,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Już nie tylko rolnicy boją się o swoje plony. "Walczymy o przetrwanie. Cena w skupie nie rośnie od 10 lat"

3 min. czytania
19.04.2023 09:42
- To będzie bardzo trudny rok dla branży sadowniczej - mówią producenci z Kujawsko-Pomorskiego. Przez drastyczny wzrost kosztów produkcji owoców, a także napływ ukraińskiej żywności do Polski, wielu przedsiębiorców będzie walczyć o przetrwanie.
|
|
fot. Agnieszka Wynarska TOK FM

Kujawsko-pomorskie to zagłębie sadownicze. Produkowane tu jabłka, czereśnie czy śliwki trafiają do sklepów w całym kraju, a także za granicę. Na początku nowego sezonu odwiedzamy - położone 30 km od Bydgoszczy - Wierzchucice w gminie Sicienko. W ciągnących się wzdłuż dróg sadach rosną czereśnie i jabłonie. - Udało nam się zakończyć wszystkie cięcia zimowe. Sady są posprzątane i przygotowane. Czekamy na kwitnienie, które powinno przypaść na majówkę - mówi Sebastian Szymanowski, dyrektor Grupy Producentów Owoców Galster.

- Pobudzenie sadu jest trochę opóźnione, bo zima była długa. Mamy też do czynienia ze zmienną pogodą, więc rośliny nie wiedziały, czy już wystartować, czy nie. Dziś już jesteśmy po fazie tzw. mysiego ucha, czyli dwa pierwsze listki z pąków się wynurzają - pokazuje na gałązkach nasz rozmówca.

"Trudny rok"

Zdaniem sadowników to będzie bardzo trudny rok. W 2022 roku dobijały ich między innymi wysokie ceny prądu potrzebnego do pracy komór chłodniczych - niezbędnych do magazynowania plonów. Bez odpowiedniej temperatury i ilości tlenu jabłka czy gruszki się psują.

W tym sezonie dochodzą kolejne problemy. - Koszty robocizny, paliw, środków ochrony roślin i nawozów są bardzo wysokie. Jeśli to wszystko podliczymy, to będzie bardzo drogi sezon produkcyjny, a cena w skupie nie rośnie od 10 lat - podkreśla Szymanowski. - Pieniędzy jest mniej, bo trzeba obsłużyć zobowiązania finansowe. Praktycznie nie ma gospodarstw, które w jakiś sposób nie byłyby zadłużone, a odsetki od kredytów wzrosły nawet 4-krotnie. To są duże pieniądze dla poszczególnych gospodarstw i dla grup skupiających sadowników. Wszyscy będą walczyć o przetrwanie - dodaje.

W poprzednich latach producenci mieli też problemy z pozyskaniem pracowników do zbiorów. Zdaniem naszego rozmówcy w tym roku - przez kryzys gospodarczy - sytuacja będzie wyglądać inaczej. - Pierwsze 'sprawdzam' będzie na przełomie czerwca i lipca, gdy będziemy zbierać czereśnie, ale już dziś ludzie do nas dzwonią i dopytują o pracę. Widać, że sytuacja ekonomiczna zmusza ich do szukania dodatkowego zarobku - tłumaczy Szymanowski. - I nie chodzi tylko o pracowników z Ukrainy, bo o pracę pytają też Polacy, co nas cieszy, bo chętnie ich przyjmiemy - dodaje.

Ukraiński koncentrat z jabłek zalał polski rynek

Sadowników - podobnie jak rolników - martwi też napływ produktów żywnościowych z Ukrainy. Od jesieni do Polski wjechało między innymi bardzo dużo koncentratu z jabłek. - To spowodowało, że nasze rodzime fabryki nie były zbytnio zainteresowane podniesieniem cen dla naszych produktów - tłumaczy nasz rozmówca. - Statystyki pokazują, że wyprodukowano i sprzedano za granicę ponad 30 procent więcej koncentratu niż rok wcześniej, czyli było na rynku miejsce dla polskich sadowników - ocenia.

Polscy producenci mają też wątpliwości co do jakości importowanego koncentratu, który nie musi spełniać rygorystycznych norm. - Unia Europejska i polskie przepisy nakładają na nas konieczność spełnienia wielu obowiązków, a zagraniczne produkty nie muszą ich spełniać, co jest niestety mocno zastanawiające - ocenia Szymanowski. Koncentrat z jabłek wysyłany jest do Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych.

Pogoda może pokrzyżować plany

Plany sadowników - jak co roku - może też pokrzyżować pogoda. W majówkę drzewa powinny już być białe, ale kwiaty mogą spalić przymrozki w tzw. zimnych ogrodników, czyli w połowie maja. - Kolejnym zagrożeniem jest też susza, która występuje w naszym regionie - mówi Szymanowski. - W naszych sadach mamy co prawda nawodnienie kropelkowe, ale deszcz jest najlepszy. Byle nie były to jednak burze gradowe, które w sierpniu naprawdę potrafią zniszczyć plony. Kilka lat temu mieliśmy w sadach bardzo duże zniszczenia, także podczas pamiętnej nawałnicy, która spustoszyła okolice Tucholi - wspomina nasz rozmówca. - Sad to fabryka 'pod chmurką', więc od pogody bardzo dużo zależy - dodaje z uśmiechem sadownik.