,
Obserwuj
Małopolskie

Nawet 60 użądleń dziennie nie osłabia jego miłości do pszczół. "Nie ma tu miejsca na słabości"

7 min. czytania
23.03.2025 09:00
Pierwsze spotkanie z pszczołą to dla wielu bolesna lekcja, ale dla Pawła Zamorskiego z koła pszczelarzy w Żarkach było początkiem życiowej pasji. - W podstawówce dziadek zaprowadził mnie do pasieki, którą później odziedziczyłem. Na początku niechętnie się tym zajmowałem, ale dziadek stopniowo mnie wciągał, aż pewnego dnia powiedział: "Te pszczoły są twoje" - wspomina. Od tamtej chwili minęło wiele lat, a miłość do pszczół pozostała. Nawet 60 użądleń jednego dnia nie było w stanie jej osłabić.
|
|
fot. Aleksandra Szmigiel/REPORTER
  • Wybór miodu dziś jest bardzo duży. 'Dla mnie wielokwiatowy jest najlepszy' - mówi nasz bohater;
  • Każdy miód jest dobry pod warunkiem, że pochodzi od pszczelarza, który dba o swoje ule i nie oszczędza na jakości. Niestety, nie brakuje podróbek;
  • Okazuje się, że świetnymi 'sprawdzaczami' miodu są dzieci. Dlaczego? Wyjaśniamy w tekście;
  • W świecie pszczół nie ma miejsca na słabości. Chora pszczoła jest natychmiast usuwana z ula, a zakażone osobniki wynoszone daleko poza pasiekę;
  • Dużym zagrożeniem dla pszczół są ludzie i szerszenie. Wyjaśniamy, jak sobie z tym radzą (jak doprowadzają do tego, że szerszeń mdleje);
  • Ile kwiatów muszą odwiedzić pszczoły, by powstał jeden słoik miodu?

Tradycja i nowoczesność

 

Pszczelarstwo to nie tylko zawód, ale i sztuka wymagająca wiedzy, cierpliwości i uważności. - Oczywiście, że przejmując pasiekę, korzystałem z rad dziadka. To on wprowadzał mnie w tajniki tego rzemiosła, ale sięgałem też po literaturę i wprowadzałem własne metody - opowiada pszczelarz.

Jak wyjaśnia, dawniej miód był po prostu miodem - letnim, lipowym. Dziś wybór jest znacznie większy. - Mamy miody wiosenne, rzepakowe, mniszkowe, a w zeszłym roku po raz pierwszy udało mi się pozyskać miód klonowy - dodaje z dumą. Z biegiem lat ewoluowały nie tylko smaki miodu, ale i same pszczoły. Obecnie hoduje się rasy, które szybciej się rozwijają, ale jednocześnie wymagają większej opieki. Pojawiają się choroby, o których w latach 80. nikt nie słyszał, np. waroza. To pasożyt, który osłabia pszczoły i przenosi wirusy powodujące deformację skrzydeł. Kolejną chorobą jest nosema ceranae, czyli rodzaj zapalenia jelit pszczół.

Niebezpieczeństwo czai się także na polach. - Ja mam szczęście, bo rolnicy z okolicy dzwonią do mnie przed opryskami i pytają, czy mogą je przeprowadzić. Wiedzą, że najlepiej robić to wieczorem albo bardzo wcześnie rano, gdy pszczoły są mniej aktywne - mówi pan Paweł. Niestety, nie wszyscy tak robią. Często wynika to z braku świadomości, a nie złej woli - po prostu robią opryski wtedy, kiedy akurat mają czas. O celowym zatruciu pszczół na Jurze nasz rozmówca nie słyszał.

Prawdziwy czy podróbka? Dzieci to wyczują!

 

Na Jurze króluje miód wielokwiatowy. Jest też lipowy z nutą spadzi. Gdy kwitnie rzepak, pojawia się również jasny rzepakowy. - Dla mnie wielokwiatowy jest najlepszy. Jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z wielu różnych kwiatów, a to oznacza bogactwo smaków i wartości odżywczych - zwraca uwagę pszczelarz.

