Wielkie pomaganie zaczęło się od jednego wpisu. "Teraz to już są nasi ludzie"
Wielkie pomaganie w Chełmie zaczęło się od jednego wpisu, zamieszczonego w mediach społecznościowych na samym początku wojny w Ukrainie. Alicja Brzozowska, współwłaścicielka hotelu Duet w Chełmie podała, że organizuje pomoc dla uchodźców. Szybko okazało się, że jest masa ludzi, którzy chcą ją w tej inicjatywie wesprzeć. W ten sposób w Chełmie powstało wielkie centrum pomocowe, które odwiedziliśmy jeszcze w lutym. Działa ono do dziś i - jak się okazuje - wciąż jest bardzo potrzebne.
"To już są nasi ludzie"
W hotelu niemal od początku wojny mieszka m.in. starsze małżeństwo. Przyjechali ze wschodu Ukrainy. - Są już jak domownicy. Widzimy się z nimi codziennie i pomagamy, jeśli trzeba - mówi pani Alicja. Kilka dni temu jej pracownicy organizowali tort, bo Ukrainka kończyła 81 lat. - Urodzin dla naszej babci, bo tak do niej mówimy, nie mogło zabraknąć - uśmiecha się Brzozowska. I dodaje, że małżeństwo czeka obecnie na wizę do Kanady, gdzie przebywa ich córka.
Wśród gości hotelowych jest też pani Halinka. - Jesteśmy już z nią zaprzyjaźnieni. Zdiagnozowano u niej poważną chorobę. Jest po ciężkiej, wielogodzinnej operacji w szpitalu w Zamościu, ale jakoś wspólnie dajemy radę. Miesiąc była pod opieką lekarzy i wróciła już do hotelu. Jest pod opieką specjalistów i mieszka u nas - opowiada Brzozowska.
Ze łzami w oczach przyznaje, że bardzo się zżyła ze swoimi ukraińskimi gośćmi. - To już są nasi ludzie. Dobrze się poznaliśmy przez te ostatnie miesiące - mówi.
W hotelu Duet obecnie mieszka około 30 Ukrainek i Ukraińców. Są w różnym wieku i pochodzą z różnych części Ukrainy. Bywa, że ktoś przyjeżdża na jedną noc, bo jedzie dalej - na zachód Polski albo do zachodniej Europy. W Chełmie robi sobie przystanek, by przespać się i odpocząć. Ukraińcy nie płacą tu za nic. - Mają zagwarantowany pobyt tutaj i całodzienne wyżywienie: śniadanie, obiad i kolację. Nie muszą się martwić kosztami - tłumaczy współwłaścicielka hotelu.
Na swoje działania pani Alicja dostaje wsparcie od powiatu w postaci 70 zł na uchodźcę. - Aktualnie mamy umowę do 23 września, aneksy są podpisywane co miesiąc. Nikt nie może niczego na dłużej zaplanować, bo nikt nie wie, kiedy wojna się skończy - mówi Brzozowska. Przyznaje też, że pieniądze, które dostaje, to kropla w morzu potrzeb, bo ceny wszystkiego - w tym żywności - poszły mocno w górę. Drastycznie zdrożały też opłaty, choćby za gaz. W jej przypadku, z około 10 na ponad 30 tysięcy złotych miesięcznie. - Jest coraz ciężej, nie ma co do tego wątpliwości. (...) Duży budynek, a grzać trzeba, bo teraz będzie coraz chłodniej. Poza tym, w to wchodzi też podgrzanie wody - stwierdza nasza rozmówczyni.
Na razie nie myśli jednak o zamykaniu działalności. Część hotelu działa według normalnych, hotelowych reguł. Pokoje są wynajmowane na zasadach komercyjnych. Są też już plany imprez okolicznościowych na najbliższe miesiące. - Będziemy działać dopóty, dopóki będą goście - słyszymy w hotelu.
Uchodźcy próbują się usamodzielnić
Część rodzin z Ukrainy już opuściła hotel, wynajęli mieszkanie w Chełmie albo pojechali gdzieś dalej. - Część gości do nas dzwoni, utrzymujemy stały kontakt. Wiemy, co u nich słychać. Ci, którzy są na miejscu, odwiedzają nas - przyznaje Brzozowska. - Natomiast ci goście, którzy cały czas u nas mieszkają, nie mają gdzie ani do kogo wracać. Często ich domów już nie ma - mówi Brzozowska.