Takiego finału wyborów się nie spodziewali. "Wszczął awanturę i wywrócił urnę"
Mężowie zaufania mają prawo obserwować wszystkie czynności członków obwodowej komisji wyborczej w dniu głosowania. Mogą być w lokalu już przed jego rozpoczęciem, w trakcie oraz po zakończeniu. Nie mogą wykonywać żadnych czynności, które leżą w gestii członka komisji - nie wolno im na przykład sprawdzać kart do głosowania. Ale mogą przyglądać się procesowi liczenia głosów.
Awantura w lokalu wyborczym
W Ostrowie Lubelskim jeden z komitetów (policja nie wie, z którego ugrupowania) miał dwóch mężów zaufania. W ciągu dnia się zmieniali. W momencie, gdy doszło do zamknięcia lokali wyborczych i miało się zacząć liczenie głosów, do lokalu wrócił ten, którego w godzinach popołudniowych nie było.
- Wieczorem mężczyzna zjawił się ponownie w lokalu wyborczym, wszczął awanturę i wywrócił urnę wyborczą. Doszło do naruszenia plomb. Trwają czynności mające na celu weryfikację informacji, że 34-latek miał naruszyć także nietykalność cielesną czterech członków komisji - mówi TOK FM Jagoda Stanicka z Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie.
To oni zostali europosłami. Oficjalne dane. LISTA NAZWISK
Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, w tle całej awantury mogło chodzić o pieniądze. Od niedawna mężowie zaufania dostają 200 zł za udział w wyborach. Muszą jednak spełnić pewien warunek. - Trzeba być co najmniej pięć godzin podczas pracy komisji w ciągu dnia, ale też taki mąż zaufania musi być obecny w trakcie ustalania wyników głosowania, czyli liczenia głosów i sporządzania protokołów - tłumaczy Piotr Czajkowski z Okręgowej Komisji Wyborczej w Lublinie.
Problem w tym, że przy liczeniu głosów - takie są zasady - może być obecny tylko jeden mąż zaufania z danego komitetu wyborczego. A tu było dwóch i obaj chcieli brać udział w ostatniej fazie pracy, by dostać 200 zł diety.
Ostatecznie do lokalu wezwano policję. Funkcjonariusze wyprowadzili 34-letniego męża zaufania, jest zatrzymany do wyjaśnienia. Obecnie trwają przesłuchania świadków. Policjanci sprawdzają, czy doszło do pobicia, czy naruszenia nietykalności cielesnej. Na razie nie wiadomo, jakie zarzuty usłyszy zatrzymany. Wiadomo natomiast, że już wkrótce odpowie za swoje zachowanie przed sądem.
Policja w lokalach wyborczych
To jedyne tak poważne zdarzenie na Lubelszczyźnie. Podobnych incydentów nie było, ale zdarzały się interwencje w komisji wyborczej. Przykładowo - w Nałęczowie, gdzie kuracjusze wypoczywają w sanatoriach, jednej z pań kończył się turnus i wracała do domu, chciała tam zagłosować. Problem w tym, że była przypisana - zgodnie z pobytem w uzdrowisku - do głosowania w Nałęczowie. Powiedziała, że nie chce głosować na nie swoich kandydatów.
Nie mogła zagłosować, bo porusza się na wózku. 'To jest coś przerażającego'
W innej sprawie ojciec przyjechał do lokalu z synem z niepełnosprawnością. Chciał, by ktoś z komisji wyniósł synowi kartę do głosowania na zewnątrz budynku, by nie trzeba było go fatygować na wózku do lokalu wyborczego. Takie działanie jest jednak niemożliwe. Mężczyzna został poinformowany, że lokal jest dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami i syn bez problemu wjedzie do środka, by móc zagłosować. Kart nie można wynosić poza siedzibę komisji wyborczej.
Na Lubelszczyźnie frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego wyniosła 38,35 procent głosów. Ale były miejsca, gdzie wahała się w granicach 50 procent. - Frekwencja 50-procentowa została przekroczona w Godziszowie w powiecie janowskim - wyniosła 51,2 procent. Podobnie było w sąsiedniej gminie, w Chrzanowie - też prawie 50 procent. W samym Lublinie frekwencja wyniosła 46,34 procent - mówi Piotr Czajkowski z lubelskiej siedziby Krajowego Biura Wyborczego.
Najniższą frekwencję zanotowano w miejscowości Przewodów w gminie Dołhobyczów, gdzie wyniosła ona tylko 19,5 procent. To wieś znana z wydarzeń z 15 listopada 2022 roku. W tej wiosce przy granicy z Ukrainą doszło do eksplozji rakiety - zginęły tam wtedy dwie osoby.