,
Obserwuj
Polska

Jeśli Marta Nawrocka "ustoi" ten atak, może zostać gwiazdą. "Masowo stają w jej obronie"

9 min. czytania
23.06.2025 06:40

- W Martę Nawrocką uderzają starzy i młodzi, kobiety oraz mężczyźni. Pogardzają nią i odczłowieczają. Skala tego hejtu to bardziej trzęsienie ziemi. Jeśli nowa pierwsza dama ustoi ten atak, może zostać główną bohaterką historii, która będzie kluczowa w nadchodzącym sezonie politycznym - mówi w tokfm.pl Michał Federowicz z Res Futura.

|
|
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER/East News
  • "Anatomia pogardy: internetowy sąd nad Martą Nawrocką" to raport Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura, który pokazuje, jak część Polek i Polaków odreagowywała złość po przegranej Rafała Trzaskowskiego;
  • "Teraz Marta Nawrocka może stać się bohaterką prawicowych kobiet. To fascynująca opowieść, której nie byłoby bez mediów społecznościowych" - mówi w tokfm.pl Michał Federowicz, analityk internetu z kolektywu Res Futura*.

Konrad Oprzędek, tokfm.pl: O czym jest ta opowieść?

Michał Federowicz: - O marzeniu PiS, które dopiero teraz ma szanse się spełnić. Czekali na to od bardzo dawna. Ta historia może być dla nich kluczowa w następnych wyborach i całym nadchodzącym sezonie politycznym.

Dlaczego w tym śnie główną rolę może odegrać Marta Nawrocka?

- Świetnie się do niej nadaje po tym, co właśnie się stało. Upokarzana za swój wygląd i historię rodzinną staje się ikoną dla konserwatywnych kobiet. Utożsamiają się z nią, bronią jej przed "elitami" i mówią: "Jest jedną z nas". Nie mogły tego powiedzieć o Agacie Kornhauser-Dudzie, bo nie była lubiana i stała z boku.

Partia Jarosława Kaczyńskiego długo szukała symbolu kobiety prawicowej i chyba właśnie go znalazła. Potrzebuje go zwłaszcza od 2020 roku, kiedy Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej zaostrzył prawo aborcyjne. Odtąd PiS uchodzi za formację, która odbiera kobietom prawa. Dziś ma szansę to odwrócić. Może nie w wielkich miastach, ale w mniejszych miejscowościach. To wystarczy.

Zaczęło się od białej sukienki?

- Eksplozja nastąpiła po 11 czerwca, gdy Karol Nawrocki odebrał od Państwowej Komisji Wyborczej uchwałę o wyborze na prezydenta. Uroczystość odbyła się na Zamku Królewskim, a Marta Nawrocka przyszła na nią właśnie w białej sukience. Rzekomo w tej samej miała pokazać się publicznie prawie miesiąc wcześniej. W tabloidzie skrytykowała to ekspertka od PR, a w mediach społecznościowych wybuchł hejt, że ta "prosta baba nie nadaje na pierwszą damę".

Ale wszystko zaczęło się 10 dni wcześniej, czyli 1 czerwca podczas wieczoru wyborczego Karola Nawrockiego. Kamery wyłapały jego siedmioletnią córkę Kasię, która śmiała się, machała do publiczności i chwytała się za boki. Filmik z tego obiegł sieć, a na siedmioletnią dziewczynkę wylała się niesamowita pogarda.

Zacytuję, żeby przypomnieć tę grozę: "Mój pies ma więcej ogłady", "Psychicznie chore dziecko", "Skończy w burdelu".

- Atak na dziecko został bardzo źle odebrany we wszystkich bańkach informacyjnych i napotkał na duży opór. Niekiedy w takich sytuacjach ludzie sami sobie wyznaczają granice: dalej nie jedziemy.

Przeciwnicy PiS uspokajali się nawzajem: to nie nasza robota, tylko botów i fejkowych kont, które kują teorię o pogardzie elit.

- Opowieści o botach to łatwe tłumaczenie świata, którego nie chcemy zrozumieć. Prawda jest taka, że każda ze stron politycznego sporu ma swoją "żyletę" jak na stadionie. To nie boty, tylko ludzie, którzy w zwalczaniu przeciwnika czasem się zapominają. Uderzają na oślep i nie biorą jeńców. Walą w rodziny polityków, a nawet ich dzieci.

Ale sprawdziliście to? Musimy ustalić, czy mówimy o prawdziwych emocjach ludzi czy pogardzie wykreowanej przez maszyny na zlecenie polityków.

