Ponad 2 tysiące dzieci z Ukrainy pójdzie do lubelskich szkół. Miasto liczyło na dwa razy tyle
Według różnych szacunków po wybuchu wojny w Ukrainie do Lublina przyjechało 50-70 tysięcy osób, z czego przynajmniej połowa to dzieci i młodzież. Część rodzin już wyjechała - na zachód Europy albo wróciła do Ukrainy, ale cały czas przybywają też kolejne.
Do czerwca w lubelskich szkołach było około 2 tysięcy ukraińskich uczniów i mniej więcej tak samo ma być teraz. - Szykowaliśmy się na znacznie więcej. Trochę nas martwi tak mała liczba tych uczniów, dlatego że wiemy, że w naszym mieście zatrzymały się tysiące nowych obywateli z Ukrainy, w tym połowa to uczniowie i wychowankowie przedszkoli. Tłumaczymy sobie to nauczaniem zdalnym prowadzonym przez szkoły ukraińskie, ale też dajemy sobie czas, by tych dzieci w Lublinie jeszcze trochę poszukać - mówi wiceprezydent miasta Mariusz Banach.
Jak tłumaczy, pomóc w tym mają ukraińskie nauczycielki, zatrudnione w lubelskich szkołach. Do czerwca było ich nieco ponad 50, teraz będzie 80. Pracują jako asystentki, które pomagają ukraińskim uczniom odnaleźć się w polskiej rzeczywistości i polskiej szkole. - Będziemy za ich pośrednictwem szukali tych uczniów i proponowali im miejsca w naszych placówkach, bo jesteśmy do tego przygotowani - zapewnia wiceprezydent.
"Czy będziemy mieli w Ukrainie do czego wracać?"
Szkołą, w której sytuacja zdecydowanie się zmienia, jeśli chodzi o liczbę uczniów z Ukrainy, jest Szkoła Podstawowa nr 51 w Lublinie. Przed wakacjami było tu nieco ponad 50 ukraińskich uczniów, teraz będzie dwa razy tyle. I będą to m.in. dzieci, które dopiero teraz docierają do Lublina, uciekając przed rosyjską agresją. - Rodzice cały czas zapisują do nas swoje pociechy, a są to prawie wyłącznie dzieci z rejonu naszej szkoły - mówi dyrektor placówki Marek Krukowski.
Wskazuje, że z rozmów z rodzicami wie, że zapisanie dziecka do szkoły daje pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa. - Rodzice często proszą o to, by zapisać ich dziecko do klasy, w której jest już jakieś dziecko z Ukrainy. To świadczy o szukaniu poczucia bezpieczeństwa, o niepewności, o szukaniu rozwiązania, które sprawi, że może jakoś przetrwamy - mówi Krukowski.
Jak dodaje, niepewności i pytań ze strony rodziców jest mnóstwo: czy zostaniemy w Lublinie, czy wyruszymy na zachód Europy, czy nasz pobyt potrwa tylko rok czy może dłużej, czy będziemy mieli w Ukrainie do czego wracać. - Wskazywałem nauczycielom na radzie pedagogicznej, że edukacja jest ważna, ale musimy też pomóc tym dzieciom poradzić sobie z emocjami. I nie możemy zapominać o byciu wrażliwym na potrzeby bytowe, materialne dzieci z Ukrainy. Bo na pewno wciąż jest duża grupa tych, którzy potrzebują wsparcia. Ważne, by nie ulegać schematowi, że etap pomocowości już dobiegł końca i teraz trzeba od tych dzieci tylko wymagać. Nie, tak nie jest - podkreśla dyrektor Krukowski.
Na kształcenie uczniów z Ukrainy miasto dostaje pieniądze ze specjalnego Funduszu Pomocy. Od 24 lutego do dziś do Lublina dotarło z tej puli prawie 10 mln złotych - pieniądze są wypłacane w miesięcznych transzach.
Miasto może też liczyć na pieniądze z UNICEF. Ponad 8,3 mln złotych przeznaczono już m.in. na doposażenie szkół. Do tego również na kursy języka polskiego, ale i ukraińskiego, które będą realizowane w szkołach w roku 2022/2023. UNICEF przekaże również do 22 szkół sprzęt komputerowy czy sprzęt do gabinetów pielęgniarskich o wartości blisko 290 tys. złotych. Zakupiono również dwa busy do przewozu dzieci z niepełnosprawnościami i dwa wózki inwalidzkie dla dzieci.