamery, z których obraz będzie transmitowany na Ziemię. Zobaczę więc, co dzieje się ze Sławoszem.

Ze stacji mąż będzie mógł zadzwonić dwa razy. To krótkie połączenia wideo: jedno tylko nas dwojga, a podczas drugiego porozmawia też z rodziną. Śmieję się, że Sławosz spełni marzenie każdego męża w delegacji: może zadzwonić do żony, a ona do niego już nie. Zapisał mi w telefonie numer "International Space Station", żebym przypadkiem nie przegapiła tego połączenia. Będę je mogła odebrać w każdym miejscu na Ziemi, ale dostanę na to tylko jedną szansę. Mam nadzieję, że nie zaliczę historycznego faux pas, jakim byłoby przeoczenie telefonu z kosmosu.

Najtrudniejsze przyjdzie później, podczas powrotu Dragona. Ziemia straci z nim kontakt.

Wszystko przez plazmę, która powstanie wokół rozpędzonej kapsuły, gdy będzie wchodziła w atmosferę ziemską.

- Po starcie to drugi najbardziej przerażający moment całej misji. Wiem aż za dobrze, co grozi Sławoszowi. Może gdybym rozumiała trochę mniej, to byłabym spokojniejsza. Przestudiowałam historię lotów kosmicznych i wiem, że niektóre kończyły się katastrofami.

Mam świadomość, że najlepsi specjaliści czuwają nad bezpieczeństwem misji mojego męża. Jednak nie uspokaja mnie fakt, że ta konkretna kapsuła Dragon nigdy wcześniej nie leciała w kosmos. Niedawne opóźnienie wylotu Sławosza było spowodowane tym, że kapsuła jeszcze nie przeszła pozytywnie testów technicznych. Wykryto m.in. problem ze spadochronami, które mają otworzyć się podczas jej spadania z ogromną prędkością na Ziemię. Przyzna pan, że to dosyć kluczowe.

W rejonie wojny. "Tata krzyczał, że gram w rosyjską ruletkę"

Ten strach widzi pani też u męża?

- Sławosz zachowuje spokój. Na zewnątrz. Gdy zostajemy tylko we dwoje, zbroje z nas spadają. One są dobre, gdy pozwalają radzić sobie z codziennymi wyzwaniami. Ale kiedy wchodzimy w strefę intymności, możemy pozwolić sobie na ich zrzucenie i odczuwanie lęków. Oczywiście, część trudnych emocji "parkujemy" gdzieś na boku, bo nie mogą wziąć nad nami góry. Sławosz musi wykonać zadanie, a ja chcę go wspierać i być dla niego "bezpiecznym miejscem". Tylko że gaszenie własnych lęków jest czasem wyzwaniem. One po ludzku mnie zaskakują.

Jest taki stereotyp naukowca, który nie do końca łapie kontakt z własnymi emocjami. O Sławoszu zupełnie nie mogę tego powiedzieć. On głęboko odczuwa. A lot w kosmos wiąże się z dużym kosztem emocjonalnym. Myślę, że dopiero po misji mąż w pełni przeżyje te emocje.

Właśnie zrozumiałem, co Sławosz Uznański-Wiśniewski miał na myśli, gdy mówił, że pani zna ekstremalne emocje i dzięki temu może go lepiej zrozumieć.

- Moje emocje nie są porównywalne z tymi, które on przeżywa z powodu lotu w kosmos. Ale tak, prawie całe dorosłe życie pracowałam na misjach humanitarnych w miejscach ogarniętych konfliktami zbrojnymi: Jemen, Irak, Ukraina. Gdy tam jeździłam, miesiącami funkcjonowałam w ekstremalnym napięciu, ale radziłam sobie dobrze. Dopiero po powrocie do domu zaczynałam mieć koszmary. To normalne. Często dopiero gdy adrenalina schodzi, w pełni przeżywamy emocje.

Za każdym razem jechałam w rejon wojny wbrew swoim najbliższym. Gdy już tam byłam, często ograniczałam kontakt z bliskim, żeby co druga rozmowa z nimi nie okazywała się próbą ściągnięcia mnie z powrotem do domu. Kiedy wróciłam z Jemenu, tata krzyczał na mnie, że gram w rosyjską ruletkę i że nie mogę już tam wrócić.

Dlaczego?

Właśnie zobaczył w telewizji bombardowanie lotniska w Aden, jemeńskim mieście, gdzie była placówka (Polskiej Akcji Humanitarnej), którą kierowałam. Zginęło wtedy ponad 20 osób, w tym trzy z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. To byli moi sąsiedzi, którzy wyciągnęli mnie z malarii, na którą zachorowałam na początku misji. Moja rodzina mocno to przeżyła.

