,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

"Robiliśmy grilla, graliśmy w piłkę. Chciałem się po prostu schłodzić". Niewinna zabawa skończyła się tragedią

3 min. czytania
18.06.2023 09:00
- Cała rodzina była dookoła, więc nikt się nie spodziewał, że w takim miejscu taki wypadek może się wydarzyć - mówi pan Paweł, który podczas rodzinnego spotkania skoczył do niewielkiego basenu na główkę. Według szacunków w Polsce około 700 osób rocznie łamie kręgosłup w tego typu wypadkach.
|
|
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl /

Krzysztof Kranz złamał kręgosłup w wieku 17 lat. Skoczył do wody na główkę. Rok później dowiedział się, że już nigdy nie będzie chodził samodzielnie. - Nie miałem świadomości, czym taki skok może się skończyć. Mój przykład pokazuje, że nie jest to czcze gadanie, bo teraz - jak widać - poruszam się na wózku - opowiada. - Są jednak przypadki o wiele bardziej drastyczne, nawet śmiertelne i o tym też trzeba pamiętać - dodaje.

Nasz rozmówca od ponad 30 lat jeździ na wózku, ale z powodzeniem łączy pracę z pasją, jaką jest sport. Pracuje w Biurze ds. Zdrowia Urzędu Miasta w Bydgoszczy i pomaga podejmować decyzje ułatwiające niepełnosprawnym funkcjonowanie w mieście.

Wskoczył na główkę do basenu ogrodowego

Nasz drugi rozmówca - Paweł Dzik - złamał kręgosłup w wieku 23 lat, podczas imieninowej imprezy na działce. - Cała rodzina była dookoła, więc nikt się nie spodziewał, że w takim miejscu taki wypadek może się wydarzyć - wspomina. - Robiliśmy grilla, graliśmy w piłkę. Chciałem się po prostu schłodzić - dodaje.

Paweł wskoczył do basenu w ogrodzie. - Był to rozstawiony, duży basen, taki niebieski. Z dwóch kroczków wskoczyłem do niego na główkę, ale nie uderzyłem o dno. Przeciągnąłem ten skok i uderzyłem głową o ściankę basenu. Z tego powodu, od 2011 roku jestem osobą poruszającą się na wózku - opowiada.

Jak wspomina nasz rozmówca, najtrudniejszy był pierwszy rok po wypadku. - Wszystkiego musiałem nauczyć się tak naprawdę od nowa, na nowo ubierać, poruszać się, po prostu żyć. Bardzo dużo czasu zajęło mi nauczenie się jeżdżenia na wózku, wsiadania na niego, zsiadania, pokonywania barier, krawężników, torów i tak dalej - wspomina. - Ćwiczyłem bardzo intensywnie, by móc na nowo funkcjonować - dodaje.

'Dziewczynka popłakała się po usłyszeniu mojej historii'

Dziś Krzysztof Kranz i Paweł Dzik działają razem na rzecz bezpieczeństwa. Biorą udział m.in. w Akademii Bezpieczeństwa, organizowanej przed wakacjami przez bydgoską Straż Miejską oraz zaprzyjaźnione z nią służby. Ostrzegają dzieci i młodzież przed nierozważnym zachowaniem nad wodą. - Przestrzegamy przed tym, że jeśli już podejmą ryzyko takiego skoku do wody, to żeby wiedzieli, jak odpowiednio się zachować - mówi Kranz. - Chodzi o to, by sprawdzić, czy to dno jest wystarczająco bezpieczne, jak jest głęboko. A po drugie, czy coś jeszcze niebezpiecznego się w tej w wodzie nie znajduje - dodaje nasz rozmówca.

- Pokazujemy swoim przykładem, że w życiu może wydarzyć się coś niedobrego - dopowiada Paweł Dzik. - Myślę, że jeśli chociaż do jednego dziecka to dotrze, to będzie to dla niego jakaś ochrona. W zeszłym roku, podczas jednego z takich spotkań, pewna dziewczynka popłakała się po usłyszeniu mojej historii. Poruszyła ją i mam nadzieję, że do wody na główkę nie skoczy - dodaje.

Według szacunków w Polsce około 700 osób rocznie łamie kręgosłup w wyniku skoku do wody na główkę.