''Czuliśmy się podludźmi". Anu Czerwiński o sytuacji osób LGBTQ
Anu Czerwiński mieszka i pracuje w Warszawie. Jest reżyserem filmów dokumentalnych i przedstawicielem społeczności LGBTQ. Przyznaje, że ostatnie lata były dla jego środowiska bardzo trudne. - Czuliśmy się podludźmi. W ustach polityków prawicy byliśmy wymieniani wyłącznie jako kula armatnia. Mam nadzieję, że ten mroczny czas się skończył. Że nie będzie już można w telewizji, na wiecach czy spotkaniach partyjnych używać nas jako argumentu politycznego - mówi.
Z jednej strony wierzy, że po wyborach atmosfera wokół tęczowej społeczności będzie inna. Z drugiej wspomina, że ze strony polityków demokratycznej większości również dało się już usłyszeć, że potrzeby takich osób jak on to temat "światopoglądowy". - Dla mnie to ogromny cios, bo moje życie i moje prawo do samostanowienia, do zakładania rodziny, do prywatności, to nie jest żadna kwestia światopoglądowa - twierdzi.
Bardzo krytycznie wypowiada się na temat ostatnich wydarzeń w Sejmie. 28 listopada poseł Konfederacji Grzegorz Braun wypowiadał z mównicy homofobiczne teksty pod adresem osób LGBTQ. Mówił o nich jako o "dewiantach" i "pederastach", którzy "folgują swoim zachciankom". Wskazał, że służyć temu mają tęczowe piątki w szkołach, a także "parady równości, czyli manifestacje sodomitów na ulicach naszych miast". Marszałek Szymon Hołownia reagował, ale jednocześnie godził się na kontynuowanie wypowiedzi. Nie przerwał homofobicznej mowy nienawiści.
Braun z wyłączonym mikrofonem. Znów bredził o in vitro. Będzie wniosek do komisji etyki
Anu Czerwiński przyznaje, iż zdaje sobie sprawę, że wszystkiego nie da się zmienić z dnia na dzień, ale pierwsze kroki muszą być podjęte natychmiast. Wymienia tu właśnie zerwanie z mową nienawiści wobec osób transpłciowych, gejów czy lesbijek.
- Jestem świadomy, że w obecnej sytuacji politycznej w wielu kwestiach musimy czekać, aż zmieni się prezydent, który nie będzie wetował ustaw. Czekamy na to bardzo. Wielu z nas jest już na granicy wytrzymałości, kiedy w końcu będziemy mogli wziąć ślub czy w sposób humanitarny uzgodnić płeć w przypadku osób transpłciowych - dodaje gość TOK FM.
Zrobił film o transpłciowych nastolatkach
By pokazać dramatyczną codzienność młodych osób ze społeczności LGBTQ w Polsce, Anu współtworzył dostępny na Netfliksie film "We are perfect". To opowieść o życiu, o ukrywaniu się przed bliskimi, o bólu i strachu, ale też nadziei. - Obejrzałam, miałam łzy w oczach. To tak bardzo mi bliskie. Nie mam wątpliwości, że ten film powinni obejrzeć wszyscy rodzice w Polsce. Nieważne, czy mają transpłciowe dziecko, czy też nie. Nigdy nie wiemy, co nas w życiu czeka - mówi nam mama transpłciowego Alexa.
'Jesteśmy pierwszą taką rodziną. Nie ukrywamy, że mamy transpłciowego syna'
- Film "We are perfect" powstał przy okazji castingu do innego filmu, fabularnego. Młodzi ludzie LGBT przyszli, by o sobie opowiedzieć. A że wszystko nagrywaliśmy, uznaliśmy, że musimy to pokazać. Od castingu do filmu dokumentalnego minęły dwa lata. Skupiliśmy się na historii pięciu młodych osób. Zależało nam, by pokazać, że osoby trans są bardzo różne, na naszej tęczy siedzą w bardzo różnych miejscach - opowiada Anu. - Chcieliśmy też pokazać te dzieciaki, tych nastolatków, którzy nie boją się mówić o swojej transpłciowości, bo w naszych oczach to jest znak tego pokolenia. Jeden z naszych bohaterów - na filmie, na żywo, robi coming out przed rodzicami. Bardzo mu na tym zależało. Staraliśmy się w tym pomóc, wesprzeć go - opowiada reżyser.
Anu pracował też z Małgorzatą Szumowską i Michałem Englertem przy filmie "Kobieta Z'' jako asystent reżysera. - Oprócz biegania po planie, pomagania, spinania różnych kwestii, były też konsultacje scenariuszowe, w których starałem się pomagać aktorom. Podsuwałem im niektóre emocje, które osoby trans przeżywają. Bo "Kobieta Z'' to historia dojrzałej, transpłciowej kobiety, która od lat '80 po dziś, wraz ze zmieniającą się Polską, zmienia też siebie samą - opowiada Czerwiński.
Pamięta m.in. jedną ze scen z główną bohaterką graną przez Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik. Kobieta jest u lekarza, przechodzi wywiad dotyczący jej preferencji seksualnych, pokazywane są jej okropne pornograficzne zdjęcia, a ona odpowiada lekarzowi na pytania. - Uznałem, że to tak nie wygląda. Cała ta procedura urąga godności nas - osób transpłciowych. Dlatego zasugerowałem, aby bohaterka się zbuntowała i zapytała, czy musi odpowiadać na te pytania. To było dla mnie ważne, by ta scena, podobnie jak inne w filmie, były prawdziwe. I w mojej ocenie są - wspomina nasz rozmówca.