advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Dolnośląskie

Chaos wokół aborcji w szpitalu w Oleśnicy. "Ucieczka od odpowiedzialności"

4 min. czytania
25.04.2025 18:29
Sprawa pani Anity, u której dr Gizela Jagielska ze szpitala w Oleśnicy przeprowadziła aborcję w 36. tygodniu ciąży, obnażyła rozdźwięk między wytycznymi resortu zdrowia a stanowiskiem szefa Towarzystwa Ginekologów i Położników. - PiS (...) był przekonany, że wszystko zostało załatwione rękoma TK. No i teraz mamy tego konsekwencje - mówił w TOK FM wiceminister zdrowia i senator Lewicy Wojciech Konieczny.
|
|
fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Tuż przed wtargnięciem Grzegorza Brauna do szpitala w Oleśnicy Towarzystwo Ginekologów i Położników zapytało resort zdrowia o wytyczne dotyczące legalnej aborcji. Jak przypomniał w TOK FM wiceszef resortu Wojciech Konieczny, takie wytyczne obowiązują już od dawna;
  • (...) Własne wytyczne, na podstawie wiedzy medycznej i aktualnego stanu prawnego, powinno wydać PTGP - komentował gość "Popołudnia Radia TOK FM".
  • Mimo jasnych wytycznych część lekarzy - jak szef PTGP prof. Piotr Sieroszewski - odmówił 37-letniej Anicie wykonania zabiegu, co według wiceministra Wojciecha Koniecznego wynika z "ucieczki od odpowiedzialności" i braku jednoznacznego prawa aborcyjnego.

 

Nie milkną echa wydarzeń z 16 kwietnia, kiedy Grzegorz Braun, prezes skrajnie prawicowej partii Konfederacja Korony Polskiej, europoseł oraz kandydat na Prezydenta RP, wtargnął do szpitala w Oleśnicy na Dolnym Śląsku. Miało to związek ze sprawą aborcji 36-tygodniowego płodu, u którego zdiagnozowano wrodzoną łamliwość kości typu drugiego, czyli najcięższą postać tej choroby. Zabieg przeprowadziła dr Gizela Jagielska poprzez wstrzyknięcie do serca płodu chlorku potasu. W sprawie tego konkretnego przypadku przerwania ciąży trwa śledztwo Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy.

Na miesiąc przed incydentem z udziałem Brauna na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się reportaż pt. "Anita: Zamknęli mnie na oddziale psychiatrycznym. Miałam urodzić chore dziecko i oddać je do badań", opisujący historię pacjentki, u której aborcja wywołała tyle kontrowersji. Jak wynika z relacji 37-latki, do ostatnich dni ciąży była zwodzona przez lekarzy, którzy podawali jej rozbieżne informacje na temat zdrowia płodu. Dużą rolę - według autorów tekstu - miał w tym odegrać prof. Piotr Sieroszewski, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, a także kierownik Kliniki Medycyny Płodu i Ginekologii UM w Łodzi.

'Koledzy' donoszą na dr Jagielską. 'To dla nas bulwersujące'

Ginekolodzy żądają od Leszczyny odpowiedzi. Wiceminister reaguje

15 kwietnia PTGP - zaniepokojone ustaleniami "Wyborczej" - zapytało ministrę zdrowia Izabelę Leszczynę, czy można przerwać ciążę po 24. tygodniu, kiedy płód zdolny jest potencjalnie do życia, ale zagrożone jest zdrowie lub życie kobiety.

Jak wskazał na antenie TOK FM wiceminister zdrowia oraz senator Lewicy Wojciech Konieczny, odpowiedź na to pytanie poznaliśmy już w sierpniu 2024 roku. Wtedy ministra Leszczyna przedstawiła wytyczne, zgodnie z którymi do przeprowadzenia legalnej aborcji wystarczy jedno orzeczenie lekarskie, a szpitale, które odmówią zabiegu, muszą liczyć się z karą finansową.

Zdaniem polityka przyczyną niepewności członków Towarzystwa jest brak konsekwencji Prawa i Sprawiedliwości po wydaniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku zakazującego aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. - Po wyroku TK nie dokonano zmian w prawie dostosowujących je do nowej okoliczności konstytucyjnej. PiS w ogóle się tym nie interesował, bo był przekonany, że wszystko zostało załatwione rękoma TK. No i teraz mamy tego konsekwencje, które się bardzo PiS-owi i prawicowym politykom nie podobają, ale muszą uderzyć się w piersi. A własne wytyczne, na podstawie wiedzy medycznej i aktualnego stanu prawnego, powinno wydać PTGP - wyjaśnił Konieczny w "Popołudniu Radia TOK FM".

Kto ma rację ws. aborcji w Oleśnicy? Konieczny czeka na wyniki kontroli

Jak zauważyła prowadząca audycję Anna Piekutowska, nie da się nie dostrzec sprzeczności pomiędzy wytycznymi Ministerstwa Zdrowia a postawą szefa PTGP prof. Piotra Sieroszewskiego, który odmówił aborcji pani Anicie, a nawet może zatajał przed nią informacje na temat wad płodu.

W odpowiedzi Konieczny ocenił zachowanie ginekologów z Towarzystwa jako "ucieczkę od odpowiedzialności". Zaznaczył jednak, że za ten cały chaos odpowiadają także politycy. - Nie mamy nowej ustawy o planowaniu rodziny, o możliwościach przerywania ciąży. Trzy projekty leżą nieprocedowane w Sejmie i lekarze oczekują, że politycy dogadają się ze sobą i uchwalą prawo czytelne, jasne i łatwiejsze do interpretacji - powiedział wiceszef resortu zdrowia.

Są zarzuty dla hejterów Gizeli Jagielskiej, w tym dla księdza. 'To najbardziej obrzydliwa rzecz'

Wobec tego, kto ma rację w sprawie aborcji u 37-letniej pani Anity - dr Gizela Jagielska czy prof. Sieroszewski, który stwierdził, że "powyżej 24 tygodnia nie ma żadnej aborcji, a poród"? Senator Lewicy nie był w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

- To jest kwestia kontroli. Jest kontrola rzecznika praw pacjenta i NFZ-u. Ministerstwo wystosowało pisma do tych instytucji, aby informować nas właśnie o tym, jakie są postępy i co się dzieje w toku tej kontroli. Niewątpliwie zachodzi podejrzenie, że pacjentka albo nie miała do końca zdiagnozowanej wady płodu, albo nie była informowana o tym, jak ta wada jest poważna. Na razie tak można wywnioskować. Zobaczymy, co z tych kontroli wyniknie, ale niewątpliwie sytuacja, do której doszło, nie powinna się wydarzyć - podsumował Wojciech Konieczny w TOK FM.