,
Obserwuj
Lubelskie

"Panie doktorze, poczekajmy". Ginekolog o in vitro: Po wyborach pary mają nadzieję

4 min. czytania
22.11.2023 14:42
Sejm rozpoczął prace nad obywatelskim projektem ustawy o finansowaniu procedury in vitro dla par, które nie mogą mieć dzieci. Jak mówi TOK FM dr Szymon Bakalczuk, ginekolog z Lublina, pacjenci bardzo na to czekają. - Wierzą, że już niedługo będą mogli skorzystać z pełnej formy refundacji - przyznaje.
|
|
fot. Jakub Orzechowski/Agencja Wyborcza.pl

W środę nowy Sejm rozpoczął pracę nad obywatelskim projektem ustawy przywracającej finansowanie in vitro z budżetu państwa. Jak mówi TOK FM dr Szymon Bakalczuk, ginekolog i androlog z wieloletnim doświadczeniem, współwłaściciel Centrum Medycznego Ovum, to bardzo dobra wiadomość. - Wśród wielu moich pacjentów jest duże oczekiwanie. Wierzą, że już niedługo będą mogli skorzystać z pełnej formy refundacji, niezależnie od tego, czy mieszkają w dużym mieście, czy w maleńkiej miejscowości - podkreśla lekarz. - Po wyborach często słyszę od pacjentek: 'Panie doktorze, poczekajmy. Może styczeń, luty i już będzie finansowanie z budżetu państwa' - dodaje gość TOK FM. 

W Lublinie - od marca 2023 roku - pary mogą korzystać z dofinansowania metody in vitro przez samorząd. Wynosi ono do 5 tysięcy złotych. Zajmują się tym trzy kliniki. Na realizację programu w latach 2023-2025 miasto przeznaczyło ponad 1,5 miliona złotych. Z programu skorzysta 150 par pozostających w związku małżeńskim lub partnerskim, zamieszkujących w Lublinie od co najmniej 12 miesięcy oraz rozliczających w tym mieście podatki. Te 150 par to - jak słyszymy - kropla w morzu potrzeb.

Co ważne - z procedury mogą skorzystać jedynie pary z Lublina. Mieszkańcy innych miast i wiosek Lubelszczyzny, choćby z Krasnegostawu, Chełma, Izbicy czy Zamościa już nie mają takiej możliwości. 

Atak kolejnej fali COVID-19. Liczba pacjentów 'gigantyczna'. 'Jesteśmy bezradni'

A metoda in vitro jest kosztowna. Jak mówi nam dr Bakalczuk, w Lublinie prywatnie trzeba za nią zapłacić 10-12 tysięcy złotych (za wizyty, hormony, stymulację jajeczkowania, punkcję, transfer i przechowywanie zarodków). To i tak taniej niż np. w Warszawie, gdzie koszty sięgają ponad 20 tysięcy złotych.

- Gdy ktoś z ogromną nadzieją wiele lat czeka na dziecko, to często [na te zabiegi] zapożycza się cała rodzina. Miałem też takie pary, gdy mężczyźni wyjeżdżali do pracy za granicę, by zarobić na procedurę i móc się starać o upragnione potomstwo - tłumaczy dr Bakalczuk. I dodaje, że od niektórych par wprost słyszy w gabinecie, że "jeszcze poczekają, bo muszą zebrać pieniądze". 

W Centrum Medycznym Ovum w ubiegłym roku wykonano ponad 400 transferów zarodków - na świat przyszło około 250 dzieci. - Medycyna w zasadzie nigdy nie gwarantuje stuprocentowego sukcesu. Ale oczywiście, dzięki coraz lepszej technice przygotowywania pary do stymulacji i dzięki coraz lepszej technice hodowli zarodków oraz lepszej technice transferów, skuteczność metody in vitro rośnie - nie ma wątpliwości ginekolog z Lublina.

W Toruniu nie chcą nawet rozmawiać o in vitro. 'To smutny dzień dla miasta'

Jak podkreśla, jest też tzw. skuteczność skumulowana. - To oznacza, że jeśli pierwszy transfer zarodków jest nieudany, a mamy ich więcej, to istnieje duża szansa, że uda się drugi transfer albo trzeci. Wtedy mamy bardzo wysoką skuteczność, choć oczywiście nie możemy powiedzieć, że pomożemy wszystkim - przyznaje lekarz. Zwraca uwagę, że problemem może być fakt, iż pary zbyt długo odraczają decyzję o poczęciu potomstwa. Wiadomo, że większe szanse na zajście w ciążę są u kobiety 27-io czy 30-letniej niż 40-to czy 45-letniej. 

Ginekolog odnosi się też do licznych wypowiedzi przedstawicieli prawej strony sceny politycznej o procedurze in vitro. W jego opinii ci, którzy mówili np. o "produkcji dzieci" czy wyrzucaniu zarodków do śmieci w laboratoriach - celowo wprowadzali innych w błąd. 

- To absolutnie nie wynika z niewiedzy, bo wiedzy na temat in vitro jest aż nadto i jest ogólnodostępna. Tego typu wypowiedzi to cyniczne manipulowanie przekazem. Staram się mówić delikatnie. Bo nieprawdą jest, że dzieci z in vitro są w jakiś sposób upośledzone albo że od razu je widać, bo mają bruzdę na twarzy. Nieprawda, że to "produkt" z "produkcji". Nie. To jest dziecko poczęte z prawdziwej miłości dwojga ludzi - nie ma wątpliwości lekarz. 

Proces za podręcznik do HiT. Profesor Roszkowski nie stawił się przed sądem

Światowa Organizacja Zdrowia mówi wprost: niepłodność to choroba cywilizacyjna. Może być nią dotkniętych kilkadziesiąt milionów par na świecie. W Polsce z tym problemem mierzy się ok. 3 milionów osób - to ok. 15-20 procent par w wieku prokreacyjnym. 

Na świecie dzięki in vitro urodziło się ponad 9 milionów dzieci, w tym  - jak podali autorzy obywatelskiego projektu ustawy - około 100 tysięcy maluchów przyszło na świat w Polsce. Zanim Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy, metoda in vitro była finansowana z budżetu państwa. Dzięki temu urodziło się ponad 20 tysięcy dzieci. PiS się z tego wycofał.