,
Obserwuj
Małopolskie

Tyle kosztuje bilet na elektryczny bus nad Morskie Oko. "Turyści chętnie siadali na wozy"

2 min. czytania
05.05.2025 11:08
Zaledwie 40 osób skorzystało z elektrycznych busów w trakcie trzech pierwszych dni majówki na trasie z Zakopanego nad Morskie Oko - poinformowała "Gazeta Wyborcza", powołując się na dane przedstawione przez Tatrzański Park Narodowy. W tym samym czasie, jak podają fiakrzy z Palenicy Białczańskiej, wozy konne przewiozły około tysiąca turystów.
|
|
fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

 

  • W majówkę z elektrycznych busów nad Morskie Oko skorzystało tylko 40 osób, podczas gdy konne fasiągi przewiozły około tysiąca turystów - podała "Gazeta Wyborcza";
  • Transport elektryczny to część pilotażu przed planowaną na 2026 r. reformą ograniczającą użycie koni na trasie. Fiakrzy z wozów konnych mają przesiąść się do e-busów;
  • Trwa spór między zwolennikami tradycyjnych wozów konnych a organizacjami prozwierzęcymi, które wniosły skargę do ETPCz, domagając się ich całkowitego zakazu.

 

Turyści wolą konie od elektrycznych busów. Chodzi o ceny?

Nowa usługa, będąca elementem pilotażu przed planowaną na 2026 rok zmianą systemu transportu w rejonie Morskiego Oka, okazała się mało popularna. Przejazd busem z Zakopanego kosztuje 110 zł w jedną stronę (100 zł przy rezerwacji online), a z Palenicy Białczańskiej - 80 zł. Kurs powrotny z Włosienicy to wydatek 60 zł, a do Zakopanego - 90 zł. Na trasie kursują cztery elektryczne busy, każdy o pojemności 19 osób. Zakup pojazdów sfinansowano z rządowej dotacji w wysokości 3,2 mln zł.

"Ich celem nie jest masowy przewóz turystów, lecz oferowanie usługi, która pozwala lepiej poznać i zrozumieć przyrodę Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak zawsze zachęcamy jednak do wędrowania po Tatrach" - powiedział "Gazecie Wyborczej" dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski.

'Młot pneumatyczny' w Bałtyku. Eksperci biją na alarm

Znacznie większym zainteresowaniem cieszyły się konne fasiągi. "Turyści chętnie siadali na wozy. Na Palenicy Białczańskiej tworzyła się długa, nawet 200-osobowa kolejka oczekujących na wyjazd" - relacjonował Władysław Nowobilski, szef stowarzyszenia przewoźników konnych. Cena przejazdu wynosiła 90 zł od osoby.

Idzie rewolucja na trasie do Morskiego Oka. Wojewoda sceptyczny

Transport elektryczny to element kompromisu zawartego wiosną 2023 r. pomiędzy Ministerstwem Klimatu i Środowiska, TPN, fiakrami i organizacjami ekologicznymi. Zgodnie z porozumieniem, od 2026 roku konie mają wozić turystów jedynie na 2,7-kilometrowym odcinku Palenica Białczańska - Wodogrzmoty Mickiewicza, a dalszy transport ma odbywać się wyłącznie busami.

Po Agacie zostały kolczyki. 'Chyba to przeraziło mnie najbardziej'

Nie wszyscy popierają tę zmianę. "Polacy chcą koni w Tatrach. Wiedzą, że nasze zwierzęta są silne, zadbane i dobrze przygotowane" - komentował w rozmowie z "Wyborczą" Nowobilski. Podobnego zdania jest wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar (Polskie Stronnictwo Ludowe). "Nie dostrzegam tutaj, by dobrostan zwierząt był w jakikolwiek sposób naruszony. Ci ludzie powinni mieć prawo do pracy na tej ziemi" - ocenił samorządowiec.

Tymczasem organizacje prozwierzęce domagają się całkowitego zakazu używania koni na tej trasie. Po wyczerpaniu krajowych środków prawnych, Fundacja Viva złożyła skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W ramach ubiegłorocznego porozumienia ustalono m.in. wydłużenie odpoczynku koni, dodatkowe kontrole weterynaryjne, ograniczenie liczby pasażerów na wozie oraz zalecenia dotyczące podkuwania zwierząt.

Posłuchaj: