Sienkiewicz zabrał pieniądze na muzeum im. Kaczyńskiego. PiS nie odpuści?
Muzeum Rzezi Wołyńskiej i Centrum Prawdy i Pojednania im. Lecha Kaczyńskiego miało powstać w Chełmie na Lubelszczyźnie. To pierwsze większe miasto, po przekroczeniu polsko-ukraińskiej granicy w Dorohusku. Muzeum miało być flagową inwestycją Prawa i Sprawiedliwości, współprowadzoną i współfinansowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz samorząd Chełma. Ostateczną umowę - już po wyborach 15 października - podpisali związany z PiS prezydent Chełma Jakub Banaszek i ówczesny minister Piotr Gliński. Chełm miał dostać na to ponad 160 milionów złotych. O tym, jakie były założenia umowy, pisaliśmy szczegółowo na naszym portalu.
Nowy minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz nie zamierza jednak tej inwestycji finansować. Jak ustaliło TOK FM, ministerstwo wypowiedziało zawartą z miastem umowę, uznając, że - ze względu na inne, wieloletnie zobowiązania finansowe - nie ma na to pieniędzy. Minister wskazał przy tym, że zarówno planowana inwestycja w Chełmie, jak i Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w Otwocku, do którego też miały trafić miliony złotych, to przykłady "transmisji pieniędzy na kolejne lata dla samorządów pochodzących z tej samej partii, co poprzedni rząd".
Zwrot akcji w sprawie muzeum imienia Kaczyńskiego. Jest decyzja ministra
Decyzje o przyznaniu ogromnych środków zapadały w ostatnich dwóch miesiącach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Otwock też miał dostać ogrodmną dotację - Instytutem kieruje tutaj Jan Żaryn, były senator i jeden z architektów polityki historycznej PiS.
- Myśmy te pieniądze wstrzymali. Po prostu, ograniczone środki Ministerstwa Kultury nie pozwalają na transmisję tych pieniędzy. Ale prawda jest też inna - mamy do czynienia z czymś, co jest oczywiste: pod bardzo szczytnymi nazwami, pod pięknymi nazwiskami historycznych postaci, stworzył się system gwałtownego wypychania publicznych pieniędzy do "swoich" - wskazał na konferencji prasowej Bartłomiej Sienkiewicz. I dodał, że podległy mu resort opublikuje w najbliższych dniach szczegółowy raport na ten temat.
Muzeum Kaczyńskiego nie będzie? Chełm nie odpuszcza
Samorząd Chełma nie chce jednak odpuścić. - Prawdopodobnie prezydent będzie chciał wystąpić na drogę sądową, by udowadniać, że nie było powodów do wypowiedzenia umowy. Wiadomo, że PiS-owi na tym muzeum bardzo zależało i dalej zależy, a bez pieniędzy z Ministerstwa Kultury nie ma o tym mowy. A z drugiej strony, teraz wszystko zależy od wyniku wyborów, które przed nami, już w kwietniu. Jeśli Jakub Banaszek przegra i odejdzie ze stanowiska prezydenta Chełma, temat się skończy - mówi nam, prosząc o anonimowość, jeden z radnych Chełma.
"Chełmski samorząd pozostaje z dala od sporu politycznego, podejmując jednocześnie wszelkie działania formalno-prawne związane z kontynuacją przedsięwzięcia na zasadach wynikających z zawartej z miastem przez resort umowy" - napisał nam rzecznik prezydenta Chełma Damian Zieliński.
Muzeum w Chełmie. 'Sprawa miała podłoże polityczne'
Historyk dr Mariusz Zajączkowski jest ekspertem od relacji polsko-ukraińskich. Przez ponad 20 lat pracował w lubelskim oddziale IPN, zajmował się badaniem stosunków polsko-ukraińskich i konfliktu narodowościowego w latach 1939-1947. W orbicie jego zainteresowań naukowych była również działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) na byłych i obecnych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej i we wczesnych latach powojennych. W swoich publikacjach dotykał m.in. problemu zbrodni popełnionych na ludności cywilnej w czasie konfliktu polsko-ukraińskiego. Obecnie dalej bada tę tematykę, w ramach Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.
