Przyjechały na Mazowsze poszukać spokoju. "Problemem może okazać się nawet przelatujący samolot"
Wakacje dla 100 ukraińskich dzieci organizowane są w ramach akcji "Mazowsze dla Ukrainy". W ciągu dwóch tygodni goście zza wschodniej granicy zwiedzą najciekawsze atrakcje województwa. W planach jest między innymi Warszawa, park wodny Suntago, Kampinoski Park Narodowy i zoo w Płocku. W wolnych chwilach mają odbywać się też warsztaty, zabawy i zwyczajny wypoczynek. Bazą noclegową jest park rozrywki w podwarszawskim Julinku.
- Głównym celem naszej akcji jest zadbanie o najmłodszych, którzy zostali dotknięci traumą wojny. Oni nie mogą wypocząć w normalnych warunkach, tak jak to robią inne dzieci. Robimy to po to, by mogły wrócić do świata dziecięcej beztroski - mówi TOK FM prezeska Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej i współorganizatorka wyjazdu Izabela Stelmańska.
Trudne wspomnienia
Na Mazowsze przyjechały dzieci w wieku od 8 do 15 lat. Pochodzą z czterech ukraińskich obwodów - w tym tych bezpośrednio dotkniętych działaniami wojennymi. Opieka nad taką grupą jest dużym wyzwaniem. Problemem może okazać się nawet przelatujący samolot.
- Na bazę noclegową wybraliśmy Julinek. Ośrodek jest otoczony lasem, a to miało się wiązać ze spokojem. W czasie pierwszej edycji nie wzięliśmy jednak pod uwagę, że nad Julinkiem przebiega droga podejścia samolotów do lotniska w Modlinie. Zauważyliśmy bardzo nerwowe reakcje u dzieci w momencie, gdy nieopodal ośrodka przelatywał samolot. One po prostu się bały, szukały schronienia - wspomina prezeska MROT. - Teraz wyciągnęliśmy wnioski i wcześniej ostrzegamy dzieci, że może dojść do takiej sytuacji. Co ciekawe, w przypadku pierwszej grupy, już po kilku dniach widzieliśmy, że dzieci powoli zaczęły się uspokajać i przestały postrzegać nadlatujący samolot jako śmiertelne zagrożenie. To budujące na przyszłość - dodaje.
Izabela Stelmańska wspomina też o sytuacji, w której część grupy, przed zakwaterowaniem, musiała zaczekać na zwolnienie pokojów. Jedna z dziewczynek, której rodzinny dom został zniszczony w trakcie wojny, wpadła w panikę. - Od razu pojawiła się u niej niepewność, że po raz kolejny pozostała bez niczego, że nie ma już dla niej miejsca. Niestety spotykamy się z tego typu traumami - mówi Stelmańska.
Zdarzają się też jeszcze trudniejsze momenty. Tak było w przypadku wcześniejszej grupy z Ukrainy. W trakcie wypoczynku jeden z młodych uczestników dowiedział się, że jego ojciec zginął na froncie.
- Musimy być i jesteśmy przygotowani na takie sytuacje. Przygotowani na to są też ukraińscy opiekunowie, którzy przyjeżdżają razem z wychowankami. Zresztą, niestety te dzieci też są już w jakiś sposób przyzwyczajone, że takie sytuacje, po prostu, mogą się wydarzyć - przyznaje współorganizatorka akcji.
Dzieci z Ukrainy pozostaną na Mazowszu przez dwa tygodnie. Koszt ich wypoczynku pokrywa Mazowiecka Regionalna Organizacja Turystyczna.