"Trudno żyć za takie pensje". Pracownicy DPS-ów protestowali na sesji w Lublinie
Małgorzata Guz jest koordynatorką zespołu Domów Pomocy Społecznej w województwie lubelskim - zespół powstał, by walczyć o poprawę warunków pracy i płacy pracowników DPS. - Wielu z nas jeszcze do niedawna zarabiało poniżej najniższej krajowej. W tej chwili to się zmieniło, bo mamy już najniższą krajową, czyli 3010 złotych lub nieco wyżej - informuje.
Przyznaje jednak, że za taką kwotę 'trudno wyżyć'. - Wiemy, że nie będzie to łatwe, by wywalczyć realizację naszych postulatów, w tym podwyżkę o tysiąc złotych, ale my się nie poddamy - dodaje.
Pracownicy DPS-ów przyszli na czwartkową sesję Rady Miasta, by wręczyć radnym petycję ze swoimi postulatami. - Chodzi o to, aby przy planowaniu budżetu na przyszły rok radni uwzględnili nasze podwyżki i zabezpieczyli pieniądze na nasze płace, żebyśmy zaczęli godnie zarabiać. Skoro nasze państwo bogaci się, mamy przecież średnią krajową, to dlaczego wyznacznikiem płacy pracowników DPS-ów wciąż jest najniższa krajowa? Czas to zmienić - przekonuje nasza rozmówczyni.
Małgorzata Dulniak pracuje w Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie. - Nasze pensje oscylują w granicach najniższego wynagrodzenia krajowego. I niestety, na dziś wystarcza nam jedynie na życie, na podstawowe, codzienne potrzeby. Na nic więcej - przyznaje. - Ceny idą w górę, opłaty za prąd, za wodę, za mieszkanie - wszystko drożeje. Stąd nasza walka o podwyżkę - mówi Dulniak. Podkreśla, że pracownicy DPS-ów chcieliby zarabiać tyle, ile pracownicy na podobnych stanowiskach w szpitalach.
- To praca, która wymaga wiele poświęcenia, empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka. Chcielibyśmy być za to godziwie doceniani, a tak nie jest - dodaje inny z protestujących. Jak podkreśla, część osób ma kredyty mieszkaniowe, a wiadomo, jak bardzo w ostatnich miesiącach wzrosły raty. - Skąd na to wszystko brać? - pyta.
Katarzyna Fus, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lublinie przyznaje, że zna postulaty protestujących. - Z sześciu funkcjonujących domów na terenie Lublina, przedstawiciele trzech związków zawodowych są już w sporze zbiorowym z pracodawcą. Oczywiście, mamy świadomość drożyzny i skoku cen, ale nie zgadzamy się z hasłami, które widnieją na transparentach, że nasze domy są zapomniane i biedne, bo tak nie jest - stwierdza Fus.
Przekonuje, że od stycznia wszyscy pracownicy DPS-ów dostali po 200 złotych podwyżki. - Z kolei 29 czerwca odbyło się spotkanie w obecności pani prezydent Moniki Lipińskiej i pana sekretarza Andrzeja Wojewódzkiego z przedstawicielami związków zawodowych. I wtedy padła deklaracja, że od września wszyscy pracownicy naszych DPS-ów dostaną wynagrodzenie o 300 złotych wyższe - zapewnia dyrektor MOPS. I zapowiada, że w planach jest też zabezpieczenie środków na podwyżkę płac w przyszłym roku. Jaką i kiedy? Na razie nie wiadomo.
Pracownicy DPS-ów nie tylko z Lublina, ale z całej Lubelszczyzny protestują już od kilku miesięcy. W lipcu byli przed siedzibą starostwa powiatowego i w kilkunastu innych miejscach. - Moje wynagrodzenie zasadnicze to najniższa krajowa. Po 18 latach pracy zarabiam 3010 złotych - mówiła nam wtedy jedna z uczestniczek pikiety.