Blokują przejście graniczne w Dorohusku. Kilkugodzinne rozmowy z wojewodą nie dały efektu
Kierowcy mają trzy postulaty, w tym zwiększenie liczby kontroli weterynaryjnych i fitosanitarnych na granicy. Ale najważniejszy dotyczy tego, by samochody, które wracają z Ukrainy puste, były odprawiane na oddzielnym pasie i nie musiały stać w wielodniowych kolejkach. - Takie rozwiązanie obowiązywało od dawna i nagle Ukraińcy je zawiesili - mówi nam Łukasz Białasz, jeden z organizatorów protestu.
- Chcemy, by nasz rząd wpłynął na stronę ukraińską i by uwolnili nasze polskie, puste ciężarówki, które stoją razem z załadowanymi autami w bardzo długiej kolejce. Dziś jest to siedem-osiem dni czekania - mówi Marek Okryński, przewoźnik z Lubelszczyzny.
- Puste samochody miały wracać specjalnym korytarzem. Trwało to trzy tygodnie i Ukraińcy jakby się wycofali. Tym lewym pasem, pustym, puszczają jedynie cysterny, a nasze auta wracające z Ukrainy muszą stać - mówi. Jak dodaje, ma 25 samochodów, ale brakuje mu kierowców chętnych do stania w korku. - Przy 25 autach znalazłem tylko czterech kierowców, którzy - po wielkich prośbach - zgodzili się zawieźć towar na Ukrainę. Inni mówili, że nie będą stali w takich kolejkach. Już nawet pieniądze nie przemawiają do kierowców - rozkłada ręce pan Marek.
- Blokujemy do skutku. Raz na godzinę puszczamy jedynie po jednym samochodzie w jedną i drugą stronę - dodaje inny z kierowców. Przewoźnicy zapowiadają, że na Dorohusku się nie skończy. Zorganizują legalne protesty także na pozostałych przejściach z Ukrainą. - Dopóki nic się nie zmieni, nie przerwiemy tej blokady. Jedziemy też, by załatwić pełnomocnictwo na zablokowanie granicy w Hrebennem. A nasi koledzy z Przemyśla też składają swoje wnioski. I blokujemy Korczową, Medykę, Rawę - jak tylko będzie oficjalne zezwolenie na protest - mówi pan Jan, kierowca z Zamościa.
Rozmowy z wojewodą
We wtorek wieczorem kierowcy przez kilka godzin rozmawiali na przejściu w Dorohusku z wojewodą lubelskim Lechem Sprawką. Nie udało się jednak dojść do porozumienia. Wojewoda podkreśla, że postulaty protestujących przekazał premierowi. Jak mówi, polskie MSZ wystosowało już notę dyplomatyczną do strony ukraińskiej, wnioskując o uruchomienie "szybkiego pasa" dla pustych ciężarówek.
- Rozmawialiśmy też o drugim z postulatów, czyli o kontrolach fitosanitarnych czy weterynaryjnych i tym, co można w tym zakresie usprawnić. Tym bardziej że to się dzieje już od wielu miesięcy - wtedy, kiedy nastąpił wzrost przewozów na przejściach, różne działania były podejmowane. Choćby sam fakt wycofania ruchu osobowego i samochodów do 7,5 tony z przejścia w Dorohusku - cel był jeden: łatwiejsze odprawianie samochodów ciężarowych. Ale wzrost skali na kierunku wyjazdowym z Ukrainy jest na tyle duży, że to nie są działania wystarczające. Dlatego będziemy je kontynuować i spróbujemy jeszcze jakieś dodatkowe działania organizacyjne zaproponować - przekonuje Lech Sprawka.
Po rozmowach w Karpaczu, gdzie odbywa się Forum Ekonomiczne, ukraiński minister polityki rolnej zobowiązał się do rozwiązania problemu - taką informację przekazał reporterowi TOK FM wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk. - Jeśli strona ukraińska rozdzieli samochody na te, które potrzebują kontroli weterynaryjnej czy nasiennej i na inne, puste, to wtedy będzie to sprawnie szło - powiedział minister.
Na razie protest trwa. Jego efektem jest kolejka nie tylko po stronie ukraińskiej (która ma kilkadziesiąt kilometrów), ale również długi korek po stronie polskiej, w kierunku Chełma. Stoi w nim i czeka na wjazd do Ukrainy kilkaset samochodów.