"Alkohol jest okej - skoro pije go doktor Lubicz!" "Beztroskie chlanie" na polskich ekranach
"Jakiś czas temu, oglądając ze swoim wtedy pięcioletnim synkiem film w serwisie Disney+, zauważyłem, że nawet postacie z dziecięcej bajki trzymają w dłoniach kieliszek identyczny jak szkło używane do picia wina. Kontekst tej sytuacji był również niczym z katalogu win, gdyż było to eleganckie przyjęcie bajkowych postaci z uroczystej okazji. Przypadek? Nie sądzę" - zauważył terapeuta uzależnień Robert Rutkowski w rozmowie z dziennikarką Ireną A. Stanisławską. Publikujemy fragment książki "Alkoiluzja. Wyjście z alkoholowej sekty".
Poniższy fragment pochodzi z książki "Alkoiluzja. Wyjście z alkoholowej sekty" autorstwa Roberta Rutkowskiego oraz Ireny A. Stanisławskiej, która ukazała się 23 kwietnia 2025 roku nakładem wydawnictwa Newhomers.
Moja około czterdziestoletnia pacjentka, matka trójki dzieci, żona i niezwykle wrażliwa kobieta, przyjeżdżająca do mnie na terapię z dalekiego zakątka Polski, która doświadczyła dramatycznie silnego uzależnienia od alkoholu zakończonego pobytem w szpitalu psychiatrycznym, przyznała mi się, że długo i bardzo mocno do sięgnięcia po butelkę wina motywował ją fakt, że jej idolka - celebrytka na Instagramie - pisała: "Teraz jest wolny dzień, to czas na wino". Ta pogubiona pacjentka była niewolnicą wszystkiego, co pisze jej ulubiona influencerka, dotyczyło to gotowania, ubierania, stylu życia i picia alkoholu. A ludzi ulegających wpływom jest niestety dużo więcej.
Takie znane panie, jak wymienione przez ciebie na początku, mają prawo nie być zbyt zaznajomione z niuansami natury człowieczej, mogą nawet robić to bezwiednie, bez złej woli, może nawet nie biorą za to honorarium, ale większość z nich zatrudnia profesjonalne agencje PR-owe. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś zawodowo zajmujący się budowaniem wizerunku mógł coś takiego aprobować. Promowanie siebie w kontekście alkoholowym jest wizerunkowo bardzo źle postrzegane, co widać nawet w komentarzach obserwujących.
Zmieńcie natychmiast agencję, a jeśli jej nie macie, to czym prędzej zatrudnijcie kompetentną osobę.
Irena Stanisławska: Z kompetentnymi osobami zajmującymi się wizerunkiem mamy problem. Przed prowadzącymi Dzień dobry TVN i gośćmi zawsze stoją szklanki z wodą, lecz – ku mojemu zaskoczeniu – zobaczyłam, że któregoś dnia zostały zamienione na kieliszki. A przecież kieliszek, choć można w nim pić wodę czy sok, kojarzy się jednoznacznie – z alkoholem. Na szczęście po kilku dniach kieliszki zniknęły, być może z powodu negatywnych komentarzy.
Robert Rutkowski: Jest takie słowo: odpowiedzialność. Osoby publiczne powinny brać odpowiedzialność za to, co mówią i jak się zachowują, a obecnie tego nie robią. Zero wrażliwości społecznej. Brak świadomości, że głoszonymi opiniami i swoim zachowaniem wpływa się na innych ludzi.
Polityk, późniejszy prezes Polskiej Grupy Energetycznej, Wojciech Dąbrowski, w listopadzie 2006 roku został ukarany za jazdę po pijanemu rowerem (miał 0,75% alkoholu we krwi). W styczniu 2007 roku Jarosław Kaczyński - pełniący wówczas funkcję premiera - powołał go na urząd wojewody mazowieckiego, a gdy o wyroku z listopada napisało "Wprost", nie odwołał go ze stanowiska, komentując w telewizji, że gdyby prowadził samochód po pijanemu, to by stanowisko stracił, ale on jechał po jednym piwie na rowerze. Finalnie Dąbrowski został odwołany ze stanowiska 1 lutego 2007 roku, ale z innego powodu.