I dodaje, że tak naprawdę każdy miód jest dobry pod warunkiem, że pochodzi od pszczelarza, który dba o swoje ule i nie oszczędza na jakości. Niestety, nie brakuje podróbek, zwłaszcza importowanych z Chin. Na pierwszy rzut oka trudno je odróżnić, bo fałszywki potrafią być perfekcyjne. - Można sprawdzić skład w laboratorium, ale jest też inny, niezawodny sposób - dzieci - mówi z uśmiechem nasz rozmówca.

Najmłodsi instynktownie wyczuwają, gdy coś jest nie tak. Oczywiście, nie każdy miód im smakuje, na przykład gryczany często spotyka się z dziecięcą dezaprobatą. - Ale jeśli maluch lubił miód rzepakowy, a nagle mówi "nie", to coś może być na rzeczy - dodaje pszczelarz.

Starsze pokolenie pamięta jeszcze czasy, gdy na sklepowych półkach stał "miód" rodem ze Związku Radzieckiego. - Smakował mi, choć już wtedy miałem dostęp do prawdziwego miodu od dziadka - przyznaje pan Paweł. Dla dzieci tamtych lat sztuczny miód był jak lizak - słodki, lepki i choć niekoniecznie naturalny, to jednak na swój sposób pyszny.

Miejski miód? Czemu nie!

 

Miód z centrum miasta? Brzmi jak eksperyment, ale w rzeczywistości to sprawdzony i bezpieczny produkt. - Miejski miód jest tak samo dobry jak ten z uli na wsi - pszczoły doskonale filtrują zanieczyszczenia - tłumaczy pszczelarz.

Zanim nektar trafi do ula, jest przekazywany między pszczołami. To pierwsza zbieraczka bierze na siebie ewentualne toksyny, a do ula trafia już oczyszczony nektar. Obawy przed ustawianiem uli w mieście są bezpodstawne. - Dziś mamy łagodne rasy pszczół, a regularna wymiana matek sprawia, że owady są mniej agresywne - wyjaśnia nasz rozmówca. Matki też są inne niż kiedyś.

W ciągu doby matka składa 2,5 tys. jajeczek. Jednak jej intensywna produkcja nie trwa wiecznie - po 2-3 latach musi zostać wymieniona, bo jej wydajność spada. Zwykłe robotnice mają jeszcze krótszą karierę - latem żyją jedynie 6 tygodni, zimą trochę dłużej - do 6 miesięcy. Nie ma tu miejsca na słabości.

- Chora pszczoła jest natychmiast usuwana z ula, a zakażone osobniki wynoszone daleko poza pasiekę, by nie rozprzestrzeniać epidemii - wyjaśnia pan Paweł. A co z higieną w ulu? Pszczoły mają na to sposób - propolis, naturalny antybiotyk, którym "dezynfekują" cały ul. - Każda wracająca robotnica przechodzi swoistą kwarantannę na wejściu do ula - śmieje się pszczelarz.

Propolis działa bakteriobójczo, grzybobójczo i wirusobójczo, a jego nazwa pochodzi z greckiego i oznacza "przedmurze miasta". Oprócz propolisu jest jeszcze pyłek pszczeli. - To takie malutkie kuleczki przenoszone na tylnych nogach pszczół. Prawdziwa bomba witaminowa - zachwala. Pyłek wspomaga serce, wątrobę, może też pomóc w profilaktyce prostaty. Ale uwaga! Alergicy powinni skonsultować jego spożycie z lekarzem.

Póź roku nie wystarczy? Rząd przesuwa ważną reformę. 'Będzie z tym bałagan'

Między przyjaźnią, a zagrożeniem

 

Człowiek od wieków odgrywa podwójną rolę wobec pszczół - jest ich sprzymierzeńcem, ale i zagrożeniem. - Z jednej strony wykorzystujemy pszczoły dla własnych korzyści, z drugiej - bez naszej pomocy miałyby marne szanse na przetrwanie - zwraca uwagę Paweł Zamorski. Współczesne choroby rozprzestrzeniają się tak błyskawicznie, że owady nie nadążają z ewolucyjną obroną. Owszem, istnieją bardziej odporne gatunki, ale globalna odporność, jaką pszczoły miały przez 60 milionów lat, bezpowrotnie się skończyła.

