advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

"Jesteśmy pierwszą taką rodziną. Nie ukrywamy, że mamy transpłciowego syna"

5 min. czytania
25.11.2023 09:00
Max poczuł, że jest chłopcem, gdy miał 11 lat. Nie znał terminu "transpłciowość". Bliskim mówił po prostu o tym, co czuje. Miał szczęście, bo rodzice od początku go wspierali, choć w małej miejscowości nie było to łatwe. - Pierwszy raz zapytał nas, czy może biegać bez koszulki - wspomina w rozmowie z nami matka chłopca.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Max ma 17 lat. Mieszka w malutkiej miejscowości pod Lublinem. Jego wielką pasją są motocykle, których - jak mówi - chciałby mieć kilka. Marzy też o tym, by w przyszłości się zakochać i stworzyć mądry, ciepły związek - taki jak stworzyli jego rodzice. - Oni są dla mnie wzorem. Są ze sobą tyle lat, świetnie się rozumieją i dogadują. Są dla siebie ogromnym wsparciem - mówi nam Max. Jego mama jest psycholożką, tata - lekarzem. Ma młodszą siostrę Nadię. 

Małe kroki na początek

Wszystko zaczęło się na wakacjach, gdy Max miał 11 lat. - Byliśmy w górach. Powiedziałem rodzicom, że nie chcę dłużej być dziewczyną i ubierać się w dziewczęce ubrania. Byłem jeszcze dzieckiem. Nie znałem terminu "transpłciowość". Nie wiedziałem, że coś takiego jest. Ale powiedziałem rodzicom, co czuję i od początku miałem ich wsparcie - opowiada.

- Pamiętam, że zapytał nas, czy może biegać bez koszulki. Mieliśmy chwilę zawahania, jak to odbiorą inni, ale pozwoliliśmy mu. Dopiero później, małymi krokami, zaczęliśmy rozumieć, z czym mamy do czynienia. Potem były kolejne kroki. Max, idąc do szkoły, zakupy chciał robić na dziale męskim. Zależało mu też, by kupić bokserki - opowiada pani Iza, mama Maxa. I dodaje, że z czasem poprosił, by zmienić zaimki i nazywać go imieniem męskim. - To był proces, to się nie stało z dnia na dzień. Dziś nazywamy to "tęczową przygodą", w którą wspólnie weszliśmy - dodaje pani Iza. 

Wielu rodziców transpłciowych nastolatków nie akceptuje ich tożsamości płciowej. Bywa, że dzieci są wyrzucane z domów. Próbuje się im wmawiać, że to tylko widzimisię czy chwilowy kaprys. W rodzinie Maxa było zupełnie inaczej. Rodzice - choć mieszkają w małej miejscowości - od początku byli pewni, że muszą podążać za swoim dzieckiem.

- Dla nas był to proces edukacyjny. Nie wiedzieliśmy za wiele o transpłciowości, ale zaczęliśmy zgłębiać temat, czytać książki naukowe z zakresu psychologii czy seksuologii. To pomogło nam zrozumieć, co się dzieje, ale też dało nam siłę, by pomóc Maxowi zrozumieć, jaki proces on przechodzi - mówi tata, pan Marcin. 

'Podczas spowiedzi przyznałem, że jestem osobą homoseksualną. Ksiądz powiedział, że wolałby być psem niż moją duszą'

Nasi rozmówcy nie kryją, że mieli mnóstwo stresujących momentów. Mówili sobie jednak, że w małej miejscowości "przecierają pewne szlaki". - Bo jesteśmy pierwszą taką rodziną, w której żyjemy w sposób jawny. Nie ukrywamy, że mamy transpłciowego syna, że bardzo go kochamy, wspieramy, nie damy mu zrobić krzywdy - podkreśla pani Iza. 

Jeśli chodzi o reakcję otoczenia - bywało różnie. Mama Maxa wspomina, że zwłaszcza na początku były momenty trudne, np. gdy od części znajomych czy rodziny słyszała, że tożsamość Maxa to "fanaberia". - Zdarzało mi się wtedy nie wytrzymywać, wybuchałam. Ale z czasem zdałam sobie sprawę, że to nie jest metoda. Że swoją agresją nie różnię się od osób nieakceptujących Maxa. Zmieniłam podejście - opowiada nasza rozmówczyni.