Były premier Mateusz Morawiecki wypowiada się: "Alkohol jest dla ludzi, ale powinniśmy korzystać z niego z umiarem". A przecież już od dawna wiemy, jak alkohol niszczy zdrowie - że nie ma bezpiecznej ilości, która by nie szkodziła. Tymczasem premier naszego kraju zachęca do picia alkoholu, tyle że z umiarem. To niedopuszczalna wypowiedź. Mało tego - nie tylko to powiedział, ale również zaprezentował się z małżonką i kieliszkami wina.
Niestety taką beztroską jak polski premier może się pochwalić wiele znanych osób publicznych. Na portalu Deon.pl przeczytałem o takiej wypowiedzi papieża: Papież Franciszek od prawie dwóch tygodni porusza się na wózku inwalidzkim. Zgodnie z informacjami pisma "Il Fatto Quotidiano”, papież przeszedł kilkukrotny zabieg chirurgiczny. W najbliższym czasie ma przejść jeszcze jedną operację. Tydzień temu, po audiencji ogólnej w Watykanie, papież spotkał się z grupą legionistów Chrystusa, którzy zapytali go o stan zdrowia. […] Papież z uśmiechem odpowiedział: "Wiecie, czego potrzebuję na moją bolącą nogę? Tequili!". Nagranie z całej sytuacji szybko trafiło do mediów społecznościowych, gdzie stało się prawdziwym hitem.
Jak myślisz, czy po tej "żartobliwej", jak to niefortunnie określił dziennikarz, wypowiedzi papieża wzrosła liczba sprzedanych butelek tequili? Obecny papież niestety zostanie zapamiętany jako ten, który najpierw coś mówi, a dopiero potem zastanawia się nad tym, co powiedział. A może nawet i to nie ma miejsca. Głowa Kościoła katolickiego powinna być bardziej powściągliwa w swoich wypowiedziach.
Od wielu lat pracuję z ludźmi, których boleśnie dotknęły problemy związane zarówno z przyjmowaniem narkotyków nielegalnych, jak i legalnego narkotyku, jakim jest alkohol. Ludzkie obsesje, ucieczki, słabości, pęknięcia są mi bardzo bliskie. Moje doświadczenia zawodowe i osobiste nie pozwalają mi spokojnie przejść nad takim wystąpieniem. To bardzo smutne, że ktoś tak sympatyczny, z takim dorobkiem, pozwala sobie na takie brednie.
Dodam tutaj ewidentną złośliwość, ale zaczerpniętą od kogoś wyjątkowego, bo od Zbigniewa Herberta, który powiedział: "Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe brednie, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą".
Irena Stanisławska: Telewidzowie oglądający serial Klan, a w nim lekarza Pawła Lubicza, który wieczorem zadawał swojej żonie standardowe pytanie: "Po koniaczku?", też pomyślą, że czas wolny najlepiej spędzać z kieliszkiem. Mało tego: że alkohol jest okej - skoro pije go doktor Lubicz!
Robert Rutkowski: To oczywiste, że promowanie przez twórców filmowych jakiejś postawy przez niektórych widzów będzie kopiowane. Wygląda to ewidentnie jak lokowanie produktu, w tym przypadku alkoholu.
Mówisz o naszym trochę serialowym filmowym podwórku, natomiast jest globalny Netflix - najbardziej znana platforma streamingowa na świecie, mająca setki milionów abonentów. I tam naprawdę trudno jest znaleźć film czy serial - a są to bardzo często produkcje wysokich lotów, produkowane za ciężkie pieniądze - w których nie byłoby postaci pijącej alkohol.
Jestem wyczulony na wyłapywanie takich obrazów. Sceny: prawnik w swojej kancelarii podpisał kontrakt, wychodzą klienci, podchodzi do barku, nalewa alkohol, potem wchodzi do mieszkania i pije whisky. Naprawdę tam ludzie non stop piją. Nie uwierzę w to, że nie jest to zabieg celowy, ponieważ niektóre sytuacje sięgnięcia po alkohol zupełnie nie pasują do kontekstu, a wręcz są groteskowe. Praktycznie w każdej scenie - przed seksem, w czasie seksu, po seksie, po pracy, w czasie spaceru - bohaterom towarzyszy lampka wina lub whisky. Nadmiar czegokolwiek zawsze kończy się niesmakiem. A jakiś czas temu, oglądając ze swoim wtedy pięcioletnim synkiem film w serwisie Disney+, zauważyłem, że nawet postacie z dziecięcej bajki trzymają w dłoniach kieliszek identyczny jak szkło używane do picia wina. Kontekst tej sytuacji był również niczym z katalogu win, gdyż było to eleganckie przyjęcie bajkowych postaci z uroczystej okazji. Przypadek? Nie sądzę.