Ale ludzie to nie jedyni wrogowie pszczół. Są nimi również szerszenie. - Wystarczy jeden, by wykończyć całą pszczelą rodzinę - mówi pszczelarz. Doskonale z szerszeniami radzą sobie azjatyckie pszczoły, które otaczają go i podgrzewają do temperatury, w której mdleje. Europejskie natomiast próbują żądlić, co kończy się dla nich tragicznie. Na liście zagrożeń są także ptaki. Szczególnie narażone są królowe podczas lotu godowego. - Jeśli padnie ofiarą ptaka, cała kolonia zostanie bez królowej - a to oznacza koniec roju - podkreśla nasz rozmówca. W świecie natury nie ma miejsca na litość. Pszczoły walczą o przetrwanie każdego dnia - zarówno z naturą, jak i z człowiekiem, który jednocześnie je ratuje i naraża.

Legenda polskiego zagłębia milionerów. 'Im bliżej Warszawy, tym domy uboższe'

Zawód, pasja czy styl życia?

 

Bycie pszczelarzem to nie praca na etat, ale sposób na życie, w którym każda pora roku ma swoje wyzwania. W Polsce funkcjonują ogromne pasieki zawodowe, liczące nawet trzy tysiące rodzin pszczelich, ale równie wielu jest hobbystów, którzy "robią to z miłości do pszczół". Sezon pszczelarski rusza wczesną wiosną i trwa do jesieni, a najwięcej pracy przypada na lato. Potem przychodzi czas na miodobranie, leczenie pszczół. Zimą w ulu na pozór niewiele się dzieje, ale pszczelarz nie ma urlopu.

- Trwa czyszczenie ramek, konserwacja sprzętu i sprzedaż miodu. W zawodowych pasiekach nie ma czegoś takiego jak wolne - wyjaśnia pszczelarz. Pszczoły w tym czasie tworzą tzw. kłąb zimowy - zwartą kulę, w której ogrzewają się wzajemnie. - Nie grzeją ula, tak jak my grzejemy dom, tylko grzeją siebie nawzajem. Te z zewnątrz drgają, by się rozgrzać, a potem zamieniają się z tymi w środku - tłumaczy pan Paweł.

Temperatura w kłębie wynosi około 14 stopni Celsjusza, ale gdy matka zaczyna na wiosnę składać jaja, wzrasta do 36 stopni. Wtedy pszczoły zużywają najwięcej pokarmu - a jego brak może oznaczać upadek całej rodziny.

Dawniej wiedza pszczelarska przechodziła z pokolenia na pokolenie. - Ja miałem to szczęście, że mogłem uczyć się od dziadka - podkreśla nasz rozmówca. Dziś można zdobyć ją np. w technikum pszczelarskim w Pszczelej Woli, od doświadczonych pszczelarzy, a także z książek i Internetu. - Trzeba jednak uważać - nie wszystkie źródła są godne zaufania - ostrzega. Pszczelarstwo wymaga wiedzy, cierpliwości i zaangażowania przez cały rok. Ale dla tych, którzy je pokochają, nie jest tylko pracą - staje się sposobem na życie.

Zagadka

 

- Proszę sobie wyobrazić słoik miodu, taki 0,9 litra. I teraz pytanie: ile kwiatów muszą odwiedzić pszczoły, żeby go wypełnić? - stawia pytanie Paweł Zamorski. Można powiedzieć "bardzo dużo". - I to nie będzie zła odpowiedź - śmieje się. - A konkretnie, to od miliona do nawet czterech milionów kwiatów na jeden słoik! - dodaje.

Gdy ktoś zastanawia się, skąd wynika cena miodu, odpowiedź jest prosta - pszczoły wkładają w jego produkcję ogrom pracy. A co więcej, same potrzebują solidnych zapasów. - Jedna rodzina pszczela zjada rocznie aż 90 takich słoików! - podkreśla pszczelarz. Do tego zapylanie. Mówi się, że wartość zapylania przez pszczoły na świecie to około 300 miliardów dolarów rocznie. Gdyby człowiek miał przejąć ich pracę, koszt byłby niewyobrażalny. Pszczoły nie biorą za to nic i jeszcze są okradane z własnego miodu.