- Jasne, że odróżniamy boty od ludzi. Pierwsze piszą według wzorca i powtarzają sekwencje słów. Robią to zrywami w krótkim czasie. Np. w ciągu kilku-kilkunastu minut mnożą w sieci jakieś komunikaty. Wyłapujemy je i odsiewamy, bo są jak bakterie. W przypadku Marty Nawrockiej i jej córki fejkowych treści było nie więcej niż 3 proc. Reszta to już prawda o emocjach części Polaków po przegranej Rafała Trzaskowskiego. Chodzi o złość, pogardę i kpinę.

Czyli hejt na Kasię Nawrocką uderzył w ścianę, ale nie wypalił się, tylko przeniósł na jej matkę. Jaka była skala tego ataku?

- Jego łączny zasięg wyniósł 27 mln. W Polsce ok. 26 mln ludzi dziennie łączy się z internetem, czyli każdemu przynajmniej raz wyświetlił się post, komentarz lub filmik o Marcie Nawrockiej. To bardziej trzęsienie ziemi niż lekkie tąpnięcie.

Według waszego raportu najczęściej atakują ją za wygląd. Dotyczy tego co trzeci komentarz. Jak to wyliczyliście?

- Każde słowo, które pada w sieci, jest zapisywane w czymś, co z przymrużeniem oka nazywam wielką księgą monitoringu. To dane, które na potrzeby badań udostępniają nam platformy społecznościowe. Dostajemy je pogrupowane w Excelu: autor wypowiedzi, treść, data opublikowania, kanał itd. Czyli nie widzimy elewacji domu, jakim jest wygląd social mediów, tylko od razu schodzimy do piwnicy. To, co tam znajdujemy, układamy na różne kupki i analizujemy.

W przypadku Marty Nawrockiej mieliśmy cały indeks słów z nią związanych. W języku polskim trudniej prowadzić taki monitoring, bo rzeczowniki odmieniają się przez przypadki. Czyli nie wystarczy zebrać komentarzy, w jakich pada słowo "Marta", ale również te, w których są warianty: "Marty", "Marcie", "Martę". I jeszcze te z zaimkiem "ona", bo nie w każdym wpisie użyto jej imienia czy nazwiska, trzeba wyłapać ją z kontekstu.

Zebrane przez nas dane wskazują, że najwięcej ataków na Nawrocką dotyczyło jej wyglądu, np. "wieśniara nie umie się ubrać", "wygląda jak panienka z powiatu i nie dorosła do odgrywania roli pierwszej damy". Co ciekawe, często w tych komentarzach widać poczucie klasowej wyższości autorów i pogardę dla "wieśniary" w białej sukience.

Hejterzy krytykują ją za to, że nie jest Jolantą Kwaśniewską. Czyli chyba nie są już młodzi?

- Kwaśniewska dalej jest wzorcem z Sevres pierwszej damy. Również dla młodych. Nie muszą jej pamiętać, by powtarzać po innych, że wie, jak się zachować, ubrać, wypowiadać i "zjeść bezę". W przeciwieństwie do Nawrockiej, która według komentujących ma tego nie potrafić.

Biją w nią starzy i młodzi, kobiety oraz mężczyźni. Łączy ich niechęć do partii Jarosława Kaczyńskiego. Nazywają Nawrocką "damą PiS", a za tym idzie ciąg skojarzeń: kołtunka, faszystka, dno. Pogardzają nią i odczłowieczają. Prym tutaj wiedzie grupa Silnych Razem, czyli zatwardziałych wyznawców Platformy Obywatelskiej i wrogów PiS. Są bardzo aktywni w sieci i częściej walą ad personam niż ad meritum.

Czytam w waszym raporcie, że co czwarty hejt dotyczy przeszłości i moralności Marty Nawrockiej. O co chodzi?

- Możemy założyć, że w komentarzach istnieje hejterski strumień świadomości, który wylewa się na Nawrocką. Zarzucają jej, że - cytuję - jest "żoną alfonsa". Że "toleruje w domu gangusa" i "kibola od ustawek". Że "pozwoliła mu okraść pana Jerzego z kawalerki". Że jako funkcjonariuszka służby celnej "umorzyła sprawy jakichś gangsterów z Gdańska".

