,
Obserwuj
Lubelskie

Dramat w domach samopomocy. "Tu uśmiech dyrektora nie wystarczy"

5 min. czytania
01.05.2024 08:00
- Jeśli nasza sytuacja dalej będzie tak dramatyczna, to środowiskowe domy samopomocy mogą przestać istnieć - alarmują dyrektorzy lubelskich placówek. Podkreślają, że brakuje im środków na bieżącą działalność, a ze względu na "głodowe pensje" nie mogą znaleźć chętnych do pracy. - Tu śmiech dyrektora nie wystarczy - słyszymy.
|
|
fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Środowiskowe domy samopomocy to miejsca dla dorosłych osób z niepełnosprawnościami, ale też np. dla osób starszych czy z Alzheimerem. Podopieczni ŚDŚ-ów spędzają tam kilka godzin dziennie - mają zajęcia, warsztaty, treningi czy terapię. Po nich wracają do własnych domu (inaczej niż w domach pomocy społecznej, gdzie mieszkają na stałe). Dla osób z niepełnosprawnością intelektualną czy w spektrum autyzmu są to niejednokrotnie jedyne miejsca, do których wychodzą. Gdyby nie one, byłyby zamknięte w czterech ścianach swoich domów.

- Pracując z osobami, które przychodzą do środowiskowego domu samopomocy, widzimy ich sukcesy, często niewielkie, ale jednak sukcesy. To są różne osiągnięcia, w zależności od możliwości danej osoby. Przykładowo dla kogoś z niepełnosprawnością sprzężoną będzie to wypracowanie umiejętności sygnalizowania potrzeb fizjologicznych. U kogoś innego może to być zrobienie herbaty, kanapki czy załatwienie jakichś spraw urzędowych - mówi Agnieszka Błaszczak, kierownik środowiskowego domu samopomocy 'Absolwent' w Lublinie. To placówka, w której jest 45 uczestników, w tym 18 z niepełnosprawnością sprzężoną.

- Krok po kroczku wypracowujemy określone osiągnięcia naszych uczestników, cegiełka po cegiełce. Czasem jedna cegiełka spadnie i wtedy trzeba ją włożyć z powrotem. Cieszy nas każdy efekt tej pracy. To ważne, bo ci dorośli ludzie choć trochę się rozwijają. Co gdyby im tego zabrakło? Nastąpiłby w ich rozwoju regres - nie ma wątpliwości Sylwia Góźdź, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy 'Mozaika' w Lublinie. Jest tu 150 podopiecznych, w tym 36 ze sprzężeniami i z autyzmem.

'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idą na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszą

Tragiczna sytuacja ŚDS-ów

Środowiskowe domy samopomocy dostają na uczestnika kwotę 2250,40 zł miesięcznie. Jeśli jest to osoba z niepełnosprawnościami sprzężonymi czy w spektrum autyzmu, wtedy kwota dotacji jest wyższa o 506 zł. - Z tych pieniędzy musimy opłacić pensje pracownikom - a zaznaczę, że są one bardzo niskie. Musimy też zapłacić za gaz czy prąd. Do tego dochodzi zakup artykułów na warsztaty czy na terapię. Na to ostatnie coraz bardziej brakuje środków - mówią nam dyrektorzy ośrodków z Lubelszczyzny. Jak słyszymy, nie dostali pieniędzy na wyrównanie wynagrodzenia pracowników do pensji minimalnej - musieli sfinansować to z otrzymanej dotacji, której wysokość nie uległa zmianie.

- Jeśli nasza sytuacja dalej będzie tak dramatyczna, to środowiskowe domy samopomocy mogą przestać istnieć. Z jednej strony nie będzie miał kto w nich pracować, a z drugiej jakość usług spadnie - mówi Sylwia Góźdź z 'Mozaiki'.

Potwierdza to Agata Domańska, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy w Chełmie. - Sytuacja jest naprawdę trudna - mówi TOK FM. W jej placówce jest 45 uczestników, w tym 11 z niepełnosprawnościami sprzężonymi. - Znając swój budżet, wiem, że na pewno muszę zrezygnować w tym roku z tego, na co miałam pieniądze w poprzednich latach. To są np. wycieczki i wyjścia poza ośrodek z naszymi uczestnikami. Nie mam też pieniędzy na nasze wewnętrzne, cykliczne imprezy dla podopiecznych - opowiada. - W ubiegłym roku było mnie jeszcze stać na wyjazdy. Byliśmy choćby w fabryce bombek, na wycieczce w Sandomierzu czy w Lublinie, w Muzeum Wsi Lubelskiej. Teraz możemy o tym tylko pomarzyć - dodaje pani Agata.

