Puławy. Miasto organizuje pomoc dla uczniów z Ukrainy. "Do tej pory byli tu sami. Teraz zabrali całe rodziny"
W Puławach - gdzie już wcześniej uczyło się ponad stu uczniów z Ukrainy - miasto organizuje pomoc dla nich i ich rodzin. Część z nich wojna zastała na feriach, w domu, za granicą. - Jeden uczeń wracał do nas pięć dni, przez Mołdawię i Słowację - mówi wychowca szkolnej bursy.
W bursach szkolnych w Puławach na Lubelszczyźnie - przed wybuchem wojny - mieszkało blisko 100 uczniów z Ukrainy, w wieku od 15 do 18 lat. To młodzież dobrze mówiąca po polsku, mająca u nas wielu kolegów i przyjaciół. Pochodzą m.in. z Charkowa, Mariupola, ale też Lwowa czy Równego. Uczą się w miejscowych technikach i liceach. W dniu agresji większość z nich była jeszcze na zimowych feriach w domu. Część - bardzo szybko wróciła do Polski, inni przyjechali dopiero teraz. Są też tacy, których wciąż nie ma. - Prawdopodobnie nie mają obecnie już jak wyjechać z Ukrainy - mówią wychowawcy.
Do Puław przez Mołdawię i Słowację
- Właśnie dotarł do nas uczeń, który jechał pięć dni, przez Mołdawię i Słowację. Przyjechała z nim mama i siostra. Udało się znaleźć dla nich miejsce tymczasowego pobytu - opowiada jeden z wychowawców Jacek Prończuk. Jak dodaje, uczniowie, którzy przyjeżdżają, są mocno zmęczeni podróżą i wielogodzinnym oczekiwaniem na granicy. - Po powrocie najczęściej nie idą do szkoły, tylko odpoczywają, mają dzień wolny - mówi pedagog.
Do Puław wrócili też m.in. uczniowie z Charkowa. - Niektórzy do tej pory mieszkali w Puławach sami, ale teraz przyjechali z rodzicami. Każdemu znaleźliśmy mieszkanie. Dzieci mieszkają w bursie, a mama czy rodzeństwo mieszka gdzieś indziej. Ale są blisko, widują się, czują swoje wsparcie. Staramy się również tym rodzicom pomagać, bezpłatnie, bo wiadomo - uciekali przed wojną - mówi wychowawczyni bursy pani Lubov. Sama pochodzi z Ukrainy, ale od siedmiu lat mieszka i pracuje w Puławach.
Smutek w oczach
Nasi rozmówcy przyznają, że dzieci - tuż po powrocie - są rozbite i smutne, zwłaszcza na początku. - Potem wracają normalne emocje, choć oczywiście wewnątrz to przeżywają, bardzo dużo czasu spędzają na telefonach. Sprawdzają, co się dzieje w ich mieście. Pamiętajmy, że prawie każdy zostawił tam ojców albo braci - mówi wychowawczyni Anna Jaruga. Pamięta, że jedna z uczennic opowiadała, jak musiała kilkakrotnie chować się w schronie w związku z atakiem lotniczym na jej miasteczko. - Opowiadając to, cały czas płakała, emocje wzięły górę - wspomina.
Wychowawcy tłumaczą, że robią wszystko, by zapewnić uczniom z Ukrainy normalność i wsparcie. - Nie naciskamy, nie wypytujemy o wojnę. Choć oczywiście wiemy, że część z nich zostawiła w Ukrainie swoich bliskich, którzy walczą - dodaje Jacek Prończuk.
W bursie nie tylko uczniowie
Jedną z burs Regionalnego Centrum Kształcenia Ustawicznego w Puławach, w związku z wojną, przeznaczono na miejsca noclegowe dla uchodźców. Opiekuje się nimi wspomniana już pani Lubov. W ośrodku jest już ponad 60 osób. - Niektóre rodziny się zmieniają, wyjeżdżają dalej, ale większość zostaje na stałe. Są to głównie dzieci, w wieku od roku do 14 lat. Na miejscu mają wyżywienie, są też zajęcia dla maluchów. Przyjeżdżają do nas studentki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i mają specjalne zabawy dla dzieci. Grają z nimi, tańczą, oglądają bajki, a nawet uczą polskiego - opowiada wychowawczyni.
Przyznaje, że ci, którzy trafiają do bursy, to osoby z ogromnym smutkiem w oczach. Najczęściej nie chcą wracać w rozmowach do tego, co widzieli w Ukrainie, nie chcą mówić o wojnie. - Oni najczęściej widzieli wiele, jest w nich ogromny ból. Ale każdy z nas wierzy w to, że wygramy, że Ukraińcy dadzą radę i że szybko będzie koniec tej wojny - przyznaje pani Lubov. Nie kryje, że w rozmowach z rodakami pojawia się morze łez. - Muszę przyznać, że starają się być silni, ale jak już poczują, że są bezpieczni, pękają. Codziennie słyszę, jak bardzo są wdzięczni Polakom za wsparcie - dodaje.
Puławy to jedno z mniejszych miast Lubelszczyzny, w których kwaterowani są uchodźcy z Ukrainy. Podobnie jak, chociażby w Kazimierzu czy Nałęczowie.