,
Obserwuj
Lubelskie

Nowe informacje ws. głośnej kolizji z udziałem sędziego. Kierował czy był pasażerem?

4 min. czytania
13.10.2025 15:48

Jest zażalenie na czynności policji związane z sędzią Jakubem Iwańcem - poinformował jego pełnomocnik mecenas Michał Skwarzyński. Chodzi o głośną kolizję, do której doszło w weekend na Lubelszczyźnie. Prokuratura twierdzi, że ma zeznania świadków, którzy mówią, iż za kierownicą widzieli sędziego. Adwokat utrzymuje, że jego klient był pasażerem tego auta.

Prokurator Przemysław Nowak
Prokurator Przemysław Nowak
fot. Adam Burakowski/East News

Kolizja z udziałem sędziego. Co się wydarzyło w niedzielę?

W niedzielę wieczorem Onet opisał zdarzenie, do którego miało dojść w nocy z soboty na niedzielę na Lubelszczyźnie, konkretnie w miejscowości Rejowiec Fabryczny. Kierujący samochodem osobowym uderzył w drzewo. "Osobą, która prowadziła pojazd, był Jakub I." - powiedział Onetowi rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec. Dodał, że sprawdzono stan trzeźwości kierowcy i okazało się, że miał około 1,8 promila alkoholu.

Onet podał, że Jakub I. to sędzia Jakub Iwaniec. Pełnomocnik sędziego - mecenas Michał Skwarzyński - jeszcze wydał w niedzielę oświadczenie, w którym zaprzeczył, by to sędzia siedział za kierownicą auta, które uderzyło w drzewo. 

Nowe informacje od prokuratury

Sprawa będzie musiała zostać szczegółowo wyjaśniona. Jak powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej prokurator Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Krajowej, już przesłuchano świadków zdarzenia i interweniujących tam policjantów. Wykonano też oględziny samochodu biorącego udział w kolizji. 

Śledczy przekonują, że mają zeznania osób, którzy z bliskiej odległości widzieli, kto wysiadał z samochodu po uderzeniu w drzewo. - Na miejsce przyjechała lokalna policja, dokonała rozpytania świadków, którzy wskazali na sędziego jako kierowcę, mówiąc, że go znają od wielu lat i mówiąc również, że widzieli go na własne oczy - powiedział Przemysław Nowak. Poinformował też o nowych ustaleniach.

Jak mówił prokurator, mniej więcej półtorej godziny przed kolizją, sędziego i jego kolegę - z imprezy, w której mieli brać udział - miała przywieźć do domu żona kolegi własnym samochodem. Co wydarzyło się między przywiezieniem sędziego do domu, a chwilą uderzenia auta w drzewo? Kto rzeczywiście kierował samochodem? To wszystko muszą ustalić śledczy. Prokuratura nie ma jednak wątpliwości, że auto, które brało udział w kolizji, należy do Jakuba Iwańca. - Ta sprawa jest przedstawiana jako polityczna, a taka nie jest - skomentował prokurator. 

Co mówi pełnomocnik sędziego? 

Mecenas Michał Skwarzyński w rozmowie z TOK FM przekonuje, że sędzia Iwaniec nie siedział za kierownicą, a był pasażerem samochodu. To samo napisał w swoim niedzielnym oświadczeniu. 

"Był on odwożony przez inne osoby, czym nie byli zainteresowani prokuratorzy. Nie był on zatrzymany w tym samochodzie a na swojej posesji" - czytamy w piśmie. 

Zażalenie na działania śledczych

Adwokat utrzymuje, że policjanci i prokuratura zachowały się nieprofesjonalnie, bo nie wzięto pod uwagę immunitetu sędziego. - Cały czas miałem bezpośredni kontakt z moim klientem. Mało tego, w protokole są wyraźnie ujęte moje żądania, które wyrażałem telefonicznie. Mówiłem wprost, że na tych telefonach [zatrzymanych przez policję - przyp. red.] jest tajemnica obrońcy - po pierwsze: moja, a po drugie: innych obrońców, bo myśmy się kontaktowali z klientem. Nie można jej [tej tajemnicy] obchodzić - podkreśla Skwarzyński.

Zdaniem pełnomocnika samo zatrzymanie telefonu w sprawie związanej z podejrzeniem jazdy po alkoholu jest zaskakujące. - Bo jakież dowody by państwo mieli w telefonie na rzekomą jazdę po alkoholu? W mojej ocenie tutaj chodzi tak naprawdę o to, że nie udała się afera hejterska, nie znaleziono w tej aferze niczego, co na końcu byłoby przestępstwem, więc dzielni prokuratorzy wpadli na genialny pomysł: zabezpieczymy telefon Iwańca i może coś tam znajdziemy, to nam uratuje tą sprawę. Ot, cała filozofia. I dlatego wzięli całą tę sprawę do Warszawy - mówi mecenas. Bo nazwisko Jerzego Iwańca przewijało się w tzw. aferze hejterskiej, która sprowadzała się do oczerniania sędziów krytykujących ówczesną władzę. 

Ponadto Skwarzyński informuje, że w poniedziałek rano w sądzie w Krasnymstawie zostało złożone zażalenie na podjęte przez policję i prokuraturę czynności, w tym na przeszukanie sędziego, zatrzymanie jego telefonu, przeszukanie mieszkania. - Na wszystkie te rzeczy, które bezwzględnie w tym momencie są bezprawne - nie ma wątpliwości adwokat.

Co na to prokuratura?

W kontekście telefonu - śledczy twierdzą, że można było go zabezpieczyć. - Jeśli ktoś się powołuje na tajemnicę obrończą, to taki telefon należy przekazać sądowi, który zbada, czy tam rzeczywiście jest tajemnicza obrończa i w jakim zakresie. I to będzie realizowane, jak rozumiem, przez prokuratora - mówi Przemysław Nowak. I zapewnia, że "nikt tego telefonu nie otwierał". - Jest on bezpiecznie zapakowany. Będziemy postępowali zgodnie z ogólną procedurą - zapewnia.

- Natomiast to nie jest tak, że jeśli dana osoba podejrzewana mówi, że jest informacja obrończa w danym telefonie, to my odstępujemy od weryfikacji tego. Można sobie wyobrazić, jakie byłyby tego skutki. Każdy by tak oświadczał, nie można byłoby uzyskiwać dowodów w innym sprawach. Immunitet broni sędziego przed odpowiedzialnością karną, jest też immunitet od zatrzymania, nie ma natomiast immunitetu od zbierania materiału dowodowego w zakresie odpowiedzialności danej osoby - wyjaśnia dalej prokurator Nowak. 

Do sprawy odniósł się minister sprawiedliwości, prokurator generalny, Waldemar Żurek.