,
Obserwuj
Małopolskie

Były rektor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie wygrywa w sądzie pracy. "Na uczelni pojawiła się polityka"

4 min. czytania
12.07.2023 14:14
- Tam, gdzie w grę wchodzi polityka, tak jak na Uniwersytecie Pedagogicznym, nigdy nie dzieje się dobrze. Standardy polityczne nie przystają do standardów akademickich - mówi prof. Kazimierz Karolczak, były rektor, który został zwolniony z uczelni i właśnie wygrał sprawę w sądzie pracy.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Prof. Kazimierz Karolczak jest historykiem. Na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie przepracował 45 lat. Przez dwie kadencje był dziekanem, potem prorektorem, a następnie rektorem. - Dziewięć miesięcy po zakończeniu kadencji rektorskiej dostałem wypowiedzenie stosunku pracy, listem poleconym, bez podania przyczyn, bez jakiegokolwiek uzasadnienia - wspomina w rozmowie z TOK FM. Musiał odejść z dniem 30 września 2021 roku.

- Absolutnie się tego nie spodziewałem. List odebrała na poczcie moja żona. Potem - zupełnie bezpodstawnie - obwiniała siebie, że przyczyniła się do mojego zwolnienia. Pierwszy raz chyba się tak zdarzyło, że po zakończeniu kadencji rektora zwolniono z pracy - mówi prof. Karolczak. Jak mówi, nie ma wątpliwości, że został zwolniony, bo "na uczelni pojawiła się polityka". - A tam, gdzie w grę wchodzi polityka, nigdy nie dzieje się dobrze. Standardy polityczne nie przystają do standardów akademickich i sposób, w jaki zaczęło się traktować ludzi na uniwersytecie, mogę określić jednym słowem: niegodne - stwierdza.

"Te zwolnienia to masówka"

O licznych zwolnieniach na Uniwersytecie Pedagogicznym media lokalne (i nie tylko) informują od bardzo dawna. Jak pisała niedawno 'Gazeta Wyborcza', według ostrożnych szacunków z pracą tam pożegnało się już około 100 osób. Interweniowała też Inspekcja Pracy. Ostatnie zwolnienia miały miejsce na przełomie czerwca i lipca - z pracą musiało się pożegnać sześć kolejnych wykładowczyń, związanych z Instytutem Pedagogiki.

- Te zwolnienia to masówka, bo od 2021 roku to jest systematycznie, co kilka miesięcy, nowa fala - mówi prof. Karolczak. - Chciałbym zapytać obecnego rektora Piotra Borka, jak się czuje po zniszczeniu dorobku kilku pokoleń pracowników, którzy budowali i rozwijali obecny Uniwersytet Pedagogiczny - dodaje naz rozmówca.

Część zwalnianych od razu poszła do sądu pracy, tak jak prof. Karolczak, który właśnie wygrał swoją sprawę. Wywalczył odszkodowanie, choć o żadnych kwotach na razie mówić nie chce, bo wyrok nie jest prawomocny. Jak podkreśla, uczelnia miała nie uzasadnić jego zwolnienia i dopuścić się nierównego traktowania. Podaje, że najpierw zwolniono jego, a niedługo potem zatrudniono starszego wykładowcę, który już wcześniej - dobrowolnie - odszedł na emeryturę. - To nierówne traktowanie jest w pakiecie, ponieważ miałem pytanie m.in. od pani mecenas, która reprezentowała uniwersytet, czy są mi znane jakiekolwiek osoby, które w moim wieku czy starsze nadal pracują. Wymieniłem dwie takie osoby, ale też właśnie tego wykładowcę, który był żegnany jeszcze przeze mnie jako rektora i teraz wrócił - wspomina. - Byli rektorzy na wielu uczelniach pracują do osiągnięcia wieku 70 lat, a nawet dłużej. To są ewidentne przykłady, że niektórzy mogą pracować, inni nie - mówi Karolczak.

Pytany, w czym - jego zdaniem - objawia się wpływ polityki na zmiany na Uniwersytecie Pedagogicznym, odpowiada: "Karty na uczelni rozdaje przewodniczący związku zawodowego 'Solidarność' Jan Fróg". - Rządzi w związku od ponad 30 lat, ciągle ten sam, z bliskimi koneksjami politycznymi. Stąd w nowej kadencji rektorskiej na uniwersytecie zaczęli się pojawiać politycy, m.in. marszałek Ryszard Terlecki, nowy minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, był także minister kultury. I po tych wizytach ogłaszane są decyzje związane z tak zwaną restrukturyzacją uczelni - opowiada był rektor.

Jak dodaje, ta "restrukturyzacja" polega na likwidacji całych jednostek naukowych. - Pierwszą jednostką, którą zlikwidowano, był Instytut Filozofii [ zwolniono m.in. prof. Jana Majcherka - przyp. red.]. Uniwersytet o profilu humanistycznym nie ma filozofów. W pierwszym rzucie zwolniono bodaj ośmiu samodzielnych pracowników naukowych - wspomina nasz rozmówca. - Zlikwidowano też Instytut Politologii, budowany latami, z bardzo dobrą kadrą. Zlikwidowano Instytut Geografii, co było szokiem dla wszystkich, bo to jeden z najstarszych instytutów na uniwersytecie - dodaje.

- Co ważne, to nie jest tylko tak, że zwalnia się ludzi w wieku emerytalnym. Wypowiedzenia dostają ludzie 40-50-letni. Zostawia się tylko swoich - spolegliwych, przestraszonych, którzy mają coś do stracenia. Dziś ze mną się nikt nie komunikuje, bo wiedza o tym, że ktoś jest ze mną w kontakcie, mogłaby zostać wykorzystana do zwolnienia z pracy - komentuje dalej profesor. W jego ocenie Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie ma się stać uczelnią Prawa i Sprawiedliwości do kształcenia swoich kadr. - Chodzi o stworzenie nowej, związanej z obecną władzą, elity - mówi.

Profesor dodaje, że nie rozumie postawy szeroko pojętego środowiska akademickiego w tej sprawie. - Mam poczucie, że przyjmuje się to z jakimś spokojem. Nie słyszałem o jakichś wielkich protestach. Pojawiło się kilka listów, które przeminęły bez echa - mówi w TOK FM.

Na początku lipca - m.in. z udziałem działaczy Komitetu Obrony Demokracji i byłych pracowników - odbył się w Krakowie niewielki protest przeciwko zwolnieniom na Uniwersytecie Pedagogicznym.

 

- Czuję ogromny żal wobec profesorów, osób z tytułami belwederskimi i ugruntowaną pozycją w świecie nauki. Miażdżąca większość odwraca głowę od tego, co się dzieje na uniwersytecie. Uważają, że brak ich reakcji, brak jakiegokolwiek zaangażowania, wyrażenia własnej opinii, można usprawiedliwić zaangażowaniem w naukę, która w takim myśleniu jest tylko sztuką dla sztuki. Wydawałoby się, że pracownik uniwersytecki ma większą świadomość społeczną aniżeli przeciętny obywatel. Powinien wykazywać się większą odwagą cywilną niż ktoś, kto chce tylko w spokoju przeżyć do pierwszego dnia miesiąca. To nie jest postawa obywatela kraju, który od 30 lat próbuje być demokratyczny - mówiła pod gmachem UP prof. Nina Pluta-Podleszańska, działaczka związkowa również zwolniona z uczelni.