,
Obserwuj
Mazowieckie

"Spisek autobusowy" pomógł w zatrzymaniu Wąsika i Kamińskiego? Ratusz dementuje

oprac. Karolina Wiśniewska
3 min. czytania
10.01.2024 09:52
Warszawski ratusz przecina teorie spiskowe związane z autobusem miejskim, który rzekomo miał celowo zablokować prezydentowi Dudzie wyjazd z Belwederu. - Doszło do awarii systemu pneumatycznego, zacięły się hamulce - poinformowała w środę rano rzeczniczka urzędu miasta.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Cała sprawa ma związek z zatrzymaniem Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Stało się to we wtorek wieczorem w Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Andrzej Duda przebywał w tym czasie kilka kilometrów dalej - w Belwederze. Miał spotkanie z białoruską opozycjonistką Swiatłaną Cichanouską.

- Gdy tylko dowiedział się telefonicznie od szefowej Kancelarii Prezydenta Grażyny Ignaczak-Bandych o tym, że ministrowie Kamiński i Wąsik zostali zatrzymani, zdecydował o natychmiastowym powrocie - powiedział dziennikarzom Onetu prezydencki minister Wojciech Kolarski. - Jednak przez dłuższy czas nie mogliśmy opuścić Belwederu, bo wyjazd blokował autobus miejski, stojący na światłach awaryjnych. Jestem przekonany, że to była celowa akcja - dodał.

Chodziło o autobus linii 180 jadący z Wilanowa na Chomiczówkę. Wszystko działo się chwilę po godzinie 19.

Sprawa była szeroko komentowana w mediach społecznościowych. O teorii spiskowej pisał m.in. poseł Krzysztof Bosak. 'To jest zgodne z metodyką działania służb specjalnych. Jeśli służby realizują tajnie zadanie na jakimś obiekcie, to śledzą ruch gospodarzy obiektu i uniemożliwiają im ewentualny powrót pod dowolnym, pozornie przypadkowym pretekstem, zanim zadanie nie zostanie zakończone' - skomentował w serwisie X.

Do całej sprawy krótko odniósł się jeszcze we wtorek prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. 'Komunikacja miejska w Warszawie. Zawsze do usług. PS Spisek autobusowy? Naprawdę?' - napisał i załączył dane informujące o tym, że blisko 90 procent mieszkańców miasta ocenia komunikację miejską dobrze lub bardzo dobrze.

Ratusz: Doszło do awarii

W środę rano rzeczniczka warszawskiego ratusza poinformowała, że w autobusie linii 180 doszło do awarii systemu pneumatycznego. - Zacięły się hamulce. Być może miał na to wpływ mróz. Zgodnie z procedurą kierowca wypuścił pasażerów i podparł koła klinami, żeby pojazd nie zsunął się ze skarpy - powiedziała Monika Beuth w rozmowie z 'Gazetą Wyborczą'. - Rzeczywiście awaria zdarzyła się na wprost bramy Belwederu. Do kierowcy podeszli funkcjonariusze policji i SOP. Po około 10 minutach kolumna pojazdów z Belwederu wydostała się obok autobusu, przejeżdżając przez chodnik - dodała.

Rzeczniczka wskazała również, że po 17 minutach autobus udało się go uruchomić. - Przejechał na najbliższy przystanek przy Łazienkach, stamtąd został sholowany przez pogotowie autobusowe. Wszystko jest na monitoringu, nagrania zostały zabezpieczone - informuje rzeczniczka.

Trzaskowski: Nie mam uprawnień do jazdy autobusem

W środę rano, podczas spotkania z dziennikarzami, do sprawy odniósł się sam prezydent Warszawy. - Dementuję te wszystkie informacje, które pojawiają się w mediach. Nie mam uprawnień, by kierować autobusem komunikacji miejskiej - powiedział Rafał Trzaskowski.

- Natomiast, mówiąc zupełnie poważnie, mamy silne mrozy i niestety awarie się zdarzają. To była zwykła awaria. Jest monitoring, opis całej sytuacji. Kiedy ten autobus się zepsuł, natychmiast została poinformowana policja i SOP. Wszystko działo się zgodnie z procedurami - dodał.

Autobusem 180 jechał dziennikarz Konkretu24 (tvn24.pl), który swoją relację zamieścił w mediach społecznościowych. 'Autentycznie autobus 180 się rozkraczył przed brama Belwederu, jechałem nim' - napisał.

'Wsiadłem na Wiertniczej o 18.47. Na wysokości Belwederu byliśmy pewnie 20 minut później, mogła to być ok. 19.10. Autobus po prostu stanął, centralnie przed bramą, kierowca otworzył drzwi, nic nie powiedział. Od razu wysiadłem (mogłem nie słyszeć) i poszedłem na przystanek' - relacjonował.

'Sytuacja bezprecedensowa'

Przypomnijmy, Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali zatrzymani na terenie Pałacu Prezydenckiego. Przebywali tam od przedpołudnia, bo wtedy zaczęła się uroczystość, na którą zaprosił polityków PiS prezydent Andrzej Duda. Kamiński i Wąsik nie zamierzali chyba opuszczać Pałacu, bo około godziny 15 - po krótkim oświadczeniu dla mediów - wrócili tam.

- Sytuacja absolutnie bezprecedensowa - mówiła w TOK FM prof. Dorota Piontek z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przyznała, że nie przypomina sobie, żeby 'od momentu powołania prezydentury po 1989 roku policja wkraczała na teren siedziby prezydenta'. - Ale pamiętajmy, że nie jest to teren wyłączony spod jurysdykcji. Także było prawo do takich działań - podkreśliła.