,
Obserwuj
Mazowieckie

Zostawiła dzieci w rozgrzanym aucie, żeby pójść do solarium. "Była zdziwiona interwencją"

PAP, tokfm.pl
3 min. czytania
21.08.2023 10:37
Policjanci z Białołęki zatrzymali 40-latka, który na prawie godzinę zostawił swojego 8-miesięcznego synka w nagrzanym samochodzie. Odwodnione niemowlę trafiło do szpitala. W Płocku natomiast kobieta zostawiła dwoje dzieci w aucie - zaparkowanym w miejscu niedozwolonym - i poszła do solarium.
|
|
fot. shutterstock.com/ Sara Sanchez PHOTO.

W sprawie 8-miesięcznego chłopca z warszawskiej Białołęki alarm wszczęli przechodnie. - Jeden z nich usłyszał płacz małego dziecka dobiegający z zaparkowanego na końcu drogi osiedlowej samochodu. Pojazd miał wyłączony silnik. W środku nie było żadnej dorosłej osoby, a szyby w przednich drzwiach były uchylone na kilka centymetrów - relacjonowała Paulina Onyszko, rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Do zdarzenia, jak dodała, doszło w czwartek po godzinie 18, przy ulicy Marywilskiej.

- Mężczyzna zauważył, że na tylnym siedzeniu znajduje się fotelik, a w nim zapłakane i spocone dziecko. Po chwili do pojazdu podeszły inne osoby. Jedna z kobiet zdołała wsunąć rękę przez uchylone okno i otworzyć drzwi - opisywała dalej Onyszko. Dodała, że ponieważ dziecko było bez opieki, świadkowie poinformowali o tym policję.

- Temperatura na zewnątrz wynosiła około 35 stopni. Było duszno i parno. Samochód stał w nasłonecznionym miejscu, wewnątrz nie było żadnego cienia - zaznaczyła komisarz.

Po przyjeździe na miejsce policjanci wezwali pogotowie. Funkcjonariusze próbowali też ustalić rodziców 8-miesięcznego chłopca, jednak nikt ze świadków nie widział nikogo w pobliżu auta. - Po sprawdzeniu pojazdu w bazie danych policjanci ustalili jego właściciela. Próbowali telefonicznie się z nim skontaktować, jednak bezskutecznie - przekazała.

Pijany ojciec jechał z dwójką dzieci. Stracił panowanie nad autem i dachował. 'To cud, że nie doszło do tragedii'

Dziecko trafiło do szpitala

- Ratownicy medyczni stwierdzili, że dziecko ma objawy odwodnienia. Zdecydowali, że musi trafić do szpitala. Na miejscu, po badaniu okazało się, że dziecko faktycznie było odwodnione. Lekarz zdecydował, że chłopczyk musi zostać na obserwacji - wskazała.

Po około 50 minutach, kilkanaście minut po godzinie 19, do samochodu podbiegł zdenerwowany mężczyzna. Jak się okazało, był to ojciec dziecka. - 40-latek tłumaczył powody pozostawienia synka w samochodzie. Chwilę po nim zjawiła się również matka dziecka - podkreśliła Onyszko.

40-latek - tłumacząc się policjantom - powiedział, że w bloku, obok którego zaparkował, załatwiał sprawę służbową. - Policjanci zatrzymali 40-letniego ojca do czasu wyjaśnienia sprawy. Dalej czynności w tej sprawie prowadzili dochodzeniowcy. Następnego dnia przesłuchali oni matkę dziecka - zaznaczyła.

Po zatrzymaniu policjanci przedstawili 40-latkowi zarzut dotyczący narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W sprawie przesłuchana została również matka chłopczyka. - Funkcjonariusze z wydziału ds. nieletnich i patologii wszczęli postępowanie opiekuńcze i powiadomili sąd rodzinny i nieletnich - dodała komisarz Paulina Onyszko. Za zarzucany czyn 40-latkowi może grozić od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Poszła do solarium, zostawiła dzieci w aucie

Do podobnej sytuacji doszło w Płocku. 36-latka zostawiła w rozgrzanym samochodzie dwójkę dzieci w wieku 10 lat i 9 miesięcy. Auto, zaparkowane w miejscu niedozwolonym, zauważył patrol Straży Miejskiej. - Kiedy funkcjonariuszki podeszły do auta, siedzący w nim chłopiec oświadczył, że mama poszła do solarium. On ma lat 10, a jego siostrzyczka 9 miesięcy. W aucie co prawda były opuszczone szyby, ale i tak w jego wnętrzu było gorąco - opowiadała rzeczniczka płockiej Straży Miejskiej Jolanta Głowacka.

Jak dodała, wkrótce do patrolu podeszła kobieta, która oświadczyła, że to ona zostawiła dzieci w samochodzie, aby "pójść do solarium na zaledwie, jak podkreśliła, osiem minut". - Kobieta była zdziwiona interwencją strażniczek - zaznaczyła rzeczniczka płockiej Straży Miejskiej.

Wspomniała jednocześnie, że "oprócz pozostawienia dzieci samych w nagrzanym aucie, 36-latka zostawiła również kluczyki w stacyjce pojazdu", a ponadto "żeby mieć bliżej do solarium, zaparkowała auto na zakazie zatrzymywania, w odległości mniejszej niż dziesięć metrów od skrzyżowania i w odległości mniejszej niż dziesięć metrów od przejścia dla pieszych".

- Teraz odpowiednia dokumentacja trafi do wydziału rodzinnego i nieletnich Sądu Rejonowego, który oceni czy 36-latka dopuściła do przebywania dwójki dzieci w okolicznościach niebezpiecznych dla ich zdrowia - zapowiedziała Głowacka.

I dodała: "zadziwiające, że mimo wielu medialnych komunikatów, kobieta postąpiła tak niefrasobliwie i zostawiła dwoje dzieci w nagrzanym samochodzie".