Jest wyrok w sprawie kontrowersyjnego listu. Sąd: Nie ma miejsca na sianie nienawiści
Autorzy listu przekonywali, że edukacja antydyskryminacyjna jest czymś szkodliwym. "Chcielibyśmy Państwa ostrzec przed wprowadzeniem takiej edukacji i związanego z nią kodeksu równego traktowania. Pod szlachetnie brzmiącą nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów LGBTQ odrzucających wszelkie normy społeczne w sferze seksualności" - można było przeczytać w dokumencie, który opisywaliśmy już na Tokfm.pl.
W liście znalazło się też ściągnięte z internetu zdjęcie Marty Konarzewskiej - scenarzystki i byłej nauczycielki - wraz z informacjami o tym, kim jest. - Ktoś mi podesłał treść tego listu na Facebooku. To był dla mnie szok. Strasznie nieprzyjemne jest zobaczyć siebie z czarnym paskiem na oczach, jak przestępcę, a jednocześnie zdjęcie było podpisane imieniem i nazwiskiem - opowiadała w TOK FM Konarzewska. Poszła z tą sprawą do sądu.
Proces dotyczył naruszenia jej dóbr osobistych. Chodziło m.in. o dobre imię czy wizerunek. Sąd w pierwszej instancji przyznał jej rację i nakazał przeprosiny. Ale Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza się odwołało.
"Zarzuty wręcz absurdalne"
Właśnie zapadł wyrok przed Sądem Apelacyjnym, czyli już prawomocny, w drugiej instancji. Sąd oddalił apelację stowarzyszenia. "Zarzuty pozwanego są wręcz absurdalne. Edukacja antydyskryminacyjna nie może zmienić orientacji seksualnej" - można było usłyszeć w uzasadnieniu wyroku. Sąd potwierdził, że umieszczenie zdjęcia i danych Marty Konarzewskiej w rozesłanym do szkół liście naruszyło jej godność. Jak informuje Kampania Przeciw Homofobii, sąd zwrócił też uwagę na fakt, że orientacja psychoseksualna jest wrodzona i nie można jej zmienić działaniami edukacyjnymi.
- Sąd potwierdził nasze stanowisko, że doszło do bezprawnego naruszenia czci powódki, a w debacie publicznej nie ma miejsca na - jak określił sąd - sianie nienawiści. Sąd odwołał się do zakazu dyskryminacji wynikającego z Karty Praw Podstawowych i przypomniał stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, że hetero-, homo- czy biseksualność są prawidłowymi i równymi orientacjami seksualnymi - mówi radca prawny Jakub Turski, który prowadził sprawę pro bono w ramach Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.
Towarzystwo było uczestnikiem postępowania i wspierało Martę Konarzewską. - Prowadząc od lat edukację antydyskryminacyjną mamy świadomość, jak poważne konsekwencje społeczne powoduje jej brak, stąd nasza obecność w postępowaniu - mówi mecenas Karolina Kędziora, prezeska Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. I dodaje, że orzeczenia sądów pierwszej i drugiej instancji potwierdziły, że szkoła jest właściwym miejscem do prowadzenia edukacji antydyskryminacyjnej.
Jaka jest treść wyroku?
Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych ma usunąć kontrowersyjny list ze swojej strony internetowej, zaniechać naruszania dóbr Marty Konarzewskiej i umieścić w sieci skierowane do niej przeprosiny. Ma również zapłacić pani Marcie zadośćuczynienie (powódka wnosiła o 5 tysięcy zł).
Organizacje początkowo próbowały załatwić sprawę polubownie, ale Stowarzyszenie nie chciało przerwać publikacji listu, a w sprawę zaangażowali się prawnicy związani z Ordo Iuris. "Ostatecznie sprawa trafiła do sądu, co było możliwe dzięki zbiórce publicznej i kwocie 17.200 zł zebranej z wpłat 354 osób w zaledwie 72 godziny" - czytamy na stronie Kampanii Przeciw Homofobii. Cały proces ciągnął się trzy lata.
Przedstawiciele organizacji pozarządowych przekonują, że wyrok - który jest już jest prawomocny - ma szansę stać się przełomowym dla losów edukacji antydyskryminacyjnej w Polsce.