Zamiast krzyczeć, zaczęła rozmawiać, tłumaczyć, powołując się też na różne badania naukowe. - Poczułam, że pewnym osobom muszę dać czas. Niektórzy zmienili podejście. Zrozumieli, że inna tożsamość Maxa na co dzień niewiele zmienia, bo przecież on jest takim samym człowiekiem. Natomiast inne relacje - tam gdzie tego zrozumienia nie było - z czasem wygasły. Bywało, że odwiedzali nas znajomi, siedzieliśmy przy wspólnym stole, a oni mieli problem, by w ogóle się do Maxa odezwać, już nawet nie mówiąc o użyciu właściwego imienia - opowiada dalej pani Iza. 

'Słyszałam, że jestem 'transition goals''. W miejscu publicznym nie patrzę w górę' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Max przyznaje, że ciężko bywało mu w szkole. Jak mówi, nie wszyscy nauczyciele go rozumieli. Nie każdy chciał się do niego zwracać imieniem i zaimkami męskimi. Niektórzy uznawali, że skoro w dzienniku lekcyjnym wciąż jest zapisany jako dziewczyna, to nie ma podstaw, by to zmieniać. Podobnie bywało z rówieśnikami.

- Sytuacja zmieniła się nieco po tym, jak moi rodzice zaprosili do szkoły seksuologa. Wiele osób zaczęło wtedy rozumieć, że boli mnie to, gdy zwracają się do mnie imieniem żeńskim. Że bardzo mi zależy, by akceptowali moje imię i moją tożsamość - mówi Max. Nie kryje, że cała sytuacja spowodowała problemy emocjonalne i ostateczne przejście na edukację domową, do Szkoły w Chmurze. Rodzice podkreślają, że obawiali się o przyszłość syna. Wiedzieli, jakie było w ostatnich latach podejście rządzących do osób ze społeczności LGBTQ. - Troska o to, jak będzie, jak Max się w tym odnajdzie, aby był szczęśliwy - to wszystko w nas było - mówi tata chłopca. 

Rodzice i Max wierzą, że teraz - po wyborach 15 października - w Polsce wiele się zmieni. Że będzie można przejść sądową procedurę uzgadniania płci bez konieczności pozywania swoich rodziców, co jest nieludzkie i poniżające (a konieczne, o czym pisaliśmy tu). - To jest kwestia przyjęcia odpowiednich ustaw. Wierzymy, że przy nowej większości sejmowej, przy większej otwartości, będzie inaczej - wskazują. 

- A Max? Widzimy, że po tych wszystkich latach mamy dziś naprawdę silnego syna. Oczywiście, nadal pojawiają się pewne trudności, ale jesteśmy pełni nadziei - dodaje pan Marcin. I apeluje do innych rodziców, by się nie bali i wspierali swoje dzieci. - Jeśli ktoś potrzebuje rozmowy z innymi rodzicami, wsparcia, może skorzystać z pomocy choćby Stowarzyszenia "My rodzice". Można się też skontaktować z nami, chętnie porozmawiamy, opowiemy o naszej sytuacji - zachęca pan Marcin. Taki kontakt można nawiązać za naszym pośrednictwem, pisząc na adres problem@tok.fm.

Co ważne, rodzina nie kryje, że jest religijna i wiara odgrywa w ich życiu ważną rolę. Nie odeszli od Kościoła. Fakt, że mają transpłciowego syna, niczego w tej kwestii nie zmienił. Zmieniło się natomiast podejście samego Maxa. Po tym, jak nie mógł stanąć do sakramentu bierzmowania jako chłopak - bo księża uparli się, że ma stać razem z dziewczynami i zostanie wypowiedziane imię żeńskie - do sakramentu nie przystąpił. I na razie - jak mówi - nie chce mieć z Kościołem za wiele wspólnego.