- Od początku nie ulegało dla mnie najmniejszej wątpliwości, że cała ta sprawa miała podłoże polityczne. Pomysł na budowę Muzeum Rzezi Wołyńskiej był ukłonem w stronę środowisk kresowych, jak również nacjonalistycznych. Mam poważne wątpliwości, czy Chełm byłby właściwym miejscem do budowy takiego muzeum - ocenia historyk.
- Nie było jasne, kto miałby odpowiadać za wystawę główną w tej instytucji i za treści, które miałyby być tam pokazywane. Jeśli to mieliby być ludzie związani z lubelskim PiS-em, w tym Przemysław Czarnek czy eksperci tacy jak Włodzimierz Osadczy czy Mieczysław Ryba, to ja się bardzo cieszę, że minister kultury podjął taką decyzję. Bo wiem, że te osoby nie gwarantują rzetelnego przedstawienia skomplikowanego i jakże złożonego problemu relacji polsko-ukraińskich w latach '40, w tym antypolskiej akcji na Wołyniu i zbrodni dokonanej na ludności polskiej przez podziemie ukraińskie - mówi TOK FM dr Zajączkowski.
Jak dodaje, trzeba pamiętać, że ta zbrodnia to nie tylko Wołyń, ale o wiele szerszy kontekst. - Za tworzeniem muzeum, jak przypuszczam, miały stać osoby, które nie gwarantują rzetelności naukowej, nie mają dorobku naukowego, podają informacje i dane, które nie mają odzwierciedlenia w źródłach, chociażby jeśli chodzi o wysokość strat poniesionych przez ludność polską na Wołyniu czy w Galicji Wschodniej. W środowiskach okołokresowych czy nacjonalistycznych często działają historycy - hobbyści, którym się jedynie wydaje, że coś wiedzą, a tak naprawdę nie prowadzą żadnych badań naukowych. Prowadzą co najwyżej emocjonalną, propagandową narrację, która - niestety, ale muszę to stwierdzić - wychodzi naprzeciw oczekiwaniom antyukraińskiej propagandy Kremla - przekonuje nasz rozmówca.
PiS muzeum chce mieć wielkie. Kosztem szkoły i dzieci? 'Niedopuszczalne'. Byliśmy w Chełmie
Pytany, dlaczego Chełm to niedobra lokalizacja dla takiej placówki, odpowiada: "To jest miasto przygraniczne, obok Dorohuska. Wiemy, co dzieje się od wielu tygodni na granicy - były protesty przewoźników, teraz rolnicy".
- Nie jest tajemnicą, kto - przynajmniej w części - inicjuje te działania, mam na myśli choćby działaczy Konfederacji o ukrainofobicznych poglądach - nadmienia Zajączkowski. - Poza tym zastanawiam się, czy wyrywanie z kontekstu jednego fragmentu bardzo złożonych i trudnych relacji polsko-ukraińskich w latach '40 XX wieku jest celowe. Myślę, że warto byłoby spojrzeć na to w szerszym kontekście i kompleksowo - nie tylko o Wołyniu i nie tylko - jak przypuszczam - w formie narracji jednostronnie narodowej, nie do końca obiektywnej. Nie można przedstawiać jednego punktu widzenia, bo sprawa jest bardziej złożona, czego dowodzą badania naukowe - mówi historyk w TOK FM.
Muzeum w Chełmie a wojna w Ukrainie
Dopytywany, czy trwająca wojna w Ukrainie to dobry czas na podnoszenie tematu Muzeum Rzezi wołyńskiej i trudnej polsko-ukraińskiej historii - bez wahania mówi, że to temat, o którym zawsze trzeba rozmawiać.
- Tu nie chodzi o epatowanie zbrodnią, ale o to, by móc porozumieć się z drugą stroną i dojść do rozwiązania sytuacji, która nabrzmiała. Politycy PiS i instytucje odpowiadające za politykę historyczną naszego państwa nic w tym kierunku nie zrobiły. Natomiast - według mnie - zrobiono wiele, by nie rozwiązać problemu odblokowania ekshumacji na Wołyniu. A tak naprawdę chodzi o to, by móc tam postawić krzyże i pochylić się nad pamięcią ofiar. W mojej ocenie właśnie o to powinno chodzić, a nie o obrzucanie kogokolwiek inwektywami czy mówienie innym, co mają robić, by zasłużyć na pojednanie, kto ma kogo przepraszać czy nie przepraszać - podsumowuje Zajączkowski.