"Nikt nie chce pracować za takie pieniądze"

- Mamy świetnie wykształconą kadrę, dobrze przygotowaną do pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. To ludzie doświadczeni i empatyczni. Mają dobry kontakt z uczestnikami. Tyle tylko, że nie możemy im godnie płacić. Nasi pracownicy to głównie pasjonaci, którzy pracują za takie a nie inne pensje, bo kochają swoją pracę - mówi Agnieszka Błaszczak z 'Absolwetna'. - Po wzroście płacy minimalnej okazało się, że nasze wynagrodzenia są teraz spłaszczone. Jest naprawdę niewielka różnica między poszczególnymi pracownikami. W ogóle nie ma już mowy o premiach czy nagrodach. Nie dostaliśmy też 20-procentowej podwyżki, na którą mogli liczyć pracownicy sfery budżetowej - dodaje nasza rozmówczyni.

Dyrektor ŚDS 'Mozaika' z Lublina podkreśla, że w efekcie spłaszczenia pensji terapeuta z 20-letnim stażem zarabia tyle, co pani sprzątająca, czyli w okolicach płacy minimalnej. - Oczywiście odnoszę się z całym szacunkiem do pracy pani sprzątającej. Wiem, jak bardzo jest potrzebna, ale tak nie może być. Pensja pracowników merytorycznych jest głodowa, niegodna tego zawodu i tej odpowiedzialności - tłumaczy w rozmowie z TOK FM Sylwia Góźdź. Jak dodaje, chodzi m.in. o terapeutów, instruktorów, logopedów czy psychologów.

Zetki chcą minimum 7,5 tys. zł na rękę. Są roszczeniowe i rozrzutne? 'Dziadocen'

W 'Mozaice' jest na przykład pracownia do integracji sensorycznej - tak bardzo potrzebna choćby osobom w spektrum autyzmu. Co z tego, skoro nie ma specjalisty do prowadzenia tego typu zajęć. Jak słyszymy, nikt nie chce przyjść do pracy za tak niską pensję. - Nie zawsze sam uśmiech dyrektora, wsparcie emocjonalne czy poklepanie po plecach jest wystarczającą gratyfikacją za tak ciężką pracę. Gdy ma się swoją rodzinę, swoje potrzeby, zainteresowania, każdy chce godnie zarabiać. I absolutnie nie mam żalu o to, że część pracowników szuka lepszej pracy i odchodzą. Bo choćby w edukacji można dzisiaj więcej zarobić - mówi Góźdź.

Petycja do ministerstwa

Dyrektorzy ŚDS-ów - nie tylko z Lubelskiego - walczą o poprawę tej sytuacji. Przygotowali petycję, którą wysłali m.in. do ministry rodziny, pracy i polityki społecznej czy premiera.

"Pomimo złożoności realizowanych zadań, obecny poziom finansowania nie gwarantuje środowiskowym domom stabilizacji i bezpieczeństwa finansowego. Uniemożliwia realizację usług świadczonych osobom z zaburzeniami psychicznymi na poziomie oczekiwanego standardu. Pomimo wzrastającej płacy minimalnej, nie pozwala na zapewnienie pracownikom realizującym usługi w ŚDS godnego wynagrodzenia" - piszą w dokumencie.

Jak słyszymy, petycja to nie pierwsza taka akcja. Pracownicy i dyrektorzy środowiskowych domów samopomocy piszą, gdzie się da, by zwiększono im finansowanie. Jak tłumaczą, nie mają możliwości wejścia w spór zbiorowy i np. przeprowadzenia strajku. - Ale apelujemy o to, by ŚDS-y zostały dostrzeżone, bo jesteśmy bardzo ważnym elementem sieci oparcia społecznego. Troska o osoby chore, starsze, z niepełnosprawnościami jest ponad wszelkimi podziałami, ponad polityką. I dlatego ważne jest, by o takie miejsca wspólnie dbać - podkreśla Agnieszka Błaszczak.

20 osób w kolejce, trzy miesiące czekania. Dramatycznie brakuje miejsc w DPS-ach

Na razie nie wiadomo, jakie działania podejmie Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które problem zna. "Pragnę zapewnić, że zagadnienia dotyczące ośrodków wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi są w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej traktowane w sposób priorytetowy w planowanych działaniach resortu" -

napisał podsekretarz stanu Paweł Zgórzyński w odpowiedzi na interpelację posłanki z Chełma Anny Dąbrowskiej - Banaszek

, która pytała o sytuację środowiskowych domów samopomocy.

Pracownicy ŚDS-ów liczą na podwyżki dla pracowników pomocy społecznej. - Słyszymy zapowiedzi w tej sprawie, ale nie wiadomo, kiedy miałoby to nastąpić. Ponoć ma to objąć również nas - mówią nam dyrektorzy lubelskich placówek. Mowa o kwocie 1000 zł na jednego pracownika pomocy społecznej. Projekt ma być niebawem w Sejmie, potem ustawę musi jeszcze podpisać prezydent.

Premier Donald Tusk zapowiadał, że chciałby, by weszła w życie od 1 lipca 2024 roku.

- Czekamy, na razie to tylko zapowiedzi. A pracować jakoś trzeba - podsumowują nasi rozmówcy.