Uciekają z domu dla internetowego "wyzwania". "Nie ma tygodnia bez informacji o czyimś zaginięciu"
- Nie ma tygodnia, żebyśmy nie otrzymali informacji o czyimś zaginięciu - mówi TOK FM mł. asp. Przemysław Radaszewski z Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Jak dodaje, w takiej sytuacji wszystkie służby natychmiast są w gotowości. Nawet jeśli - jak się potem okazuje - jest to jedynie 'modne' ostatnio i szalenie niebezpieczne 'wyzwanie'.
Chodzi o rozpowszechniany w internecie '48 hours challenge - zniknij bez śladu'. - Osoba biorąca w nim udział musi upozorować swoje zniknięcie. Wygrywa ten, o kim będzie najwięcej wzmianek w telewizji, prasie i mediach społecznościowych, czyli im więcej osób cię poszukuje, tym lepiej wykonałeś swoje zadanie - wyjaśnia policjant.
Skąd takie pomysły?
- W czasie pandemii nasze życie przeniosło się do internetu. Pracowaliśmy on-line, robiliśmy zakupy, rozmawialiśmy z bliskimi, a młodzież się uczyła - wspomina Beata Rogawska-Szmidt z wydziału prewencji komendy miejskiej. Jak dodaje, wiele młodych osób w sieci zostało. Tam szuka znajomości i rozrywki. - Internet to źródło wiedzy, ale też zagrożeń i przed tym ostrzegamy. Dzieci i nastolatki muszą wiedzieć, że nie wszystko, co znajdą w sieci, jest dobre, a głupie zachowania trzeba piętnować - przekonuje.
Aby spróbować zapobiec niemądrej modzie, bydgoscy funkcjonariusze nagrali spot 'Nie znikaj!', który pokazuje, jak niebezpieczne mogą być ucieczki z domu. Do współpracy zaprosili strażaków, ratowników medycznych oraz grupę poszukiwawczą działającą przy PCK. - To było spore wyzwanie nie tylko logistyczne, ale i aktorskie. Natomiast wiedzieliśmy, że robimy to w słusznej sprawie - mówi Radaszewski.
- W spocie pokazujemy historię Kasi, nastolatki, która pewnego dnia znika z domu. Przerażony ojciec zgłasza policji jej zaginięcie, a my rozpoczynamy poszukiwania. Tymczasem tata dziewczyny, przytłoczony emocjami, zaczyna źle się czuć. Potrzebuje pilnej pomocy, tyle że wszystkie służby zaangażowane są w poszukiwania nastolatki - opowiada funkcjonariusz.
- Celowo pokazujemy, że głupia zabawa może się skończyć tragicznie nie tyle dla samych nastolatków, co dla ich bliskich - mówi Rogawska-Szmidt. - Może w ten sposób otworzymy im oczy - dodaje.
'Ktoś może potrzebować pomocy'
Nasi rozmówcy podkreślają, że w ostatnim czasie w internecie można znaleźć mnóstwo 'wyzwań' angażujących różne społeczności. Niektóre - jak mówią - są bardzo pożyteczne. - W jednym też wzięliśmy udział - słyszymy od policjantów. Chodziło o to, by zrobić jak najwięcej przysiadów i w ten sposób pomóc małej Zosi chorej na SMA zebrać pieniądze na najdroższy lek świata.
- Chcemy po prostu uczulić nieletnich na konsekwencje ich czynów. Uciekając z domu w ramach 'wyzwania', stwarzają zagrożenie dla siebie i innych. Bo kiedy my biegamy po mieście czy lesie i szukamy rzekomo zaginionego dziecka, które świetnie się tym bawi, ktoś w tym czasie naprawdę może potrzebować pomocy - podsumowuje Radaszewski.