Szczególnie dotkliwy hejt dotyczy jej macierzyństwa. Piszą w komentarzach, że "w pierwszą ciążę zaszła w wieku 17 lat i nie wiadomo z kim". Że ma moralność "typową dla PiS, bo niby taka kościelna, a jest po rozwodzie". Że "wychowała syna na PiS-owca, a córki nie wychowała w ogóle, bo ta nie umie się zachować". To cała paleta prymitywnych oskarżeń, które mają dowodzić, że jest zbyt niemoralna, by mogła zostać pierwszą damą. Wszystko to oceny na podstawie paru zdjęć i filmików.

Co znaczy, że Nawrocka stała się "obiektem pogardy seksualno-moralnej"?

- Przeciwny polityczni jej męża nazywają ją w komentarzach "materacem" i "burdelmamą". Algorytmy mediów społecznościowych podbijają co ostrzejsze komentarze i pokazują je drugiej stronie, żeby zareagowała.

I jaka jest reakcja?

- Tutaj właśnie mamy sedno. Bo samo odreagowywanie frustracji po przegranych wyborach nie jest niczym nowym. Liberałowie robili to już np. w 2015 i 2020 roku, gdy wygrywał Andrzej Duda, a jego żona przyjmowała zmasowane ciosy. Uruchamiała się partyjna linia obrony, czyli politycy PiS dostawali przekazy dnia i rozsiewali je po mediach, żeby wyprowadzić kontratak. Mechanizm stary jak świat.

Natomiast teraz ruszyło oddolne poparcie dla Marty Nawrockiej. Zaczęli zagorzali sympatycy PiS, a potem dołączyli ludzie spod hasztagu "bylenietrzaskowski". To nie tyle wyborcy twardo popierający Nawrockiego, co przeciwnicy Donalda Tuska i jego "zastępcy". W końcu uaktywniły się konserwatywne kobiety z mniejszych i średnich miejscowości. Część z nich w 2023 roku głosowała na Trzecią Drogę i Koalicję Obywatelską. Teraz są po stronie Marty Nawrockiej.

Masowo sięgają po telefony, nagrywają TikToki i piszą komentarze w jej obronie. Po raz pierwszy w polskich mediach społecznościowych skala oddolnego poparcia dla atakowanego może przewyższyć hejt, który na niego spada.

Dlaczego ruszyli z odsieczą?

- Bo młotkowanie Nawrockiej jest masowe, za bardzo intensywne i przypomina prześladowanie. Zaczyna więc przynosić odwrotny efekt: atakowana budzi współczucie. Ludzie doceniają ją za odporność psychiczną w walce z pogardą. Utożsamiają się z nową pierwszą damą, którą "elity" wyśmiewają za brak wielu sukienek na różne okazje. Mówią: "Ona jest jedną z nas". Nawet nie próbują być anonimowi. Chcą pod nazwiskiem okazywać solidarność i sprzeciwiać się agresywnemu wykluczaniu Nawrockiej.

To jest ten sam mechanizm, który zadziałał, gdy w kampanii wyborczej media dzień po dniu punktowały Karola Nawrockiego?

- Podobny, ale tam skuteczne okazało się kodowanie prawicowych wyborców. PiS i sprzyjające mu media powtarzały swojemu elektoratowi: nieważne, co ujawni Onet czy Wyborcza, bo to kłamstwo. Natomiast w historii Marty Nawrockiej nie ma żadnego kodowania. Jest tylko zwykłe współczucie dla poniżanej kobiety.

Póki co w sieci dominują komentarze krytykujące Nawrocką (53 proc.), a pozytywnych jest 38 proc. Prognozujecie jednak, że za 3-6 miesięcy proporcje się odwrócą. Jak to wyliczyliście?

- To bardzo proste. Gdy analizujemy poprzednie fale krytyki - np. na Karola Nawrockiego czy Andrzeja Dudę - widzimy, że hejterzy prędzej czy później rozchodzą się albo przeskakują na inne fronty. Z kolei osoby, które zaangażowały się w obronę polityka, zazwyczaj już przy nim zostają.

W sprawie Marty Nawrockiej komentarzy obronnych przybywa, a krytycznych ubywa. Niemałą rolę odgrywają w tym algorytmy, które - szczególnie na TikToku - widzą, jak wiele osób wspiera i promuje nową pierwszą damę, dlatego podsuwają ją innym. Machina przyspiesza: lajki, udostępnienia i kolejne treści o Nawrockiej. To wszystko może zrobić z niej gwiazdę i ikonę walki z "elitami".

Czym właściwie są elity dla sympatyków prawicy?

