,
Obserwuj
Lubelskie

Kulisy "skruchy" w TVP. "To jest żenująco niskie"

5 min. czytania
02.01.2024 16:09
Powiedziałbym, że para idzie w gwizdek, bo wiadomo, że nieliczni tylko widzowie oglądają nasze materiały na Facebooku. No, ale pokazujemy, że pracujemy, jeździmy w teren, nagrywamy, jesteśmy na bieżąco. Takie jest założenie. Działamy, jakby nic się nie stało, co dla mnie osobiście jest absurdem - mówi nam jeden z pracowników TVP Lublin. Regionalne oddziały TVP też nerwowo oczekują na zmiany, które mogą niedługo nadejść.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Lubelskim oddziałem TVP od kilku lat kieruje Ryszard Montusiewicz, jest dyrektorem i redaktorem naczelnym. To osoba, która przez lata wykonywała zawód dziennikarza, a ostatnio - za tzw. 'dobrej zmiany' -  realizowała w TVP Lublin program "Tu i teraz – widzę słucham, pytam" - w formule debaty politycznej. - Jeden z najbardziej stronniczych programów. Ciągle z tymi samymi 'ekspertami' z KUL, niemal na każdy temat albo z politykami PiS. I prowadzący, zawsze po 'dobrej' stronie mocy, czyli broniący idei i działań PiS - mówi nam jeden z lubelskich radnych. 

O Ryszardzie Montusiewiczu i jego rządach pisaliśmy na naszym portalu już w 2018 roku. Dziennikarze opowiadali nam wówczas m.in. o tym, że niemal każdy temat musiał być zatwierdzony przez dyrektora na porannym kolegium redakcyjnym, że dziennikarze dostawali "dyrektywy", którego polityka PiS mają nagrać, a kogo nie nagrywać. Mówili też o zakazie nagrywania "lewackich księży". Ostatnio o dyrektorze też było głośno, po tym, jak członkowie Rady Programowej TVP wysłali skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na dyrektora lubelskiego ośrodka TVP Ryszarda Montusiewicza. Zarzucili mu m.in. brak pluralizmu i bezstronności w przekazach informacyjnych. 

W TVP tak "kruszeją" propagandyści 

Telewizja z Lublina przygotowuje materiały do internetu, na profil TVP Lublin na Facebooku. - Dyrektor wyszedł z założenia, że trzeba to robić, po pierwsze dla widzów, a po drugie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znów włączą nam sygnał i kiedy wejdziemy na antenę - mówi nam jeden z dziennikarzy.

- Powiedziałbym, że para idzie w gwizdek, bo wiadomo, że nieliczni tylko widzowie oglądają nasze materiały na Facebooku. No, ale pokazujemy, że pracujemy, jeździmy w teren, nagrywamy, jesteśmy na bieżąco. Takie jest założenie. Działamy, jakby nic się nie stało, co dla mnie osobiście jest absurdem - mówi nasz rozmówca, pracownik telewizji z ponad 20-letnim stażem (z oczywistych przyczyn, pracownicy nie chcą mówić pod nazwiskiem). Dodaje, że pracuje tylko część ekipy, inni - siedzą w domach, bo nie mają co robić (ich programy na razie się nie ukazują). 

Inny z naszych rozmówców przyznaje, że już widać, kto chce na zmianie władzy coś "ugrać". - Najwięksi propagandyści, którzy jeździli na polsko-białoruską granicę i nadawali stamtąd na żywo relację o tym, jak to "nielegalni migranci" szturmują granicę, są niebezpieczni i groźni - teraz nagle zmieniają front. A to oni przedstawiali wyłącznie relacje Straży Granicznej, pomijając zdanie aktywistów czy mieszkańców, którzy od ponad dwóch lat pomagają ludziom w lasach. O człowieczeństwie w swoich wejściach na żywo nie wspominali, a jedynie o liczbach i ogromnym zagrożeniu. Robili to nagminnie, dzień w dzień, a dziś udają, że to nie ich wina - mówi rozmówca TOK FM. 

