Jest pierwsze prawomocne uniewinnienie w sprawie Tęczowej Nocy. "Czuję ulgę, wdzięczność i nadzieję"
Chodzi o wydarzenia z 7 sierpnia 2020 roku, określane jako Tęczowa Noc. To wtedy, po zatrzymaniu Margot - aktywistki Kolektywu Stop Bzdurom, na ulice wyszli ci, którzy chcieli ją wesprzeć i wyrazić solidarność. Policja zatrzymała wówczas 49 osób. Większość ostatecznie nie dostała zarzutów, ale wobec sześciu skierowano do sądu akty oskarżenia. Postawiono im zarzuty udziału w zbiegowisku czy 'gwałtownego zamachu na mienie'.
Jedna z tych spraw dotyczyła dwóch zatrzymanych wtedy osób. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał właśnie w mocy rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji, czyli Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia, o którym pisaliśmy kilka miesięcy temu na naszym portalu. Jedną z uniewinnionych jest młoda dziewczyna, która siedziała na bruku przed samochodem, w którym znajdowała się Margot. - Zosia wykrzykiwała swoją złość na sytuację, w jakiej znalazły się osoby LGBT i uczestniczyła aktywnie w tym zgromadzeniu właśnie w taki sposób - mówiła w TOK FM jej adwokatka, mecenas Agata Bzdyń.
Kurator chce rozliczać szkoły z Tęczowego Piątku? 'Pismo bardzo napastliwe'
Rozpoznając sprawę dotyczącą wydarzeń z Tęczowej Nocy, Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że nie ma podstaw do uwzględnienia apelacji prokuratury od wyroku uniewinniającego z pierwszej instancji. Sąd podkreślił, że 7 sierpnia 2020 roku nie doszło do żadnego zbiegowiska, czy 'nielegalnego zgromadzenia', lecz do pokojowego manifestowania poglądów. - Sąd już prawomocnie uznał, że nie można ścigać osób wyrażających swoje poglądy, osób z grupy mniejszościowej, systemowo dyskryminowanej, które właśnie przeciwko tej dyskryminacji zdecydowały się wystąpić - informuje mecenas Agata Bzdyń.
Sama uniewinniona odniosła się do sprawy w poście na Facebooku. "Nie ukrywam, najbardziej cieszy mnie po prostu, że ta sprawa się kończy. Podtrzymywała niepokój, strach i wyrzuty sumienia, bo ktoś nad tym pracuje, poświęca czas na obronę, ktoś się martwi. Ale ponadto cieszy mnie uzasadnienie, znów jasno i bezpardonowo podkreślające prawo do obrony własnych praw, zdecydowanie opowiadające się po stronie osób doświadczających dyskryminacji. Bo to wcale nie jest dziś oczywiste" - napisała pani Zofia.
- Zosia nie robiła nic innego, tylko siedziała przed tym samochodem. Prokuratura uznała jednak, że do postawienia zarzutów wystarczy sam fakt, że inne osoby dopuszczały się np. zamachu na mienie. W tym przypadku nie chodziło o jakiś indywidualny akt wandalizmu czy indywidualne działania tej konkretnej osoby, ale o udział w zgromadzeniu, które samo w sobie miało taki cel - mówiła w TOK FM mecenas Agata Bzdyń. Sądy obu instancji były jednak innego zdania.
Przypomnijmy krótko całą sprawę - Margot to osoba niebinarna. Została aresztowana, bo - zdaniem śledczych - "wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami" uszkodziła samochód należący do Fundacji Pro - Prawo do życia. Miała m.in. przeciąć opony i plandekę, urwać lusterko i tablicę rejestracyjną.
Ona sama - w książce Marcina Dzierżanowskiego 'To jest także nasz Chrystus' - tłumaczyła: "To żenujące, ale jakoś tak mam, że wszystkie akcje, które mi się publicznie przypisuje, akurat robił ktoś inny (...). Nie inaczej jest w tym przypadku. Tymczasem zostałam oskarżona o zniszczenie mienia, udział w zbiegowisku, naruszenie nietykalności, rozbój i chyba jeszcze coś. A tego dnia po prostu stałam pod własnym domem i patrzyłam, jak inne osoby robią z furgonetką coś, czego my jako Stop Bzdurom nie osiągnęłyśmy".
Margot oskarżona o zniszczenie mienia fundacji pro-life. Grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności