Bloki w Lubinie zostaną zburzone na prośbę biskupa? "Żeby Bozia miała lepszy widok"
Władze Lubina (woj. dolnośląskie) planują wyburzyć cztery bloki z lat 60. stojące przy rynku, by - jak mówi prezydent miasta Robert Raczyński - "odsłonić najpiękniejszy zabytek" w mieście, czyli kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Mieszkańcy czterech PRL-owskich punktowców, które mają zostać zburzone, dowiedzieli się o planach z prasy. - Obawiamy się, że zrobią jakiś myk i nas wywłaszczą - mówią w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
- Mieszkańcy czterech punktowców w centrum Lubina, którzy o planowanym wyburzeniu dowiedzieli się z prasy, obawiają się utraty mieszkań i możliwego wywłaszczenia przez miasto;
- Choć władze zapewniają, że decyzje podejmują samodzielnie i "aspekt społeczny projektu jest jednym z najważniejszych", mieszkańcy zarzucają im zaniżanie wycen lokali i próbę wymuszenia sprzedaży;
- Po 15 latach rozmów tylko 16 z około 60 właścicieli zgodziło się na wykup, a reszta zapowiada, że woli zostać mimo groźby wyburzenia.
O tym, że ich bloki mogą zostać zrównane z ziemią, mieszkańcy dowiedzieli się z lokalnych mediów, gdzie przeczytali, że "biskup legnicki - dziś już emerytowany - przyszedł z wizytą do urzędu miejskiego w Lubinie", gdzie "błogosławił i dziękował jego władzom za 'wszelkie formy pomocy na zabytki sakralne'". Wielu z lokatorów - jak Krzysztof, Anna i Marcin (imiona zmienione - red.) - mieszka tam od kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Niektórzy zrezygnowali z remontów, obawiając się, że i tak zostaną zmuszeni do opuszczenia swoich mieszkań. - Wysiedlają ludzi, żeby Bozia miała lepszy widok. (...) Nie wiemy, co dalej. To ostatnia kadencja prezydenta Raczyńskiego, więc pewnie będzie chciał dotrzymać słowa - mówił Krzysztof.
Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej liczy ponad 700 lat i jest najstarszym budynkiem w Lubinie. Decyzja władz ma być elementem szerzej zakrojonej rewitalizacji centrum, w ramach której rynek ma odzyskać "historyczny charakter" i "zwiększyć estetykę przestrzeni publicznej", a sąsiadujące ze świątynią budynki zostały wybudowane w przestarzałej technologii, na podstawie mało funkcjonalnych projektów i zupełnie nie harmonizują z otaczającą je przestrzenią.
Ratusz zaprzecza, mieszkańcy nie wierzą. "Zrobią jakiś myk"
Głos w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zabrała rzeczniczka prezydenta miasta, Joanna Dziubek, która zapewniła, że żadnych rozmów z diecezją legnicką nie było. - Wszelkie decyzje związane z planowaniem przestrzennym w Lubinie autonomicznie podejmują organy samorządu terytorialnego: prezydent miasta i radni rady miejskiej - wyjaśniła.
Mieszkańcy nie dają wiary słowom przedstawicielki ratusza. - Wszyscy są w Lubinie nastawieni, że to bloki do wyburzenia, więc nam się zaniża wartość lokali i wręcz uniemożliwia ich sprzedaż na wolnym rynku, bo przez to nie ma kupców. A później miasto weźmie od nas śmieszne pieniądze - wskazał jeden z nich. Proponowane przez miejską spółkę kwoty - około 7 tys. zł za metr kwadratowy - mieszkańcy uznają za zaniżone. - Za tyle to kupię mieszkanie, ale z kartonu - stwierdziła Anna.
Od 15 lat na sprzedaż zgodziło się jedynie 16 z około 60 właścicieli lokali. Większość nie chce się wyprowadzać ani z powodu przywiązania, ani z obawy o zaniżone odszkodowania. - Nie mówiąc już o tym, że nie będę mieszkać w swoim mieszkaniu, tylko w obcym - powiedział Krzysztof, który planuje pozostać na miejscu.
Mieszkańcy obawiają się, że władze mogą skorzystać z przepisów o tzw. specustawie drogowej, by przyspieszyć inwestycję. - Zrobią jakiś myk z drogą, podciągną pod specustawę drogową i nas wywłaszczą. Ale to będzie oznaczać, że dostaniemy odszkodowanie i dodatkowo rekompensatę. I jeśli zostaniemy wywłaszczeni pod inwestycję drogową, to nic innego tu nie powstanie - powiedział Marcin.
Posłuchaj:
Źródło: Gazeta Wyborcza