PiS muzeum chce mieć wielkie. Kosztem szkoły i dzieci? "Niedopuszczalne". Byliśmy w Chełmie
Chełm to miasto na Lubelszczyźnie, w którym od 2018 roku rządzi związany z PiS prezydent Jakub Banaszek (syn posłanki PiS Anny Dąbrowskiej-Banaszek). Politycy tej partii byli tu w ostatnich latach częstymi gośćmi. O tym, że chcą utworzyć w mieście Muzeum Rzezi Wołyńskiej oraz Centrum Prawdy i Pojednania im. Lecha Kaczyńskiego, wiadomo od dłuższego czasu.
Placówka ma być pierwszą instytucją w całości poświęconą tragicznym wydarzeniom na Wołyniu z 1943 roku. Współprowadzić ma je Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na przełomie roku miasto kupiło działkę z zabudowaniami (za mniej więcej pięć milionów złotych), a w październiku - kilka dni przed wyborami - podpisano list intencyjny o współprowadzeniu instytucji przez samorząd Chełma i MKiDN. - W pierwszej kolejności musimy przekonać ukraińskich partnerów do bezwarunkowej zgody na poszukiwanie i ekshumację ofiar rzezi wołyńskiej - powiedział przed miesiącem minister kultury Piotr Gliński.
Po tym, jak wybory parlamentarne wygrała opozycja, wydawało się, że temat budowy muzeum będzie musiał poczekać na nowego ministra. Jednak środę (22 listopada) okazało się, że jednak nie. Minister potwierdził prezydentowi Chełma, że miasto dostanie 180 milionów złotych - to 90 procent kosztów inwestycji - a resztę będzie musiało dołożyć z własnego budżetu.
Jakub Banaszek poinformował o tym we wpisie na Facebooku, czym zaskoczył mieszkańców i radnych. Z dnia na dzień wniósł o nadzwyczajną sesję Rady Miasta, by wprowadzić te pieniądze do wieloletniej prognozy finansowej.
Poseł Michał Szczerba nazwał sytuację z Chełma "Otwockiem 2.0". Kilka dni temu, głosami radnych PiS, przegłosowano tam umowę z inną PiS-owską instytucją - Instytutem im. Dmowskiego. Zgodnie z decyzją radnych miasto podjęło współpracę z ministerstwem, w ramach której w ciągu 10 lat do otwockiego samorządu popłynie 100 milionów złotych. W przypadku Chełma kwota jest jeszcze większa.
- To jest klasyczne działanie polityczne, związane z chęcią stworzenia instytucji, która będzie podległa myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, żeby mieć stanowiska dla swoich - mówi TOK FM dr hab. Adam Puławski, historyk zajmujący się historią najnowszą, na co dzień mieszkający w Chełmie. Nie kryje, że tego typu muzeum może być zarzewiem konfliktów nie tylko polsko-polskich, lecz także polsko-ukraińskich.
- Jestem pewien, że tak będzie. Dlatego że pomysł na powstanie tej instytucji to owoc działalności środowisk kresowych, które nie są - tak do końca - chętne na dialog z Ukraińcami. To środowiska, które raczej prowadzą monolog w sprawie wydarzeń na Wołyniu sprzed lat. To jest słynne spieranie się chociażby z innymi historykami, jak nazywać to, co się stało na Wołyniu. Środowiska kresowe żądają, by nazywać to ludobójstwem, podczas gdy inni historycy mówią o rzezi czy o zbrodni z elementami ludobójstwa - mówi Puławski. I dodaje, że środowiska kresowe niekoniecznie dążą do pojednania z Ukraińcami. - To są środowiska generalnie mniej nastawione na przebaczenie czy pojednanie niż ludzie, którzy chcą rozmawiać o historii w sposób otwarty - dodaje.
Ostatecznie radni z Chełma podjęli uchwałę w sprawie przyjęcia do budżetu pieniędzy od ministra kultury. Większość była za powstaniem muzeum, kilka osób wstrzymało się od głosu. Głosowano bez znajomości zapisów umowy, która ma być zawarta w tej sprawie między ministerstwem a miastem. Radni nie usłyszeli, jak dokładnie ma wyglądać Centrum Prawdy i Pojednania, kto ma nim kierować, jaka będzie w tym rola MKiDN. Dowiedzieli się jedynie, że rocznie miasto na funkcjonowanie instytucji będzie musiało znaleźć ok. dwóch milionów złotych.
- Nie wiem, z czego wynika to, że akurat teraz temat trafił na sesję nadzwyczajną. Są to dla nas duże pieniądze. Jeśli miałoby powstać takie muzeum, myślę, że to będzie dobre dla naszego miasta, ściągnie do nas turystów, bo będzie to jedyne takie muzeum w Polsce - powiedział TOK FM radny Mariusz Kowalczuk z klubu radnych Chełmianie (wstrzymał się od głosu).
