Nowe informacje ws. głośnej kolizji z udziałem sędziego. Kierował czy był pasażerem?
Jest zażalenie na czynności policji związane z sędzią Jakubem Iwańcem - poinformował jego pełnomocnik mecenas Michał Skwarzyński. Chodzi o głośną kolizję, do której doszło w weekend na Lubelszczyźnie. Prokuratura twierdzi, że ma zeznania świadków, którzy mówią, iż za kierownicą widzieli sędziego. Adwokat utrzymuje, że jego klient był pasażerem tego auta.
Kolizja z udziałem sędziego. Co się wydarzyło w niedzielę?
W niedzielę wieczorem Onet opisał zdarzenie, do którego miało dojść w nocy z soboty na niedzielę na Lubelszczyźnie, konkretnie w miejscowości Rejowiec Fabryczny. Kierujący samochodem osobowym uderzył w drzewo. "Osobą, która prowadziła pojazd, był Jakub I." - powiedział Onetowi rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec. Dodał, że sprawdzono stan trzeźwości kierowcy i okazało się, że miał około 1,8 promila alkoholu.
Onet podał, że Jakub I. to sędzia Jakub Iwaniec. Pełnomocnik sędziego - mecenas Michał Skwarzyński - jeszcze wydał w niedzielę oświadczenie, w którym zaprzeczył, by to sędzia siedział za kierownicą auta, które uderzyło w drzewo.
Nowe informacje od prokuratury
Sprawa będzie musiała zostać szczegółowo wyjaśniona. Jak powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej prokurator Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Krajowej, już przesłuchano świadków zdarzenia i interweniujących tam policjantów. Wykonano też oględziny samochodu biorącego udział w kolizji.
Śledczy przekonują, że mają zeznania osób, którzy z bliskiej odległości widzieli, kto wysiadał z samochodu po uderzeniu w drzewo. - Na miejsce przyjechała lokalna policja, dokonała rozpytania świadków, którzy wskazali na sędziego jako kierowcę, mówiąc, że go znają od wielu lat i mówiąc również, że widzieli go na własne oczy - powiedział Przemysław Nowak. Poinformował też o nowych ustaleniach.
Jak mówił prokurator, mniej więcej półtorej godziny przed kolizją, sędziego i jego kolegę - z imprezy, w której mieli brać udział - miała przywieźć do domu żona kolegi własnym samochodem. Co wydarzyło się między przywiezieniem sędziego do domu, a chwilą uderzenia auta w drzewo? Kto rzeczywiście kierował samochodem? To wszystko muszą ustalić śledczy. Prokuratura nie ma jednak wątpliwości, że auto, które brało udział w kolizji, należy do Jakuba Iwańca. - Ta sprawa jest przedstawiana jako polityczna, a taka nie jest - skomentował prokurator.
Co mówi pełnomocnik sędziego?
Mecenas Michał Skwarzyński w rozmowie z TOK FM przekonuje, że sędzia Iwaniec nie siedział za kierownicą, a był pasażerem samochodu. To samo napisał w swoim niedzielnym oświadczeniu.
"Był on odwożony przez inne osoby, czym nie byli zainteresowani prokuratorzy. Nie był on zatrzymany w tym samochodzie a na swojej posesji" - czytamy w piśmie.
Zażalenie na działania śledczych
Adwokat utrzymuje, że policjanci i prokuratura zachowały się nieprofesjonalnie, bo nie wzięto pod uwagę immunitetu sędziego. - Cały czas miałem bezpośredni kontakt z moim klientem. Mało tego, w protokole są wyraźnie ujęte moje żądania, które wyrażałem telefonicznie. Mówiłem wprost, że na tych telefonach [zatrzymanych przez policję - przyp. red.] jest tajemnica obrońcy - po pierwsze: moja, a po drugie: innych obrońców, bo myśmy się kontaktowali z klientem. Nie można jej [tej tajemnicy] obchodzić - podkreśla Skwarzyński.
Zdaniem pełnomocnika samo zatrzymanie telefonu w sprawie związanej z podejrzeniem jazdy po alkoholu jest zaskakujące. - Bo jakież dowody by państwo mieli w telefonie na rzekomą jazdę po alkoholu? W mojej ocenie tutaj chodzi tak naprawdę o to, że nie udała się afera hejterska, nie znaleziono w tej aferze niczego, co na końcu byłoby przestępstwem, więc dzielni prokuratorzy wpadli na genialny pomysł: zabezpieczymy telefon Iwańca i może coś tam znajdziemy, to nam uratuje tą sprawę. Ot, cała filozofia. I dlatego wzięli całą tę sprawę do Warszawy - mówi mecenas. Bo nazwisko Jerzego Iwańca przewijało się w tzw. aferze hejterskiej, która sprowadzała się do oczerniania sędziów krytykujących ówczesną władzę.
Ponadto Skwarzyński informuje, że w poniedziałek rano w sądzie w Krasnymstawie zostało złożone zażalenie na podjęte przez policję i prokuraturę czynności, w tym na przeszukanie sędziego, zatrzymanie jego telefonu, przeszukanie mieszkania. - Na wszystkie te rzeczy, które bezwzględnie w tym momencie są bezprawne - nie ma wątpliwości adwokat.
Co na to prokuratura?
W kontekście telefonu - śledczy twierdzą, że można było go zabezpieczyć. - Jeśli ktoś się powołuje na tajemnicę obrończą, to taki telefon należy przekazać sądowi, który zbada, czy tam rzeczywiście jest tajemnicza obrończa i w jakim zakresie. I to będzie realizowane, jak rozumiem, przez prokuratora - mówi Przemysław Nowak. I zapewnia, że "nikt tego telefonu nie otwierał". - Jest on bezpiecznie zapakowany. Będziemy postępowali zgodnie z ogólną procedurą - zapewnia.
- Natomiast to nie jest tak, że jeśli dana osoba podejrzewana mówi, że jest informacja obrończa w danym telefonie, to my odstępujemy od weryfikacji tego. Można sobie wyobrazić, jakie byłyby tego skutki. Każdy by tak oświadczał, nie można byłoby uzyskiwać dowodów w innym sprawach. Immunitet broni sędziego przed odpowiedzialnością karną, jest też immunitet od zatrzymania, nie ma natomiast immunitetu od zbierania materiału dowodowego w zakresie odpowiedzialności danej osoby - wyjaśnia dalej prokurator Nowak.
Do sprawy odniósł się minister sprawiedliwości, prokurator generalny, Waldemar Żurek.