Pracownik techniczny dodaje, że tuż po tym, jak okazało się, że to demokratyczna opozycja wygrała wybory, jeden z "dziennikarzy" powiedział "Je...ć PiS". - Wcześniej był jednym z najbardziej zasłużonych dla PiS, wypowiadał się o nich w samych superlatywach, z niektórymi politykami był na "ty". A tu zawiał wiatr zmian, to i on zmienił front. To jest żenująco niskie - mówi nam inna z osób pracujących w TVP Lublin (nie wykonuje zawodu dziennikarza). - Oczywiście, ja też pracuję od lat i nie odszedłem. To można mi zarzucić, miałem swoje osobiste, rodzinne powody. Ale wiem, że na nikogo nie szczułem, nie robiłem materiałów propagandowych. Milczałem, za co dziś przepraszam. Jeśli trzeba będzie, to odejdę, ale nie mogę patrzeć na tych, którzy dziś - w oczy - bezczelnie kłamią, że z PiS nie było im po drodze, a my wiemy, co robili - mówi nasz rozmówca. 

Dziś TVP Lublin nadaje w internecie, na swoim profilu na Facebooku. Materiały są różne, widać, że coraz częściej pojawiają się w nich tematy, których wcześniej nie było. Ale nie tylko. Jest też ciąg dalszy propagandy. Choćby rozmowa z 27 grudnia 2023 roku z posłem PiS Przemysławem Czarnkiem. - Niedobre czasy w końcówce roku na telewizję nadejszły. Wzbudzamy bardzo dużo emocji jako media publiczne - mówi red. Wiesława Szymczuk, rozpoczynając rozmowę z byłym szefem MEiN. - Telewizja regionalna, zwłaszcza lubelska, poświęcała swój czas i pokazywała przede wszystkim to, co się działo w regionie (...). I jednym cięciem nowa władza Tusk-owa odcięła Polaków od tego, co stanowiło trzon polskości, zwłaszcza w okresie bożonarodzieniowym(...). Ktoś za to beknie, nawet jeśli jest pułkownikiem - mówił w wywiadzie na FB Przemysław Czarnek. 

 

Przed TVP Lublin w ostatnich dniach odbywały się protesty - jak twierdzili ich organizatorzy, "w obronie wolnych mediów". - Przez ostatnie lata to absolutnie nie były wolne media. Nie oszukujmy się. Wszystko było z góry ustalone, zaplanowane, co robić, czego nie robić. Społeczność LGBT jakby w ogóle nie istniała. To był zafałszowany obraz, a nie wolne media - mówi jeden z dziennikarzy. 

W TVP nerwowe czekanie

Jak mówią nasi rozmówcy, obecnie jest atmosfera nerwów i wyczekiwania, na to, co będzie, kto zostanie dyrektorem, jakie porządki wprowadzi, ile osób będzie się musiało pożegnać z pracą. - Są osoby, które już zaczęły robić materiały dla programu "19.30". Tyle, że one powinny być "zweryfikowane", co robiły wcześniej, jakimi tematami się zajmowały. Warto byłoby się temu przyjrzeć - słyszymy. Nasi rozmówcy nie kryją, że ci, którzy "dobrze się ustawili", po "właściwej" stronie - zarabiali miesięcznie nawet po kilkanaście tysięcy zł. 

Kilka dni temu odwołano część dyrektorów ośrodków regionalnych, w tym w Rzeszowie czy Białymstoku. Jest też nowy szef TVP Katowice.  Jednocześnie byli i obecni pracownicy TVP wydali swoje oświadczenie - apel do władzy w sprawie mediów publicznych. "My - byli i obecni - pracownicy i współpracownicy TVP popieramy działania, mające na celu odpolitycznienie mediów publicznych, w tym szczególnie Telewizji Polskiej. Każda władza, po roku 1989, ma na sumieniu obecny stan, w jakim znalazły się media publiczne - przez zaniechanie lub - w mniejszym czy większym stopniu - poprzez bezpośrednią ingerencję w przekaz mediów publicznych. Jest współwinna całkowitemu przejęciu i zdeprawowaniu mediów publicznych, jakie miało miejsce przez ostatnie 8 lat rządów PiS i - szczególnie - działań jego nominatów w TVP" -

piszą autorzy apelu.

"Żadna władza dotychczas nie zadbała o prawdziwą niezależność mediów publicznych. I choć bezpośrednie telefony do Komitetu Centralnego PZPR zniknęły z gabinetów prezesów telewizji, to mentalność postpezetpeerowska pozostała, a w czasach rządów Jacka Kurskiego odnowiono bezpośrednie linie – tym razem na Nowogrodzką" - wskazują w apelu skierowanym m.in. do marszałka Sejmu czy do premiera Donalda Tuska.