"Gdy ktoś gwałtowniej się ruszy, ona się chowa". "Tak została zabita jej mama"
"Zna ją z filmów, na których zdobywa tytuły miss, i ze zdjęć w magazynach modowych. Najbardziej lubi te, które zrobił Albert Watson w Maroku. Są czarno-białe, ona w jasnych prostych zestawach z czarnymi dodatkami niby od niechcenia pozuje na tle palm, kamiennych murów i kaktusów. Patrycja długo wpatruje się w nie z podziwem. Mówi, że z tych fotografii aż bije artyzm. Tylko nie czuje, by ta piękna i elegancka kobieta była jej matką". Prezentujemy fragment książki Ewy Wilczyńskiej pt. "Miss. Zabójstwo Agnieszki Kotlarskiej" .
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Miss. Zabójstwo Agnieszki Kotlarskiej" autorstwa Ewy Wilczyńskiej wydanej 12 listopada 2025 roku nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę możesz kupić tutaj.
Patrycji długo nie mówili o śmierci mamy. Dopiero jak miała iść do szkoły. Ojciec z babcią uznali, że muszą jej jakoś wyjaśnić, że inne dzieci mają matkę, a ona nie. Przyjechała cała rodzina, razem poszli na cmentarz.
- Mama jest aniołkiem w niebie i na ciebie patrzy. Jeśli chcesz, to możesz z nią porozmawiać. Mama nie będzie mogła ci odpowiedzieć, ale cię usłyszy - mówi jej ojciec przy grobie. Potem regularnie go odwiedzają. Czasem idzie z babcią, czasem z Jarkiem, czasem wszyscy razem.
Patrycja siada na ławeczce przed grobem i opowiada, co się wydarzyło, co robiła, z kim się bawiła.
- Umiem już pisać - chwali się mamie. A na koniec dodaje: - Ja wiem, że nie możesz odpowiedzieć, ale ja tu znowu przyjdę ci wszystko opowiedzieć.
Dorosłym ściska gardło, jak to słyszą.
Przy innych dzieciach jest wycofana.
W szkole się z niej śmieją, że biją ją w domu. Bo gdy tylko ktoś gwałtowniej się ruszy, ona się chowa, robi unik. Specjalnie ją tak straszą: nagle podnoszą na nią rękę. Do teraz się tego boi.
Tak została zabita jej mama. Mówili Patrycji, że siedziała wtedy na tylnym siedzeniu auta, miała dwa i pół roku. Świadkowie relacjonowali, że płakała.
Nic z tego czasu nie pamięta, nawet tych rozmów na cmentarzu. Z mamą ma tylko przebłyski. Widzi, jak się uśmiecha. Są w Nowym Jorku. Lepią pierogi. Codzienność. A może to tylko jej się śniło, może jej wyobraźnia stworzyła sceny z zasłyszanych historii?
Kiedy opowiadają na lekcjach w szkole o rodzinie, Patrycja przynosi gazety, które pokazywał jej tata, i mówi: - To jest moja mama.
Ale nie płacze, nie jest jej smutno ani nic. Ona ma babę, zawsze tak było. Mama to dla niej pani z telewizji. Zna ją z filmów, na których zdobywa tytuły miss, i ze zdjęć w magazynach modowych. Najbardziej lubi te, które zrobił Albert Watson w Maroku. Są czarno-białe, ona w jasnych prostych zestawach z czarnymi dodatkami niby od niechcenia pozuje na tle palm, kamiennych murów i kaktusów. Patrycja długo wpatruje się w nie z podziwem. Mówi, że z tych fotografii aż bije artyzm. Tylko nie czuje, by ta piękna i elegancka kobieta była jej matką.
*
Według Jarka Patrycja nie pamięta mamy, a to znaczy, że nie tęskni. Ale im jest starsza, tym więcej o niej mówi.
Kilka razy w roku Jarek wyciąga więc kartony z jej rzeczami. Opowiada, jak wszyscy chcieli z nią pracować, jak pięknie wychodziła na zdjęciach, jak najwięksi świata mody oglądali ją na pokazach. - Twoja mama była gwiazdą - mówi i odpala kasetę. Agnieszka w reklamach, ale i w domu. - O, popatrz, Patrycja, taka byłaś malutka.
A czasem matką ją dyscyplinuje.
- Ona zawsze miała porządek, a ty co - mówi. Choć pamięta, że u Agnieszki też na początku był artystyczny nieład, jak ona to określała. Patrycja mówi tak samo. W końcu układa jej rzeczy, a ona się złości. Wygaduje mu, że nic nie potrafi znaleźć. A najbardziej jest zła, że nie ma prywatności.