- W mediach społecznościowych niechęć do elit przybrała na sile po ostatniej wygranej Donalda Trumpa. Wrócił do władzy m.in. dlatego, że przekonał ludzi, że chce walczyć z systemem, czyli tymi niewidocznymi urzędnikami, którzy decydują o życiu wszystkich. W polskim internecie prawica nazwała to walką z elitami. To prosta melodyjka z mocnym bicikiem.

W kampanii prezydenckiej jako pierwszy zaczął ją grać Sławomir Mentzen. Mówił, że PiS-PO to jedno zło i systemowa elita, który nas dojeżdża wysokimi podatkami, bo nami pogardza. Potem podchwycił to PiS i przerobił na potrzeby kampanii Karola Nawrockiego. Pod ten przekaz podpinano Zielony Ład, CPK, kolejki do lekarzy itd. Wszystkiemu mają być winne elity, które uważają się za lepsze i pogardzają Polakami.

Dosyć karkołomna ściema.

- Propaganda nie musi być finezyjna, tylko skuteczna. Gdy teraz analizujemy głosy w mediach społecznościowych, to widzimy, że elity - KO z Tuskiem i Trzaskowskim na czele - kojarzą się głównie z pogardą. PiS i Konfederacja mogą produkować takie opowieści i harcować sobie w internecie, bo obóz rządzący nie jest w stanie skutecznie obalać ich kłamstw. Tak tylko je nazywa i myśli, że to wystarczy.

W odróżnieniu od prawicy Koalicja 15 października wydaje się nie rozumieć, jaką funkcję pełni internet w opisywaniu świata. Próbuje zracjonalizować podział na elity i antyelity, ale nie do końca jej się to udaje, bo on w sieci jest umowny. Z perspektywy prawicy elity to wszyscy, którzy z nią nie są.

Tak czy owak teraz ta pogarda zmaterializowała się w czystej postaci. Nie trzeba jej już karkołomnie mieszać z Zielonym Ładem. Sto procent cukru w cukrze i prezent dla PiS.

- Dokładnie o to chodzi. To tym cenniejsze dla prawicy, że sama nie zorganizowała obrony Nawrockiej przed pogardą. Ta reakcja jest oddolna i prawdziwa. Nawet z perspektywy algorytmów mediów społecznościowych to jest bardziej kaloryczne niż takie zwykłe puszczanie przez polityków postów w serwisie X. A im większy zasięg, tym większa liczba osób ma okazję poczuć pogardę "elit".

Piszecie, że historia Marty Nawrockiej jest "kulturowym konfliktem o to, kto ma prawo być obecny, widzialny i szanowany".

- Aby to wyjaśnić, odwołam się do Instagrama. Kiedyś pokazywały się na nim głównie celebrytki, które w wielkich miastach robią karierę. Potem dołączyły konserwatywne kobiety z mniejszych miejscowości. Zaradne, ale pozostające w domu z mężami i dziećmi. Okazało się, że są równie popularne, bo jest ogromna społeczność, która chce się z nimi identyfikować.

Jednak do tej pory konserwatywne kobiety nie miały w polityce swojej ikony. Jakby na nią nie zasługiwały. Teraz dostały opowieść o kopciuszku, który wchodzi na salony i jest za to hejtowany. Zobaczyły klasistowski atak na Martę Nawrocką i to, że jest wykluczana przez "elity". Poczuły się jak ona.

Oczywiście, jeszcze nie wiemy, czy nowa pierwsza dama ustoi ten atak, czy też zamknie się w sobie i zniknie. Ale jeśli przetrwa, może stać się bohaterką prawicowych kobiet. To fascynująca opowieść, której nie byłoby bez mediów społecznościowych.

Jak może na to odpowiedzieć koalicja rządowa?

- Nie wiem, bo porzucili wszelkie historie, za pomocą których mogliby trafiać do zwykłego człowieka. Bez nich wystąpienia polityków są tylko gadaniem. Po ich wysłuchaniu nie wiadomo, gdzie jest północ, a gdzie południe. To jest kwestia sprytu opowiadania, który ma PiS. Mocno hejtuje, ale nawet to robi w szkatułkowych historyjkach, które działają na wyborców. Zwłaszcza media społecznościowe lubią te pieprzone opowieści o walce dobra ze złem. Bez nich nic się nie uda.

*Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura, do którego należy Michał Federowicz, to fundacja zajmująca się badaniami internetu oraz ochroną danych w przestrzeni cyfrowej.

Źródło: TOK FM