Mnie można zarzucić skrzywienie zawodowe, bo mam cały czas styczność z problematyką alkoholową, ale moja żona, która niezmiernie rzadko ma w gabinecie do czynienia z tym zagadnieniem, kilka dni temu w trakcie wieczornego seansu filmowego nie wytrzymała i zadała pytanie: "O czym jest ten film?! Przecież oni cały czas chleją wódę". Dodam, że tym filmem była całkiem sprawnie zrobiona polska produkcja pod tytułem Ukryta gra - film wyprodukowany przez Watchout Studio, z udziałem dobrego amerykańskiego aktora Billa Pulmana, którego obserwuję od czasów zobaczenia go u Davida Lyncha w doskonałej Zagubionej autostradzie. Gra on co prawda w Ukrytej grze geniusza matematycznego i szachowego uzależnionego od alkoholu, lecz film miał być szpiegowskim thrillerem. Wydawałoby się, że jego problemy osobiste powinny być zaledwie tłem dla zasadniczej fabuły, a tymczasem stały się głównym wątkiem filmu. Do połowy jego trwania oglądamy ciągłe pijackie burdy i wybryki naszego bohatera, głównie polegające na totalnie radosnym i beztroskim chlaniu (nawet wymiotowanie jest w tych scenach kreowane na sympatyczne). Jednak w pewnym momencie staje się to nie do zniesienia, bo nawet nie za bardzo wyrobiony widz w końcu dostrzeże nadmiar niektórych form wyrazu artystycznego.
Inną nie najgorszą produkcją jest polski serial Rojst osadzony w realiach naszego kraju w latach osiemdziesiątych, między stanem wojennym a okresem porozumień okrągłego stołu. Na uwagę zasługuje rola dziennikarza lokalnej gazety Witolda Wanycza świetnie zagrana przez doskonałego w tym serialu Andrzeja Seweryna. Zatęchły, mroczny klimat małego miasteczka z podłymi partyjniakami i funkcjonariuszami służb specjalnych w tle, skorumpowaną policją i wszechobecną prostytucją. Wszystko dobrze oddane, scenografia robiąca wrażenie - z dbałością o każdy szczegół z tamtej epoki. Niestety, znów pojawia się okropna przesada, która staje się wręcz nieznośna, gdy obserwujemy bohaterów praktycznie cały czas palących papierosy i pijących czystą wódkę. Gdybym wtedy był małym dzieckiem, a nie dorosłym już, przynajmniej metrykalnie, osiemnastolatkiem, to może bym na to nie zwrócił uwagi, ale pamiętam tamten czas i nie mam poczucia, że było tak, jak usilnie chcą nam to przekazać twórcy. Zwykły, szeregowy pracownik nie pił ostentacyjnie wódki w czasie pracy i nie wychodził w jej trakcie do bufetu; nie paliło się też non stop, odpalając papierosa od papierosa, między którymi pojawiała się setka czystej, tak jakby to było głównym celem ówcześnie żyjących. Owszem, w Polsce nigdy nie wylewało się za kołnierz, ale nie było to tak bezceremonialne, jak pokazuje się w wielu filmach z tamtego okresu. Dowodzą tego nawet statystki dotyczące spożycia alkoholu - w tamtym okresie wynosiło ono siedem litrów czystego spirytusu na głowę mieszkańca, a według badań OECD z 2021 roku jest to 11,7 litra.
Naprawdę trudno odgonić od siebie myśl, że prawdopodobnie za tą kinematograficzną przesadą stoi przemysł spirytusowy, który może nie bezpośrednio, ale w zawoalowany sposób wspiera te produkcje, których głównym celem jest pokazanie, że historycznie i kulturowo chlanie jest najważniejszym czynnikiem przekazu międzypokoleniowego i że współcześnie mamy nadal tak robić, bo taka nasza tradycja. (...)
Posłuchaj: