Tak posłanka PO utarła nos PiS-owi. "Opłaciło się"
Wybory do Parlamentu Europejskiego przyniosły sporą zmianę na Lubelszczyźnie. Po raz pierwszy od dziesięciu lat mandat zdobyła tam Platforma Obywatelska. Gościni "Poranka Radia TOK FM", zdobywczyni tego mandatu, Marta Wcisło cieszyła się, że udało się jej pokonać PiS w bardzo silnym dla tej partii regionie. Nowa europosłanka przyznała, że walczyła głównie z przeciwnikami politycznymi spoza regionu, czyli liderami listy PiS - Mariuszem Kamińskim i Jackiem Saryuszem-Wolskim.
Historyczne zwycięstwo. Walka i ciężka praca mają sens
- I udało się uzyskać mandat. Mimo ogromnego poparcia dla PiSu - stwierdziła, dodając, że PiS miał 47 proc. głosów, a jej ugrupowanie zaledwie 26 proc. - I mimo tak niskiej frekwencji, bo spadła prawie o 5 punktów w porównaniu do wyborów w 2019 r., uzyskałam 103 tys. a pan Kamiński 110 tys. - wyliczała rozmówczyni Jana Wróbla. Według niej te zaledwie 7 tys. głosów różnicy to dowód, że walka, presja i ciężka praca mają sens.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gościni TOK FM wyraziła przy tym ubolewanie, że wyborcy PiS nie wybrali ze swojej listy kogoś z regionu. Jej zdaniem tak by było uczciwiej wobec wszystkich. - Ale to też pokazuje, że ten twardy elektorat, który głosował na pana Kamińskiego, oddając 110 tys. głosów, zagłosuje na każdego, kto jest jedynką na liście PiS - przekonywała.
Zdobycie mandatu dla Platformy było, jak przyznała Wcisło, podstawowym celem działań lokalnych struktur PO - Mieliśmy świadomość, że na Lubelszczyźnie mogą być tylko dwa mandaty. Odbiliśmy ten jeden mandat - cieszyła się, pamiętając, że w poprzednich wyborach w 2019 r. PiS miał w regionie dwa mandaty, a trzeci otrzymał europoseł Krzysztof Herman, który z PO miała wspólną europejską listę.
To oni są głównym przegranym wyborów. Ekspert nie ma wątpliwości
Zgodnie z zasadą "Wszystkie ręce na pokład", sukces osiągnięto zbiorowym wysiłkiem. Wcisło wymieniała wśród zaangażowanych całą piątkę lokalnych posłów, radnych wojewódzkich, samorządowców.
- Wiedzieliśmy doskonale, że jeżeli lista nie zrobi wyniku, nie będziemy mieli mandatu - mówiła. Przyznała przy tym, że faktycznie to ona miała największe szanse, startując z pierwszej pozycji na liście, ale też zdobyła 65 proc. głosów na PO. "Przy udziale moich kolegów i koleżanek" zastrzegła od razu. - Tu absolutnie jest ich zasługa i ich praca. Rywalizacja rywalizacją, ale chcieliśmy naprawdę odbić ten jeden mandat dla Platformy Obywatelskiej - spuentowała.