Zabrała uczniów na "Zieloną granicę", a potem zaprosiła aktywistkę. "To nie jest film polityczny"
Wawerska Szkoła Realna to prywatne liceum ogólnokształcące znajdujące się w warszawskiej dzielnicy Wawer. Uczy się w nim około 150 osób. Nazwa 'realna' - jak czytamy na stronie placówki - nawiązuje do powstałych w XVIII wieku szkół realnych, które kładły nacisk na nauczanie w dziedzinach praktycznych, mających się przydać uczniom w życiu, w dodatku wdrażanych w sposób interesujący i angażujący.
Dyrektorka liceum Aleksandra Drozd zaznacza, że Wawerska Szkoła Realna jest 'otwarta i tolerancyjna'. Dlatego, jak mówi, zależało jej, by uczniowie zobaczyli 'Zieloną granicę' Agnieszki Holland i wyrobili sobie na temat filmu własne zdanie. W tym celu zorganizowała młodzieży wspólną wycieczkę do kina.
- Dla mnie to film o człowieczeństwie, który nie jest polityczny - wskazuje w rozmowie z TOK FM dyrektorka. Przyznaje, że część rodziców miała wątpliwości. Niektórzy nie puścili swoich dzieci do kina. - Bardzo tego żałuję. Uważam, że każdy powinien to zobaczyć - twierdzi. - W naszej szkole też o to właśnie chodzi, by młodzież potrafiła samodzielnie myśleć i podejmować decyzje na podstawie tego, co zobaczy czy przeczyta. Zależy nam, by nie powielali czyichś schematów - wyjaśnia dalej Drozd.
Zaraz po filmie zorganizowała młodzieży spotkanie z pedagogiem i psychologiem. - Emocje na pewno były duże, ale nikt z sali kinowej nie wyszedł. Daliśmy uczniom możliwość wypowiedzenia się w anonimowych ankietach. Większości się ten film bardzo podobał. Pojedyncze osoby pisały, że był nudny, ale nie ze względu na treść, lecz na czarno-białą formułę. Pisali, że są przyzwyczajeni do innego rodzaju obrazu - opowiada dyrektorka szkoły.
O filmie 'Zielona granica' rozmawialiśmy też długo z samymi uczniami. Wielu z nich przyznało, że dzięki produkcji Agnieszki Holland zobaczyli, co dzieje się na Podlasiu, bo z mediów docierały do nich jedyne szczątkowe informacje. - Zobaczyliśmy tu konkretne cierpienie i dramaty rodzin, które szukają lepszego życia albo uciekają przed wojną. Dużo z tego filmu wyniosłem - mówi Maks. Nie ukrywa też, że u wielu kolegów i koleżanek widział łzy wzruszenia.
- 'Zielona granica' to film, który zostaje z człowiekiem. To zderzenie z rzeczywistością, która nadal dzieje się na Podlasiu. Wiele osób nie ma o tym pojęcia. Niektóre media o tym mówiły, ale w części z nich był to temat przemilczany. Tu można zobaczyć, jak to wyglądało - dopowiada Lola, inna z uczennic. - Absolutnie nie zgadzam się ze słowami, że to antypolski film. To obraz, który wspiera prawa człowieka i po prostu pokazuje rzeczywistość z polsko-białoruskiej granicy. Nie jest łatwy, ale warto było go zobaczyć - przekonuje.
Ziobro ma zakaz wypowiadania się o Agnieszce Holland i 'Zielonej granicy'. Jest decyzja sądu
Od Kaja słyszymy, że kiedy po filmie wracał z koleżanką do domu, szli w milczeniu. - Bo takie to na nas zrobiło wrażenie - stwierdza. - Choć staram się śledzić informacje z granicy, to jednak wszystkie te sceny [w filmie] były dla mnie bardzo emocjonalne. Uważam, że 'Zielona granica' jest pewną wiadomością dla ludzi, którzy niekoniecznie są w temacie, by ich uświadomić. Mówienie, że nie warto na ten film iść, że to się nie dzieje, jest po prostu głupie - stwierdza uczeń.
Krzysztof z kolei przyznaje, że przed projekcją nie zdawał sobie sprawy z tego, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy, nie śledził zbyt wielu informacji na ten temat. Dlatego, jak mówi, 'Zielona granica' bardzo go zaskoczyła. - Nie spodziewałem się też wielu decyzji funkcjonariuszy, których widzimy na filmie. Myślałem, że będą jednak pomagać uchodźcom - dodaje.
- Dużo naszych kolegów i koleżanek mówiło, że byli wzruszeni, że ten film ich poruszył. Mnie też. Ten obraz daje do myślenia, by bardziej doceniać to, co mamy - podsumowuje licealistka Laura.
Po filmie zorganizowano uczniom również spotkanie z mieszkanką Podlasia - aktywistką Grupy Granica. Katarzyna Wappa opowiadała młodzieży m.in. o tym, kogo sama w czasie interwencji spotykała w lasach i jak pomagała takim ludziom. W trakcie spotkania widać było, jak zmieniały się emocje uczniów. Część z nich początkowo wydawała się znudzona, ale z czasem nabierała zainteresowania, a potem zadawała liczne pytania.
- Jeśli myślicie, że niektóre sceny z filmu są nierealne albo zbyt brutalne, to tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Gdyby zebrać wszystkie historie z granicy, rzeczywistość okazałaby się o wiele bardziej brutalna i nieprawdopodobna niż to, co widzieliście - mówiła na spotkaniu Wappa. Przyznała, że na produkcję Holland bardzo czekała. - Bo temat jest mi bliski. Byłam szczęśliwa, że prapremiera tego filmu miała miejsce w Puszczy Białowieskiej. Spotkaliśmy się w stodole, na skraju lasu. Siedzieliśmy tam z grupą przyjaciół, którzy pomagali na granicy i dalej pomagają. Była z nami również Agnieszka Holland - opowiadała uczniom Wappa.
FILM Z AKTYWISTAMI NA PODLASIU OGLĄDAŁ REPORTER TOK FM JAKUB MEDEK. JEGO RELACJĘ MOŻNA ZNALEŹĆ TU
Młodzież pytała m.in., o to, dlaczego migranci i migrantki próbowali przedostać się do Polski przez lasy, a nie legalnie, na granicy. Uczniów bardzo interesowała też postawa służb - dopytywali o funkcjonariuszy: czy byli bezwzględni, czy zdarzali się jednak i tacy, którzy 'okazywali ludzkie serce'. - To bardzo ważne, aby pamiętać, że wszędzie ludzie są różni. Stereotypy krzywdzą. Zdarzali się policjanci, którzy mówili: 'Dobrze, możecie dać im te buty, ale zróbcie to szybko, bo zaraz przyjadą kolejne służby, które wam na to nie pozwolą' - mówiła Wappa.
Ale, jak dodała, były też osoby wulgarne, które bezwzględnie nie zezwalały na żadną pomoc. - To wszystko powodowało duże uczucie strachu. Nigdy nie mieliśmy pewności, na kogo trafimy. Co prawda w państwie prawo nie powinno być pisane na kolanie, choć my na Podlasiu często mieliśmy wrażenie, że właśnie tak to wygląda - podsumowała przedstawicielka Grupy Granica.