Na sesji nie było radnych Koalicji Obywatelskiej, podobnie zresztą jak i prezydenta Chełma. Od głosu wstrzymał się natomiast Maciej Baranowski z klubu Polska 2050. Nie chciał odpowiedzieć TOK FM na pytanie, czy to w porządku, że pieniądze trafiają do Chełma właśnie teraz, po wyborach parlamentarnych, gdy jasne jest, że rządzić Polską będzie już zupełnie ktoś inny. Jak wyjaśnił, dla niego ważne są sprawy Chełma, a nie wielkiej polityki. - Sprawa utworzenia w Chełmie tego muzeum nie jest nowa, wcześniej podejmowaliśmy już uchwałę m.in. w sprawie statutu. Moje zdanie jest takie, że warto uczcić pamięć poległych Polaków. A wiemy, że były to wydarzenia bardzo krwawe - powiedział Baranowski.
Zagrożona szkoła
Sprawa utworzenia muzeum ma jeszcze jeden ważny kontekst. Instytucja ma powstać m.in. w budynku, w którym dziś mieści się działająca od ponad 30 lat w Chełmie szkoła społeczna (prowadzona przez stowarzyszenie). Uczy się w niej około 100 dzieci. Rodzice, nauczyciele, uczniowie pojawili się na posiedzeniu komisji budżetowej, tuż przed nadzwyczajną sesją Rady Miasta. - Nasza szkoła jest obecnie zagrożona. Nasze dzieci nie będą miały się gdzie uczyć. Rozmowy z miastem, by jakoś nam pomóc, odbywają się wyłącznie na piśmie i na dziś niewiele z nich wynika - mówiła w TOK FM dyrektorka Mariola Kosmowska. - Dla mnie najważniejsze są dzieci i edukacja, a nie muzeum. Uważam, że tego typu instytucja nie jest w Chełmie potrzebna - dodała.
- Myślę, że niszczenie szkoły, rugowanie dzieci z tego konkretnego obiektu tylko dlatego, że ma w tym miejscu powstać inna instytucja, jest niedopuszczalne. Kiedy myślimy o celach, które stoją przed miastem, to myślimy o celach społecznych, o edukacji, o społeczności miasta. I nie można niszczyć szkoły, nie zapewniwszy jej planu B - podkreślił w rozmowie z nami jeden z rodziców Bartosz Michałek. Miasto zaproponowało szkole jeden z budynków Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej - tyle że to powierzchnia o połowę mniejsza niż dotychczas zajmowana, ze znacznie wyższym czynszem.
- To jest wszystko polityka - nie miał wątpliwości inny z rodziców Marcin Zajączkowski. - A my do polityki nie chcemy się mieszać. My walczymy o nasze dzieci i o szkołę - dodał w rozmowie z TOK FM. - Myślę, że to muzeum w Chełmie naprawdę nie jest potrzebne, bo nie wierzę, że będzie się w stanie utrzymać z biletów. I nie wierzę, że do Chełma, tylko ze względu na to muzeum, nagle zaczną przyjeżdżać tłumy - powiedziała z kolei mama dwójki uczniów Katarzyna Teodorowicz.
Rodzice w większości nie kryli, że nie podoba im się inwestycja za 180-200 milionów złotych. Jak wskazywali, Chełm ma wiele innych potrzeb, w które warto zainwestować (mówili choćby o drogach, skwerach, miejscach do wypoczynku), a nie Centrum Prawdy i Pojednania im. Lecha Kaczyńskiego. - Zadziwiające jest to, że pan prezydent nie pojawia się na spotkaniach i nie chce z nami rozmawiać. A perspektywa nagłej zmiany szkoły przede wszystkim bardzo niepokoi dzieci. Nie mam nic przeciwko muzeum, ale czy naprawdę musi to być z takim rozmachem, w takim miejscu i za takie pieniądze? - pyta ojciec jednego z uczniów Paweł Jakimiak.
Muzeum Rzezi Wołyńskiej i Centrum Prawdy i Pojednania im. Lecha Kaczyńskiego ma powstać przy ul. Hrubieszowskiej w Chełmie. Jak czytamy na stronie Ministerstwa Kultury, 'celem inwestycji jest stworzenie na powierzchni 5,8 ha w centrum miasta, gdzie znajduje się 10 budynków przeznaczonych do adaptacji, nowoczesnego kompleksu muzealno-edukacyjnego z centrum konferencyjnym'. Projekt ma zostać zrealizowany do 2027 roku.