Joanna z Krakowa nagłośniła swoją sprawę, bo "chciała zagrać w reklamie". Tak uważa sąd
Historią Joanny z Krakowa w lipcu ubiegłego roku żyła cała Polska. Kobieta źle się poczuła i zadzwoniła do swojej lekarki psychiatrki. Lekarka zawiadomiła policję, że jej pacjentka może popełnić samobójstwo. Ujawniła przy tym także informację, że kobieta zażyła tabletkę aborcyjną.
Policjanci zjawili się w mieszkaniu Joanny i przeszukali je. Już w szpitalu dokonali brutalnej i intymnej rewizji osobistej - kazali kobiecie rozebrać się, kaszleć i kucać. Zabrali jej telefon i laptop, a gdy w obronie Joanny stanął jeden z lekarzy, funkcjonariusze najpierw próbowali go uciszyć, a potem wylegitymowali go oraz innych medyków.
- To moment, którego nie mogę wymazać z pamięci. Poczułam się całkiem sama, upokorzona, poniżona. Poczułam się zgwałcona - mówiła pani Joanna w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Szpital w Pabianicach pozwie NFZ. Chodzi o aborcję
Gdy ujawniono, jak zachowywali się policjanci w trakcie interwencji, Komenda Główna Policji zorganizowała konferencję prasową, na której mówiła m.in. o intymnych szczegółach z życia Joanny. Zdradziła dane wrażliwe, dokumentację medyczną i bezprawnie poinformowała, że kobieta jest pod opieką lekarza psychiatry.
Joanna złożyła pozew, oskarżając policjantów o nadużywanie uprawnień. Prokuratura pod koniec 2023 roku odmówiła jednak wszczęcia postępowania. Pani Joanna i jej prawniczka odwołały się od tej decyzji, ale sąd zdania nie zmienił.
Sąd nie zajmie się nadużyciami policji ws. Joanny z Krakowa. Kuriozalne uzasadnienie
"Wyborcza" dotarła do uzasadnienia stanowiska sądu. Jak argumentowano, o nadużyciach ze strony policji nie może być mowy, ponieważ Joanna "ma interes prawny przedstawiania siebie jako ofiary brutalności policji, chociażby dla uzyskania odszkodowania". Ponadto wskazał, że do jej zeznań należy podchodzić "z dużą dozą ostrożności", ponieważ kobieta leczyła się psychiatrycznie.
Drugim powodem odmowy wszczęcia postępowania jest obecność Joanny z Krakowa w mediach. Sąd miał tu na myśli wywiad, jakiego kobieta udzieliła telewizji TVN oraz odważne zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych, które pozwalały, jak napisał sąd, "każdemu, nie tylko dwóm policjantkom obecnym przy przesłuchaniu, oglądać jej ciało". Sędzia uznała ponadto, że Joanna, nagłaśniając sprawę, pragnęła .. zaistnieć medialnie. "Zagrać być może w jakieś reklamie" - stwierdziła sędzia.
Ewa zrobiła aborcję. Co stało się potem? 'To przerażające'
Do innych wniosków w sprawie Joanny z Krakowa doszedł Rzecznik Praw Pacjenta, który w styczniu wskazał na szereg uchybień funkcjonariuszy. RPP wskazał także, że nie nie było konieczności interwencji policji w szpitalach, przeszukiwania mieszkania oraz zabierania kobiecie jej rzeczy osobistych.
Głos w sprawie skandalicznych okoliczności odmowy postępowania przez sąd, w rozmowie z "Wyborczą" zabrała także sama Joanna. - Pominę to, jak bardzo obraża mnie zakładanie, że jestem na tyle głupia, by robić aborcję dla uwagi, a przemoc policji tylko tej uwagi mi przysporzyła. Co to w ogóle za logika? Nawet jeśli lubiłabym rozgłos, byłabym atencyjna - to co? Nie obowiązują mnie wówczas przepisy prawa? Wobec takich ludzi policji wolno więcej? - pytała poszkodowana.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>