,
Obserwuj
Lubelskie

Nowa zapora wzdłuż Bugu. "Wandalizm, dewastacja, głupota"

Anna Sapieha, TOK FM
3 min. czytania
19.01.2025 09:00
- Na obecnym etapie inwestycji, na polskim brzegu rzeki granicznej Bug, oczyszczono teren z drzew oraz krzewów. Na tak przygotowanym obszarze ustawiane są słupy, na których instalowane są kamery - mówi w rozmowie z TOK FM rzecznik Straży Granicznej.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Trwa budowa specjalnej zapory elektronicznej na polsko-białoruskiej granicy, wzdłuż rzeki Bug. Chodzi o ponad 170 km linii brzegowej, wzdłuż której wycięto rosnące tam drzewa. - Z punktu widzenia środowiska - to wandalizm i dewastacja. Od strony bezpieczeństwa - głupota, bo pozbawiamy się naturalnych fortyfikacji przygranicznych - mówiły zgodnie wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat i posłanka Daria Gosek-Popiołek, podnosząc interwencję w tej sprawie.

Chodzi o wycinkę tysięcy drzew na odcinku od Włodawy do Janowa Podlaskiego. Barierę elektroniczną buduje tu Straż Graniczna, a prace są mocno zaawansowane. Wszystko w zgodzie z Ustawą o budowie zabezpieczenia granicy państwowej. - Eksperci i przyrodnicy podkreślają, że wycinka tak dużej liczby drzew to katastrofa dla lokalnego ekosystemu, niszczone są siedliska i miejsca żerowania i schronienia wielu gatunków ptaków, ssaków, płazów i gadów - mówiła Daria Gosek-Popiołek, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

Co na to Straż Graniczna?

Granica z Białorusią to z jednej strony Podlasie, Puszcza Białowieska i trwający tam od ponad trzech lat kryzys humanitarny, a z drugiej - również Lubelszczyzna i rzeka Bug. Niektórzy sądzili, że drzewa są wycinane po to, by przedłużyć mur, który powstał na Podlasiu. Nic bardziej mylnego. - Budowa zapory nie będzie miała takiego charakteru jak na Podlasiu, gdzie powstało fizyczne zabezpieczenie w postaci muru. U nas będzie inaczej - rzeka graniczna i jej okolice będą monitorowane w sposób elektroniczny - tłumaczy rzecznik Nadbużańskiego oddziału Straży Granicznej, kapitan Dariusz Sienicki.

Jak tłumaczy, w Chełmie, w siedzibie Straży Granicznej, powstanie centrum monitoringu, do którego ma trafiać obraz z kamer z granicy. Kamery są już powoli montowane wzdłuż Bugu, na specjalnych słupach. Straż tłumaczy, że drzewa trzeba było wyciąć, by nie zasłaniały widoku z kamer.

- Na obecnym etapie inwestycji, na polskim brzegu rzeki granicznej Bug oczyszczono teren z drzew oraz krzewów. Na tak przygotowanym obszarze ustawiane są słupy, na których instalowane są kamery - dzienne oraz nocne, z detektorami ruchu. Granica będzie monitorowana w ten sposób przez całą dobę - mówi rzecznik SG w rozmowie z TOK FM. - W sytuacji, gdy zauważymy na monitorze jakieś zdarzenia związane z nielegalną migracją czy przemytem, poinformowany zostanie o tym właściwy patrol, który ten odcinek granicy patroluje - dodaje nasz rozmówca.

Budowa zapory elektronicznej ma się zakończyć w pierwszym półroczu 2025 roku

W skład całego systemu wejdzie 1800 masztów kamerowych oraz 4,5 tysiąca kamer. - Ten system w żaden sposób nie utrudni życia ani mieszkańcom, ani nie zlikwiduje dostępu do rzeki granicznej Bug zarówno dla wędkarzy, turystów czy kajakarzy. Nie będzie to też miało wpływu na swobodę przemieszczania się zwierzyny, ponieważ nie będzie tu żadnego płotu ani muru - tłumaczy rzecznik Straży Granicznej z Chełma.

W 2024 roku - jak wynika ze statystyk Straży Granicznej - pogranicznicy uniemożliwili próbę przekroczenia granicy 465 osobom. - Jest to zdecydowanie mniej niż w województwie podlaskim, niemniej jednak też takie sytuacje u nas mamy. Trzeba też zaznaczyć, że dwa lata temu takich prób nielegalnego przekroczenia granicy było u nas tylko nieco ponad sto, także widzimy tutaj tendencję wzrostową - mówi Sienicki.

Jak dodaje, zdarzają się próby pokonywania rzeki wpław przez cudzoziemców, ale najczęściej migranci przypływają na polski brzeg na pontonach - były nawet próby płynięcia na pontonach dziecięcych. - Obserwujemy, że niejednokrotnie wspierają ich w tym białoruscy funkcjonariusze. Niejednokrotnie łodzie z migrantami są wodowane przez białoruskie służby graniczne. My to widzimy. Na widok naszych funkcjonariuszy najczęściej te osoby rezygnują i zawracają - dodaje rzecznik Straży Granicznej w rozmowie z TOK FM.