Co się dzieje za kulisami Kościoła? Opisał "patostronę" księży
To historie duchownych, którzy na co dzień nie mają życia seksualnego. Raz na jakiś czas próbują nadrobić zaległości i rzucają się w gwałtowny chemseks. Narkotyki dają im turbodoładowanie. Wyposzczeni księża chcą konsumować ten grzech krótko, ale intensywnie. A później wrócić do swojej posługi duszpasterskiej - mówi dla tokfm.pl Artur Nowak, który w książce "Plebania" odłsłonił "patologiczną" stronę Kościoła.
Konrad Oprzędek, tokfm.pl: Wszyscy księża, z którymi rozmawiałeś do książki, wierzą w Boga?
Artur Nowak: Wielu już nie. Prosili, żebyśmy o nim nie gadali, bo jest przereklamowany.
Dlaczego w ogóle wpuszczali cię na plebanie? Wiedzieli, że je opiszesz?
Nie kryłem tego. Wielu z nich mi zaufało, bo wcześniej broniłem ich jako adwokat. Na przykład jednego wikarego reprezentowałem w sporze z biskupem. Ten ostatni dostał donos, że mój klient jest homoseksualistą, dlatego zabronił mu przyjmować kolegów w prywatnym pokoju. Informacja pochodziła od czujnego kolegi z plebanii. Oczywiście, doniósł na mojego klienta "w duchu odpowiedzialności za Kościół". Nie chciał, żeby sprawa się wydała i doszło do zgorszenia wiernych.
Kłótnie w Kościele. "Nienawidzę cię" zamiast znaku pokoju
Często na plebaniach wybuchają kłótnie?
Tak, księża są ze sobą mocno skonfliktowani. Jeden drugiego utopiłby w łyżce wody. Na plebaniach dochodzi nawet do bójek, gdy duchowni nie umieją podzielić się pieniędzmi z ofiar od wiernych. Albo biją się o względy gospodyni. Pewien wikary wspominał w rozmowie ze mną, że na mszy - podczas przekazywania sobie znaku pokoju - usłyszał od innego duchownego: "Nienawidzę cię".
Gdy rozmawiałem z księżmi, a było ich kilkudziesięciu, często widziałem u nich ulgę, bo w końcu mogli o tym wszystkim opowiedzieć. Jedliśmy obiady, paliliśmy papierosy, a przy okazji narzekali na Kościół i kolegów w sutannach.
Jak są urządzone plebanie i co to mówi o życiu księży?
Zazwyczaj stoją tam stare, ciemne i ciężkie meble. Są też książki, których nikt nie czyta. Unosi się tam woń stęchlizny. Jakaś mieszanina zapachów mięsa i kapusty, które dawno temu wsiąknęły w makatki i ściany. Widać, że nie toczy się tam prawdziwe życie. Ono jest zamknięte w prywatnych pokojach księży, które są przy plebaniach. Tam znajdziesz dobre telewizory, wygodne łóżka, czasem plakaty punkowych zespołów. Wszystko to duchowni zabierają ze sobą, gdy są przenoszeni do innej parafii.
Inaczej jest ze starymi proboszczami i biskupami. Wielu z nich zdążyło już odłożyć na apartament albo rezydencję, w której spędzą emeryturę. Mało kto chce trafić do domów księży emerytów, bo uchodzą za umieralnie. W dodatku hierarchowie zsyłają tam księży pedofilów, alkoholików, malwersantów, których chcą ukryć przed mediami i oczami wiernych.
Romanse księży. "Proboszcz przedstawił wikarym swoje dzieci"
O czym księża nie mogą rozmawiać na plebaniach?
Na przykład o swoich nałogach. Udają, że ich nie ma, dopóki pijany kolega nie przybije gwoździa na ołtarzu. Albo nie wpadnie do grobu na pogrzebie, który prowadzi. Lub nie pomyli imienia nieboszczki, za co dostanie po mordzie od jej syna. Dopiero wtedy zgłaszają to biskupowi, bo pojawia się ryzyko, że wychwycą to media i wybuchnie skandal.
Wcześniej nie interweniują, bo nadużywanie alkoholu jest częste wśród księży. To najprostszy sposób na odcięcie się od własnych emocji. Wielu z nich to robi, bo cierpi na depresję. Rzadko idą do terapeuty, ponieważ Kościół ich uczy, by radzili sobie sami. Zazwyczaj nie mają bliskich relacji z ludźmi, którzy mogliby im pomóc. A przed kolegami z plebanii muszą ukrywać słabości. Wiedzą, że gdyby zwierzyli się z nich kumplowi w sutannie, daliby mu do ręki bombę. Mógłby ją w każdej chwili zdetonować donosem do biskupa. Komfortowo robi się dopiero, gdy obie strony mają na siebie bomby. Wtedy się szachują. Tak jest w przypadku romansów.