Kiedy dojrzewa, chce się dowiedzieć więcej o mamie. Jest już wtedy internet, konkursy, pokazy - to wszystko jest online, nie potrzebuje VHS-ów.
Przewija obraz na pokazie Ralpha Laurena, żeby znaleźć mamę. Raz po raz wraca do zdjęć Alberta Watsona z Maroka. Fascynuje ją, że mama wyjechała do Tokio na pokazy, i to w czasach, gdy było to przywilejem nielicznych. Z wypiekami ogląda piękne samochody. Usilnie próbuje sobie cokolwiek przypomnieć, choćby strzępy.
Szuka informacji o mordercy. Ona nic z tamtego dnia nie pamięta, słyszała tyle, że ją zabił nożem. Czyta, że to niby miłość, nie potrafi tego zrozumieć. Wszystko naraz się w niej dzieje. Jest wściekła, jest smutna, wiele emocji trudnych do udźwignięcia. Tylko nie bardzo wie, jak o tym rozmawiać. Nie ma zresztą z kim. Nienawidzi tego człowieka. Już nie będzie o nim czytać.
Do zdjęć z dzieciństwa czasem wraca. Z niedowierzaniem patrzy, jak wyglądało ich życie. Radośnie, bogato, w wielkim świecie i z wielkimi możliwościami. Ona też tam była, widziała swoje zdjęcia i nagrania z nowojorskich ulic, miała jednak ledwie półtora roku, nie zostały jej żadne wspomnienia. A gdy jej mama wyjeżdżała sama na sesje, pisała, jak bardzo za nią tęskni i ją kocha. To dla Patrycji historie jak z baśni.
Tłumaczy sobie: tak było, a teraz jest tak.
Po pierwszej klasie zmieniła szkołę, w drugiej już jej nie gnębią, ale brakuje jej znajomych. Ojciec rzadko ją gdzieś puszcza. - Nawet nie myśl o zielonej szkole! - krzyczy do niej. Patrycja trzaska drzwiami. Jest wściekła. Jak ojca przekonać? Chce jechać, a nie siedzieć w domu. Wszyscy będą się dobrze bawić, tylko nie ona.
Marzy jej się nocowanie u koleżanki. Ale żeby tata się zgodził, musi go prosić przez cztery miesiące. Powiedzieć, gdzie mieszka, kim są jej rodzice.
Kiedy płacze, ojciec zaraz ją sztorcuje: - Nie maż się. Ile ty masz lat? No przestań już płakać.
Patrycja zamyka się w pokoju. Nie wychodzi. Ojciec też się zresztą do niej nie odzywa. Tylko jak obiad zrobi, woła:
- Żarełko!
Kilka dni potrafią ze sobą nie rozmawiać. Ona nie ma zamiaru się do niego odzywać, on do niej. Ona nie wychodzi z pokoju, on do niego nie wchodzi. Żadne nie odpuści, długo mogliby takie wojny toczyć. Ale żyją pod jednym dachem, trudno jest nic nie mówić, tu obiad, tu wyjazd do szkoły, mają wspólne sprawy. Więc w końcu rozmawiają jak gdyby nigdy nic. Po awanturze długo nie prosi ojca o nic.
Jak już się na coś zgadza, Patrycja jest zdziwiona. "Coś się mu stało?" - myśli.
Widzi, że wpada w różne nastroje. Zdarza się, że całymi dniami nie wychodzi z łóżka. Nie pracuje, w domu też nic nie robi. Snuje się bez celu. Mija tydzień, może dwa i jest lepiej. Chodzi do pracy. Patrycja nawet nie rejestruje, czym się zajmuje, różne biznesy, głównie handel.
Zwykle ojciec narzeka, że mają za mało pieniędzy, ale czasem, jak dostaje większy przelew, to bierze ją na zakupy. Może kupić ciuchy za trzysta złotych, to wtedy dla niej kupa kasy. Starczy na kilka rzeczy.
Cieszy się i trochę niedowierza. Chciałaby, żeby tak było częściej. Ale nie jest.
Potem znów wygrzebuje ze skarbonki drobne, żeby kupić papierosy babci. Babcia musi mieć fajki, inaczej zaraz jest w nerwach. Najlepiej marlboro, pięć czy sześć złotych kosztowały. Jak już się kończą pieniądze, to szukają wszędzie tych drobniaków: pięć groszy, dwadzieścia, pięćdziesiąt. O, jest i złotówka.
Patrycja chodzi po papierosy do sklepu, w którym pracuje koleżanka babci. Daje jej spod lady.
