Druga tura w Krakowie. Gibała po poparcie do PiS nie pójdzie. Szykuje się na kogoś innego
Kraków okazał się jedną z największych niespodzianek po wyborach samorządowych. Faworyt sondaży Łukasz Gibała - ubiegający się o fotel prezydenta miasta po raz trzeci - nie wygrał. Już według oficjalnych danych PKW pierwsze miejsce zajął kandydat Koalicji Obywatelskiej Aleksander Miszalski, zdobywając 37,21 proc. Gibała był drugi - z wynikiem 26,79 proc. Za dwa tygodnie obaj politycy zmierzą się w drugiej turze.
- Zrealizowaliśmy plan minimum, jakim było wejście do drugiej tury - powiedział w powyborczym "Poranku Radia TOK FM" sam Łukasz Gibała. - Faktycznie liczyliśmy, że wjedziemy do tej drugiej tury jako liderzy. Wjechaliśmy na drugim miejscu. Widać ewidentnie, że nastąpiła pewna demobilizacja naszego elektoratu. Mogło to mieć różne podłoża, m.in. brudna, negatywna kampania, która była nielegalnie finansowana przez jednego z deweloperów, który chciał zrobić wszystko, żebym nie został tym prezydentem - dodał.
Zdaniem Gibały, wielu wyborców mogły zdemobilizować właśnie dobre dla niego sondaże. - Część osób uznała, że woli wyjechać na ten piękny weekend, bo i tak wygram - stwierdził.
Gibała poprosi o poparcie PiS?
- Najważniejsze jest to, że teraz szykuje się decydująca batalia. W niej ciągle jesteśmy i będziemy walczyli, żeby jednak wygrać - mówił dalej gość radia TOK FM.
Dopytywany, czy w drugiej turze będzie zabiegał o poparcie kandydata PiS, zaprzeczył. - Skupię się na tych wyborcach, którzy zostali w domu, bo to jest co drugi krakowianin - oznajmił Gibała. - Ci, którzy zostali w domu, to są w dużej mierze ludzie, którzy ze mną sympatyzują i do nich przede wszystkim będę apelował - zapowiedział. Przypomnijmy, Łukasz Kmita z PiS - według Ipsos - zdobył 14,7 proc. głosów.
'Brudna kampania'
W rozmowie z Dominiką Wielowieyską Gibała wielokrotnie podkreślał, że przez ostatnie tygodnie był obiektem negatywnej kampanii i - jak powiedział - obawia się, że przez najbliższe 14 dni też tak będzie. Za takimi działaniami, jak przekonywał, stali wspomniani już deweloperzy.
- Wiedzą, że chce skończyć z betonowaniem Krakowa i z tym deweloperskim eldorado. Dlatego boją się mojego zwycięstwa - mówił. Gdy red. Wielowieyska zwróciła uwagę, że środowisko deweloperskie skarży się, że Gibała nie chce nawet usiąść z nimi do rozmów, kandydat odparł:
"Władze miasta muszą narzucać warunki tego, jak deweloperzy mogą budować. Tymczasem oni wyobrażają sobie, że to oni będą narzucać te warunki. Tak było przez ostatnie lata w Krakowie i wielu innych miastach. PO to akceptowała, mi się to nie podoba".
Porażka PiS w Warszawie. Bocheński ujawnia, co teraz będzie robił
Gibała ostrych słów nie szczędził także swojemu konkurentowi Aleksandrowi Miszalskiemu. - W Sejmie zachowywał się bardziej jak lobbysta, a nie jak poseł. Bardzo mocno zabiegał o wsparcie dla branży turystycznej, a sam miał firmy działające w tym obszarze, miał hostele - mówił. - Jeśli ktoś używa mandatu poselskiego, występuje na mównicy, pisze interpelacje, prosząc o dodatkowe pieniądze dla branży, której sam jest częścią, to moim zdaniem jest totalna patologia - ocenił gość TOK FM.
Miszalski niedawno w TOK FM tłumaczył się ze swoich powiązań z branżą turystyczną. Przekonywał, że nigdy 'nie przekładał interesów swojej firmy nad interes mieszkańców'. - Zbyłem swoje udziały nie tylko bratu, ale i wspólnikom, którzy są w tej firmie od ponad 20 lat (…). Żona tam pracuje od 15 lat - tłumaczył. Przypomniał, że był radnym obejmującym krakowskie Stare Miasto, a zatem rejon, w którym turystów jest najwięcej. - I mieszkańcy mnie jakoś wybierali - twierdził.
Red. Wielowieyska przypomniała, że Gibale też wypomina się w Krakowie fakt, że na prowadzenie swojego biznesu "poważnie zapożyczył się od swojego taty" - Leszka, właściciela firmy Alti Plus, jednego z największych dystrybutorów alkoholu w Polsce. - Ale nikt nigdy nie znalazł wobec mnie takiej informacji, że wykorzystałem mandat posła - a byłem posłem przez dwie kadencje - czy mandat radnego, żeby wspierać swoje firmy, firmy brata lub ojca. Co więcej, specjalne ulokowałem fabrykę poza Krakowem, żeby nie było żadnego konfliktu interesu - podsumował kandydat na prezydenta Krakowa.
Łukasz Gibała tłumaczy się z ogromnych pożyczek. 'Spin moich konkurentów'