Jak to, przyznają się przed sobą, że mają kochanki?
Nawet wspólnie z nimi i innymi księżmi jadają obiady. Jeden z warszawskich biskupów kiedyś powiedział, że duchowni mają żyć jak w rodzinie. Pewnemu proboszczowi tak to się spodobało, że zabrał wikarych do restauracji i przedstawił im swoje dzieci, a także ich matkę. Duchowni w takich sytuacjach czują się bezpiecznie. Potem jeden u drugiego może spokojnie wyspowiadać się z romansów, bo wie, że tamten ma to samo na sumieniu.
Nawet gdyby taka informacja dotarła do biskupa, to też nic by się nie stało. Ksiądz kanclerz z pewnej kurii, zresztą gej, mówił mi otwarcie: "Gdybyśmy mieli wyrzucać księży za baby, to nikt by nam nie został".
A wierni jak reagują na te romanse? Niektórzy przecież je widzą.
Na wielu parafianach nie robi to żadnego wrażenia. Bywa, że gdy ksiądz żyje z kobietą na plebanii, to ludzie mówią: "Widać, że to normalny chłop, a nie żaden gej ani pedofil. Dba o kościół i ludzi, a że ma babę, to komu to szkodzi".
Oczywiście, nie wszędzie tak jest. W wielu miejscach księża ukrywają swoje związki, bo gdyby wierni się dowiedzieli, od razu wybuchnąłby skandal. Niektórzy mi mówili, że najbezpieczniej związać się z mężatką, która jest w dodatku matką. Taka kobieta raczej przy rozstaniu nie ujawni ich romansu z zemsty. Będzie się bała, że straci dzieci.
"Księża rzucają się w gwałtowny chemseks". W grzeszeniu włączyli "turbodoładowanie"
Czym są dionizje?
Opowiedział mi o nich klient, którego reprezentowałem w sprawie niezwiązanej z Kościołem. Prowadził firmę transportową i co jakiś czas dostawał zlecenie specjalne: miał zawieźć księdza i jego kumpli do drogiego hotelu. Spędzali tam dobę, wydawali kilka tysięcy złotych, a potem wracali do wozu i opowiadali, co przeżyli. Chodziło o to, że wynajmowali prostytutki i organizowali sobie seksualne maratony. Wciągali biały proszek, pomagali sobie wódką, a zapijali red bullem. Później wracali na parafię i byli "dobrymi" księżmi. Inny duchowny raz na miesiąc brał sobie dwa dni wolnego, zamykał się w pokoju z męską prostytutką i zażywał mefedron.
To historie duchownych, którzy na co dzień nie mają życia seksualnego. Raz na jakiś czas próbują nadrobić zaległości i rzucają się w gwałtowny chemseks. Narkotyki dają im turbodoładowanie. Wyposzczeni księża chcą konsumować ten grzech krótko, ale intensywnie, nawet nadmiarowo. A później wrócić do swojej posługi duszpasterskiej.
W swojej książce zaglądasz więc nie tylko na plebanie, ale też pod sutanny. Rozmawiasz z masażystą księży, który ci opowiada, jaką noszą bieliznę. Właściwie po co?
Opowiadał, że ubóstwiają drogie marki majtek, zazwyczaj są to stringi. Na co dzień noszą sutanny, które są jak uniformy. To uwiera księży, bo nie mogą odróżnić się od innych. Stawiają więc na detale, czyli właśnie te majtki, które dają im namiastkę wolności. Umieściłem w książce tę opowieść, bo jest o dążeniu do indywidualizmu i pragnieniu bycia sobą.
Jest też inna, o kompleksach. Jeden z księży w luźnej rozmowie opisał mi scenę, jak to poszedł z partnerem (również duchownym) po bieliznę do sklepu. Przyznał, że kupił "elki" zamiast "emek", które nosił na co dzień.
Z kolei seksuolog opowiada ci o tym, jak kiedyś przyszedł do niego biskup ze swoim partnerem księdzem. Pierwszemu "konar nie płonął", czyli cierpiał na zaburzenia erekcji. Drugi miał "syndrom młodego kelnera, który zanim doniesie, to rozleje", czyli przedwczesny wytrysk. Co ta historia pokazuje?
Z jednej strony coś pozytywnego, bo biskup i ksiądz zadbali o swoje życie seksualne, a więc zatroszczyli się o swój związek. Z drugiej strony ten przykład odsłonił niezwykłą hipokryzję duchownych. Bo seksuolog Andrzej Gryżewski po kilkunastu sesjach w końcu ich zapytał: "Panowie, a co mówicie z ambony o seksie?". Przyznali, że często nazywają go grzesznym, bo ten, który uprawiają wierni, bywa brudny, wręcz zwierzęcy. Biskup dodał: "A nasz jest czysty, bo my się kochamy". Czuli się wybrańcami Boga i uważali, że mogą decydować, co czyste i dobre, a co brudne i złe.
Księża, którzy otworzyli się przed tobą, wiedzieli, że ich Boga nazywasz "patologicznym"?
Niektórzy tak i wchodzili ze mną w polemikę. Mówili, że katolicyzm pomaga wielu prostym ludziom, porządkuje im życie i to bardzo niesprawiedliwe, że je burzę. Odpowiadałem, że Kościół zmienia świat dla Boga i choćby dlatego on zasługuje na krytyczną dyskusję. A dla mnie historia o ojcu, który wysyła syna na krzyż, by umarł za innych, jest absurdalna. Zwłaszcza że Bóg jest rzekomo wszechmogący i miłosierny. Niektórzy księża z tym nie polemizowali. Prosili, byśmy w ogóle nie gadali o stwórcy.
To ci, którzy uważają, że Bóg jest przereklamowany?
Tak.
Mimo że nie wierzą, to dalej besztają ludzi za ich "występki" przeciw Bogu?
Niektórzy, ale nie wszyscy są cynikami. Część z nich jest na tyle przyzwoita, że nie dojeżdża wiernych za grzechy. Zamiast tego wysyła im sygnał, że nic się nie stało. Żeby się nie katowali ani nie wpędzali w poczucie winy, tylko zaopiekowali się sobą.
Skoro nie wierzą, to po co tkwią w Kościele?
Jeden z księży na to pytanie odpowiedział, że gdyby miał milion dolarów, to by zrzucił sutannę. Inni dodają, że potrafią być tylko duchownymi. Kościół przez wieki wypracowywał strategię, która sprawia, że zdecydowana większość księży nie jest w stanie funkcjonować poza nim. Umiejętnie wykorzenia ich z relacji społecznych. Już w seminarium ogranicza im dostęp do rodzin. Później stale ich przenosi z parafii na parafię, przez co nie mogą nawiązywać przyjaźni.
Na plebaniach mają wszystko podsuwane pod nos, dlatego wielu z nich nie umie zrobić nawet jajecznicy. Zazwyczaj są tylko magistrami teologii, co w większości zawodów okazałoby się nieprzydatne. A gdyby znaleźli jakąś pracę fizyczną, to mogliby najwyżej zrobić sobie krzywdę. "W cywilu" byliby nikim. A póki noszą sutannę, ludzie kłaniają im się w pas. Mają też pieniądze właściwie na każdą zachciankę.
Opisał "patostronę" Kościoła. "Księża-skandaliści zasłużyli sobie"
Dla idealistów pułapka, a dla cyników raj.
W Kościele cynicy mają się najlepiej. Założyli sutanny, bo chcieli zostać kimś, a nie wiedzieli, jak to zrobić w świeckim życiu. Fantazjowali o władzy, dlatego już w seminarium kupowali jej atrybuty: kaszkiety i saszetki, jakie zwykle noszą proboszczowie. Myśleli o samochodach, które kupią sobie w przyszłości za pieniądze zebrane od wiernych.
Człowiek, który z taką motywacją idzie do kapłaństwa, sprawdzi się w Kościele. System go wypromuje, bo sam chce przetrwać. Potrzebni są mu ludzie, którzy są zdeterminowani, by dojść do władzy i pieniędzy. To osoby silne, wręcz bezwzględne. Prędzej czy później stają się butne, przestają przestrzegać zasad, które same głoszą. Np. złamią celibat, ale Kościół przymknie na to oko, bo ci ludzie go wzmacniają.
Opisujesz "patostronę" Kościoła, ale skąd wiesz, że nie jest to margines?
Nie twierdzę, że wszyscy księża są pedofilami, narkomanami i hipokrytami. Opisuję ich historie, bo uważam, że są bardzo symptomatyczne dla całego Kościoła. Zresztą tego jest tak dużo, że pewnie codziennie mógłbyś ułożyć serwis informacyjny tylko z doniesień o skandalach z udziałem duchownych. Wszystkie te historie opisują kościelny system, w który jest wpisana hipokryzja.
Księża-skandaliści zasłużyli sobie, żeby o nich pisać i mówić, bo sami przez lata zaglądali nam do łóżek. A nawet do naszych głów, gdy kazali nam się spowiadać z tzw. nieczystych myśli. Pora, byśmy się im przyjrzeli. Pokazali, jak nakładają na innych ciężary, których sami nie są w stanie unieść. Bo są po prostu nie do udźwignięcia. Przy okazji zobaczymy, po co są te wymogi. Wiadomo, że i tak ich nie spełnimy, ale właśnie o to chodzi. Wtedy musimy przyjść do konfesjonału, wpaść w sidła spowiednika, który obniży nasze poczucie wartości, każe pokutować, przychodzić na msze, składać ofiarę. Ten system taki właśnie ma być. Gdyby się zmienił, to by upadł.
Książka Artura Nowaka "Plebania" ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka
Źródło: TOK FM