To babcia ją głównie wychowuje. Tata jest w pracy, one spędzają czas razem. Babcia jest surowa, potrafi przyfasolić, tak mówi Patrycja. Głównie to jednak Jarkowi się obrywa. Jak coś się babci nie podoba, zaraz wyłoży. Często dosadnie, krzyknie. Babcia dużo przeklina. Dla wnuczki też potrafi być surowa, żeby biła, to nie, ale jak pyskowała, to ją złapała za policzek, wykręciła ucho za wrzaski. "Mocna ikra" - nazywa ją teraz Patrycja.
To z babcią ma też najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Jak chodzą razem na plac zabaw. Albo jeżdżą tramwajem przez miasto. Patrycja lubi wyglądać przez okno, podziwia piękne budynki w centrum Wrocławia. Babcia zabierała ją do wszystkich swoich koleżanek, spędzają tam popołudnia, wieczory.
Koleżanki nawet trochę się dziwią, że małą po nocy ciąga. Ale babcia tłumaczy, że tak jest bezpieczniej, nikt ich nie rozpozna.
Patrycja lubi te wspólne wyjścia, zawsze ktoś się z nią pobawi.
I to babcia jest jej najbliższa. Z nią dzieli się codziennością i problemami. Na te bolączki nieraz odpowiada dosadnie. Ma proste recepty: nie przejmować się i do przodu. Sama jakby niczym się nie przejmowała.
*
Jarek długo po śmierci Agnieszki nie przyprowadzał do domu żadnych kobiet. Było trochę tak jak wtedy, gdy jeszcze się nie znali. Poznawał je łatwo, zmieniał szybko.
Poszedł po chleb, sprzedawczyni fajna, był chleb, ciasto i seks. Albo miał taką na osiedlu, dwie dekady młodszą. Teraz opowiada, że była seksoholiczką, on już nie wyrabiał, musiał przed nią uciekać.
Rzadko przedstawia je Patrycji. Jak z którąś spotyka się dłużej, jadą wspólnie na wycieczkę. Patrycja mówi na nie "ciocie".
Ale też potrafi mu dogadać: - Nie możesz zdradzać mamy.
Niby żarty, ale Jarek wie, że tak naprawdę to na poważnie.
- Muszę czasem wyjść na kolację - tłumaczy się.
Ale na stałe nikogo nie szuka. Ta z piekarni zaczęła mówić o przyszłości, że chciałaby ślubu i dzieci, zaraz to zakończył. Tylko tortów, które przynosiła, było mu szkoda.
Zwykle się tak kończyło, że "muszą poważnie porozmawiać". Dla niego zawsze oznaczało to jedno.
- Cały czas Agnieszka we mnie była. Jak mi buzowało, to potrzebowałem kobiety, ale nie, żeby się mi wprowadzała do domu. Nie wytrzymałbym, nie dałbym rady. Parę godzin owszem, ale żeby się krzątała, to nie.
Babcia coraz gorzej się czuje. Jeden lekarz, drugi, starość, wszystko się sypie. Za dużo cukru, za wysokie ciśnienie, dostaje listę rzeczy, które może jeść. Jedzenie niesłone, nie może być tłusto.
Jarek gotuje kaszkę.
- Mama zje.
Zagląda w talerz, krzywi się, ale próbuje.
- Co to ma być?
- Lekarz tak kazał.
- Ty dupku, jak mi zaraz nie dasz soli, to wy******lę tę kaszkę na sufit! - krzyczy.
Ale Jarek już się nawet jej gadaniem nie przejmuje.
Babcia przestaje chodzić, odpadają spacery, siedzi cały czas w domu. Oglądają razem telewizję.
Tylko kursuje do kuchni i łazienki, a potem już tylko do łazienki. Aż w końcu głównie leży w łóżku. Wątroba, nerki, wszystko jej wysiada. Co chwilę muszą wzywać karetkę. A potem jakiś czas znów jest lepiej, babcia nawet się uśmiecha. Półtora roku tak choruje.
Patrycja gra w grę na komputerze, w domu spokój. Nagle drzwi się otwierają, staje w nich babcia i krzyczy z bólu. Patrycja zrywa się z krzesła i dzwoni po pogotowie. W szpitalu babcia umiera. Patrycja uczy się wtedy w gimnazjum, pierwsza klasa. Przez dwa tygodnie nie chodzi do szkoły.
- Było mi ciężko. Zostałam właściwie całkiem sama. Musiałam szybko wydorośleć, w zasadzie to się stało od razu po śmierci babci - mówi mi po latach. I przyznaje, że za nikim tak nie tęskniła. To ją znała całe życie, ona ją wychowywała. Traktowała babcię jak matkę.
Posłuchaj: