Sebastian M. "zachowywał się, jakby wjechał w kosz na śmieci". Przebieg wypadku na A1
- Sebastian M. jechał z prędkością 315-329 km/h i uderzył w samochód kia, zabijając trzyosobową rodzinę. Jak wynika z aktu oskarżenia, którego treść zrelacjonowała 'Rzeczpospolita:', po wypadku M. zamiast udzielić pomocy, zaczął wydzwaniać do ojca;
- Śledczy ustalili, że to Sebastian M., a nie kierowca kii, spowodował wypadek. 'Los pokrzywdzonych podróżujących samochodem Kia był podejrzanemu obojętny' - czytamy;
- Sebastian M. odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Grozi mu 8 lat więzienia.
Szaleńczy rajd Sebastiana M. trwał 30 minut. Odtworzono przebieg wypadku na A1
Z dokumentów śledczych wynika, że Sebastian M. poruszał się z prędkością od 315 do 329 km/h i naciskał pedał gazu "w maksymalnym zakresie". Kierowane przez niego BMW zjechało z lewego pasa autostrady A1 na pas środkowy, którym jechała podróżująca kią rodzina. Śladem po tym manewrze są "pozostawione (...) na jezdni ślady hamowania i znoszenia, które rozpoczynały się na lewym pasie ruchu i przechodziły na pas środkowy". M. - jak czytamy na łamach 'Rzeczpospolitej' - cały czas kręcił kierownicą w lewo, aby dostosować tor jazdy do profilu drogi. W końcu stracił panowanie nad autem.
Śledczy ustalili, że po wypadku Sebastian M. nie udzielił pomocy ofiarom.
"Po wyjściu z wraku (?) podejrzany ubrał się w kamizelkę odblaskową, przeszedł za bariery energochłonne i oczekiwał na dalszy bieg zdarzeń, koncentrując się głównie na wykonywaniu połączeń telefonicznych do swojego ojca" - opisała gazeta.
'Zagadkowe zachowanie' policji ws. Sebastiana M. Tego prokuratura nie mówi. 'Przerażające'
Sebastian M. pomógł tylko swojemu pasażerowi. Los ofiar był mu "obojętny"
Jak wynika z aktu oskarżenia, "los pokrzywdzonych podróżujących samochodem Kia był podejrzanemu obojętny". "Zachowywał się tak, jakby wjechał w kosz na śmieci" - porównał jeden ze świadków wypadku na A1. Z kolei inny świadek zauważył, że podejrzany "oburzał się, że policjanci zatrzymali mu prawo jazdy".
Po wypadku Sebastian M. opuścił kraj i wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie został zatrzymany i po kilku miesiącach ekstradowany do Polski. Obecnie przebywa w areszcie. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku grozi mu do 8 lat więzienia.
Prokuratura ustaliła także, że Sebastian M. próbował ukryć dane ze swojego telefonu, bo "kilka godzin po wypadku dokonał przywrócenia ustawień fabrycznych w urządzeniu". Według niej szaleńczy rajd mężczyzny trwał 30 minut - potwierdzają to "dane z wideorejestratorów, kamer autostradowych, a także uzyskane techniką fotogrametrii wysokorozdzielcze modele 3D oraz dane logowania telefonu komórkowego Sebastiana M."
Według relacji świadków, BMW prowadzone przez M. zachowywało się niebezpiecznie jeszcze przed samym wypadkiem. Jeden z nich porównał dźwięk pojazdu do "nisko lecącego samolotu". Średnia prędkość samochodu na jednym z odcinków wynosiła 309 km/h.
Prokuratura oceniła, że zeznania Sebastiana M. były wiarygodne jedynie w zakresie "faktu kierowania przez niego autem, pomocy podczas wypadku dla jego pasażera A.N. i pozostania na miejscu wypadku". Pozostała część jego relacji została uznana za "zbudowaną na potrzeby postępowania karnego linię obrony".
Posłuchaj: