"Koniec zimy to nie koniec morsowania". Lodowaty reset możliwy nawet latem?
Żałują, że zima się kończy, ale nie odpuszczają. Nawet w środku lata znajdą miejsca, w których woda jest lodowata. - Chodzi o flow, które z tym się wiąże, o napęd, ale też spokój i relaks. Wiem, że "relaks w lodowatej wodzie" brzmi dziwnie, ale naprawdę tak jest - mówi nam Jacek Moszyński, jeden z zielonogórskich morsów.
Podczas gdy zdecydowana większość mieszkańców Zielonej Góry z niecierpliwością wypatruje pierwszych oznak wiosny, oni żałują, że zima się kończy. Kąpiele w zimnej wodzie to dla nich sposób na poprawę zdrowia i humoru. Zachęcają do tego każdego, kto jeszcze nie próbował. - Żeby morsować, trzeba tylko chcieć. Tutaj nie ma granicy wieku - przekonuje Jacek Moszyński z Klubu EKM (Ekskluzywny Klub Morświna) Lubuskie Morsy w Zielonej Górze.
W jego przypadku wszystko zaczęło się dziewięć lat temu, gdy pojechał do mekki zielonogórskich morsów, czyli na Dziką Ochlę. I ten jeden raz wystarczył, żeby kąpiele w zimnej wodzie przerodziły się w pasję, która trwa do dzisiaj. - Regularnie morsuję dwa, trzy razy w tygodniu, ale teraz zrobiłem sobie maraton i na Dzikiej Ochli jestem codziennie - opowiada. Dodaje, że na początku morsował rzadziej, za to w zimnej wodzie spędzał więcej czasu. Teraz kąpiele są częstsze, ale krótsze. - To szkoła Valerjana Romanovskiego [w 2021 r. pobił rekord Guinnessa na najdłuższą kąpiel w lodzie - red.] i tak zwane dynamiczne morsowanie - wyjaśnia nasz rozmówca.
Zimę i niskie temperatury miłośnicy zanurzania się w zimnej wodzie wykorzystują maksymalnie. Sezon w Polsce trwa od października do kwietnia, a z pogodą bywa różnie. Oczywiście przez cały rok można brać w domu lodowate prysznice, ale to nie to samo. - Chodzi o flow, które z tym się wiąże, o napęd, ale też spokój i relaks. Wiem, że 'relaks w lodowatej wodzie' brzmi dziwnie, ale naprawdę tak jest - zapewnia Moszyński.
Morsowanie latem
Morsy z niecierpliwością wyczekują dni, gdy temperatura wody spada poniżej 10 stopni. Tegoroczna zima nie była dla nich zbyt łaskawa. Dni, gdy trzeba było skuwać lód, żeby wejść do wody, były rzadkością. Nadzieja na morsowy reset jeszcze w nich nie gaśnie. Liczą, że sezon potrwa co najmniej do połowy kwietnia. Chociaż, jak zaznacza nasz rozmówca, w Polsce morsować można również latem. - Na przykład w Świeradowie Zdroju, w wodospadach Leśnym i Kwisy. Lodowatą wodę zapewnia też wodospad Kropelka, niedaleko Karpacza oraz Przesieka, gdzie latem woda ma około 8 stopni - wylicza Moszyński.
W Zielonej Górze woda na morsowanie w lecie jest za ciepła, ale już 50 kilometrów od miasta, niedaleko Żagania, przepływa rzeka Kwisa, najzimniejsza rzeka w Polsce. - Nie będzie to oczywiście takie morsowanie jak w wodospadzie czy zimą w jeziorze, ale na podwyższenie endorfin można liczyć - zapewnia nasz rozmówca.
Znika ból, znika cellulit
Samo patrzenie na grupę osób kąpiących się w lodowatej wodzie może wywołać ciarki na skórze. Tymczasem u morsów strzelają endorfiny, poprawia się samopoczucie, organizm wchodzi na zupełnie nowe tory i pracuje na większych obrotach. - To nie tylko regeneracja mięśni, całego systemu powięziowego, ale też poprawa naszego stanu psychicznego. Jesteśmy wypoczęci i zrelaksowani - mówi Moszyński.
Jego zdaniem zimna woda odstresowuje, krew zaczyna szybciej krążyć, komórki łatwiej się regenerują. - Jestem po urazie kręgosłupa i przez wiele lat zmagałem się z ogromnym bólem. I proszę sobie wyobrazić, że ta właśnie zimna woda uśmierza ten mój ból do tego stopnia, że potrafię bez niego żyć przez dłuższy czas - przekonuje. Morsowanie wpływa też na odporność. - Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem przeziębiony czy miałem katar - dodaje.
A to nie wszystko, bo dzięki morsowaniu poprawia się również wygląd skóry - staje się bardziej ujędrniona i wygładzona. - Ale więcej o tym to morsujące panie mogą powiedzieć - śmieje się nasz rozmówca. I dodaje już na poważnie: 'Trzeba pamiętać, że morsowanie jest za darmo, a to dobra cena za zdrowie i dobre samopoczucie'.
Jacek Moszyński od trzech lat podejmuje również walkę z pływaniem zimowym. - Na razie na krótkich dystansach. Bez rękawiczek i neoprenów. Kąpielówki, czepek, okulary - to wszystko. Takie pływanie lodowe też jest fantastyczne - zapewnia.
Na czym polega różnica? Zimowe pływanie to pływanie w wodzie o temperaturze poniżej pięciu stopni Celsjusza. Ekstremalni pływacy, pokonując dystans 1000 metrów, spędzają w wodzie ponad 20 minut, czasami znacznie więcej. Morsy wchodzą do wody na kilka minut. Zazwyczaj używają czapek i rękawiczek, nie moczą głowy i rąk w lodowatej wodzie. Amatorzy lodowego pływania zanurzają się w całości, w samych kąpielówkach, zakładając ewentualnie czepek i okulary.
Ten pierwszy raz
Wszyscy, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z morsowaniem, mogą przyłączyć się do Klubu EKM Lubuskie Morsy w Zielonej Górze. - Chętnie udzielimy pomocy. Podzielimy się wiedzą, nie ukrywamy swoich doświadczeń - zachęca Moszyński. Nie potrzeba specjalnych przygotowań. Wystarczy wziąć ze sobą strój kąpielowy, ręcznik i dobry humor. Nic więcej.
Morsowanie z Klubem EKM odbywa się w każdą środę o godz. 20 i w niedzielę godz. 8.30, na Dzikiej Ochli. - Mamy taki zwyczaj, że wieczorem staramy się - jak my to określamy - nie wodować tych, którzy będą morsować pierwszy raz. Gdy jest jasno, wtedy dużo łatwiej jest nam obserwować takie osoby, to jak reagują, jak się zachowują. Takie są nasze zasady, których staramy się nie łamać - wyjaśnia Jacek Moszyński.