,
Obserwuj
Dolnośląskie

Matka Franka kontra "płodobusy". Prawicowa fundacja na razie górą. "Nie odpuszczę"

3 min. czytania
14.01.2024 10:00
14-latek w spektrum autyzmu nie mógł patrzeć na billboardy z abortowanymi płodami. Jego matka sprawę zgłosiła więc na policję. Sąd w Opolu stanął po stronie Fundacji Pro Prawo do Życia. - Nie zostawię tej sprawy - stwierdza Agnieszka Kossowska i zapowiada złożenie apelacji.
|
|
fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

Franek jest 14-latkiem w spektrum autyzmu. Z "płodobusami" zetknął się kilka lat temu przed jednym ze szpitali w Opolu. Jak wspomina matka chłopca, na samochodach zamieszczono wtedy zdjęcia abortowanych płodów. Chłopiec był nimi "poruszony i roztrzęsiony". - Rozmawialiśmy z nim, wyjaśnialiśmy wszystko. Udawało się go uspokoić - mówi Agnieszka Kossowska.

- Ale gdy na autostradzie, z Opola do Wrocławia, zobaczył billboardy przedstawiające z jednej strony te same bulwersujące zdjęcia, a obok nich Adolfa Hitlera, znów wpadł w panikę. Musieliśmy zjechać z trasy, by go uspokoić. To nie było proste - opowiada dalej Kossowska. To wtedy, jak mówi, zdecydowała, że sprawy nie zostawi. - Nie może być tak, że moje dziecko ma się nabawić stanów lękowych, bo ktoś wymyślił sobie taki przekaz na autostradzie - mówi matka chłopca. 

Dwa lata procesu

W lutym 2021 roku złożyła zawiadomienie na policji. Ta skierowała do Sądu Rejonowego w Opolu wniosek o ukaranie osoby, która stała za powieszeniem billboardów. Był to regionalny koordynator Fundacji Pro Prawo do Życia, w zarządzie której zasiada m.in. Mariusz Dzierżawski, działacz ruchu antyaborcyjnego. 

Podręcznik stygmatyzujący osoby LGBT+. 'W trybie natychmiastowym wstrzymujemy'

Proces trwał ponad dwa lata. W tym czasie powołano biegłą psychiatrkę, która spotkała się z Frankiem i napisała obszerną opinię. - Ten dokument był po prostu miażdżący. Pani doktor w bardzo jednoznaczny sposób opisała, jakich szkód doznał Franio. To, co dla mnie - jako mamy - było najważniejsze to obserwacja, że naprawienie tych szkód potrwa wiele miesięcy, a może nawet lat. To dla mnie druzgocące - mówi TOK FM pani Agnieszka.

Jak dodaje, psychiatrka stwierdziła też, że Franek ma PTSD, czyli syndrom stresu pourazowego. Wiąże się to m.in. z ogromnym poczuciem lęku. Matka chłopca mówi zresztą, że wspomnienie zdjęć abortowanych płodów wróciło do Franka, gdy wybuchła wojna w Ukrainie. - Zaczął mówić o tym, że Putin zachowuje się jak Hitler. Pytał, czy u nas będzie wojna, czy Putin będzie zabijał dzieci tak jak na tych billboardach. Miał w sobie ogromny lęk - opowiada Kossowska.

Jak słyszymy, obwiniony - wraz ze swoim pełnomocnikiem - udowadniał przed sądem, że cała sprawa ma tzw. drugie dno, bo mama Franka jest zwolenniczką prawa do aborcji. - To nie ma znaczenia. Mnie chodzi o moje dziecko i jego dobro - przekonuje nasza rozmówczyni. 

Co na to sąd?

Sąd Rejonowy w Opolu - pod przewodnictwem sędzi Marzeny Drozdowskiej - uniewinnił jednak regionalnego koordynatora Fundacji Pro Prawo do Życia. Uznał, że w Kodeksie wykroczeń nie ma przepisu, z którego mógłby go skazać. 

Art. 141. Kodeksu wykroczeń - którego dotyczyła cała sprawa - mówi, że "kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek oraz używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 zł albo karze nagany". Jak relacjonuje Kossowska, sąd uzasadniał, że zdjęcia abortowanych ludzkich płodów mogą być oceniane jako drastyczne, szokujące, a nawet oburzające, ale nie można powiedzieć, że są one nieprzyzwoite i wulgarne.

Wyrok nie jest prawomocny. Pani Agnieszka zapowiada, że złoży apelację. Chce także wytoczyć Fundacji Pro Prawo do Życia postępowanie cywilne. - Nie rozumiem, jak to się dzieje, że można było uchwalić przepisy dotyczące prezentowania pornografii w miejscach publicznych, a nie ma sposobu na to, by zabronić prezentacji tak drastycznych obrazów - dziwi się nasza rozmówczyni. - Nie mam żadnej możliwości ochrony dziecka przed tym strasznym widokiem, który absolutnie nie jest dla niego przeznaczony - dodaje. 

Już w 2021 roku Kossowska - co opisywaliśmy na naszym portalu - przygotowała petycję do premiera w sprawie kontrowersyjnych billboardów. "Domagamy się wydania jednoznacznego zakazu prezentowania w miejscach publicznych drastycznych, brutalnych, nieprzyzwoitych i budzących odrazę obrazów antyaborcyjnych" - wskazali sygnatariusze petycji. Nic to jednak do dzisiaj nie dało.