Wróciła tam pani?

- Oczywiście, miesiąc później. Rozumiałam strach bliskich, bo ich kocham, ale wiedziałam, jak ważne rzeczy robimy w Jemenie. W ciągu kilku miesięcy po wybuchu pandemii rozkręciliśmy tam placówki medyczne, które ratowały życie miejscowym. Rekonstruowaliśmy też zniszczony system kanalizacyjny w miejscach, gdzie zakażona cholerą woda doprowadzała do masowych śmierci, także dzieci.

Teraz słyszę rechot losu, bo sama jestem po drugiej stronie. Czyli tam, gdzie byli bliscy, którzy bali się o moje życie. Całą sobą czuję lęk, gdy myślę, co czeka Sławosza. Ale byłabym totalną hipokrytką, gdybym teraz go ograniczała i mówiła: "Nie leć". Szanuję jego wolność. Dzięki swoim doświadczeniom mogę go odrobinę lepiej zrozumieć. Niestety, tak do końca się nie da.

"Sławosz czuje na sobie spojrzenia milionów oczu". Żona: Widzę w nim dużą samotność

Czego nie da się zrozumieć?

- Gdy wracałam z długich misji w rejonach dotkniętych wojną, miałam poczucie alienacji. Próbowałam złapać na nowo sens życia w swoim starym świecie, ale przychodziło mi to z trudem. Mogłam innym opowiedzieć, co przeżyłam np. w Jemenie, jednak nie wszystko da się opisać słowami.

Sławosz zaraz zobaczy Ziemię z okna Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Będzie mógł mi o tym opowiadać godzinami, ale pewnie nigdy tego w pełni nie pojmę, choć bardzo będę się starała. Wiem też, że astronauci wracają na Ziemię z ogromną tęsknotą za kosmosem. Niektórzy do końca życia marzą, by tam wrócić. Czy można zrozumieć tę tęsknotę, jeśli nigdy się jej nie czuło?

Już teraz widzę w mężu dużą samotność. Oczywiście, jesteśmy w stałym kontakcie i rozmawiamy, gdy tylko możemy. Ale chodzi o samotność, która wynika z unikalnego doświadczenia, które Sławosz ma przed sobą. Mam nadzieję, że samotność ani tęsknota za kosmosem nie będą nas od siebie oddalały.

Mąż boi się, że zawiedzie?

- Odpowiem, ale zaznaczam, że to moja perspektywa, nie jego. Myślę, że czuje na sobie spojrzenia milionów oczu. Zarówno ludzi, którzy ten lot organizują, jak i większości Polski. Jest bardzo odpowiedzialny, dlatego musi zmagać się z ogromną presją. Natomiast największe oczekiwania, które go obciążają, pochodzą od niego samego. Dla siebie jest surowy. Ma świadomość, że jako jedyny z całej załogi nie ma dublera. Nie może zawieść, bo nikt go nie zastąpi.

Najważniejsza jest jednak stawka tego lotu dla Polski. Nie patrzmy na nią przez pryzmat liofilizowanych pierogów czy dzieł Chopina, które mąż weźmie na orbitę. Doceniam te symbole, zwłaszcza że na jednej z pierwszych randek Sławosz dał mi liofilizowaną szarlotkę, czyli mrożoną na sucho. Ale przecież nie dla tego ryzykuje zdrowie, a nawet życie.

Stawka tego lotu w kosmos. "Ma szansę rozpalić w nich ogień"

To jaka jest ta stawka?

- Polska misja naukowo-technologiczna w kosmosie nosi nazwę Ignis, czyli Ogień. Sławosz ma szansę rozpalić go w przyszłych i początkujących naukowcach z Polski, żeby potem rozwijali gospodarkę opartą na innowacjach i nauce. Chodzi też o technologie obronne, bo na tym polu mamy wielkie zaległości. Musimy je nadrabiać, ponieważ żyjemy w niebezpiecznym miejscu świata. Na razie mamy własną krew i cudze technologie. A potrzebujemy też własnych, jeśli chcemy czuć się bezpieczniej. Do tego niezbędna jest armia naukowców i inżynierów. To głos posłanki z Komisji Obrony Narodowej. Zniesie pan jeszcze drugi, kochającej kobiety?

Sprawdźmy.

- To prometejska misja, której trudno podołać. Ale nie znam drugiego człowieka, który nadawałby się do tego lepiej niż Sławosz. Zresztą potwierdza to rekrutacja do Europejskiej Agencji Kosmicznej, w której pokonał 22 tys. chętnych do tej roli. Poradzi sobie.

Źródło: TOK FM