,
Obserwuj
Mazowieckie

"Żywcem nas nie weźmiecie". W Magdalence "Mutanci" wypowiedzieli policji wojnę

7 min. czytania
06.03.2024 20:09
21 lat w podwarszawskiej Magalence doszło do strzelaniny, o której przez wiele miesięcy mówiła cała Polska. Dwóch gangsterów, Igor Pikus i Robert Cieślak, czyli zbrojnie ramię gangu Mutantów, wypowiedziało wojnę policji.
|
|
fot. Piotr Molecki / Agencja Wyborcza.pl

Przełom tysiącleci to koniec dwóch najsłynniejszych grup przestępczych w Polsce - mafii pruszkowskiej i wołomińskiej, a zarazem początek walki o ich schedę. Do wyścigu staje m.in. gang Mutantów, do którego należą najsprawniejsi warszawscy zawodowi mordercy i złodzieje samochodów. Wywodzą się z Piastowa pod Warszawą, nazwę zawdzięczają jednemu z członków gangu - Jerzemu Brodowskiemu ps. 'Mutant' i szybko stają się utrapieniem stołecznej policji.

Gangster w sutannie

W listopadzie 1999 roku ofiarami gangsterów padają właściciel kantoru przy ul. Puławskiej 10 i zegarmistrz z lokalu obok. 'Mutanci' - oprócz dwóch żyć - zabierają kilkadziesiąt tysięcy złotych w różnych walutach. Kilka lat później okaże się, że strzelał Igor Pikus, pochodzący z Białorusi były oficer KGB, na zlecenie pragnącej zemsty zwolnionej pracownicy kantoru.

Po upływie niespełna roku - we wrześniu 2000 r. - gangsterzy ostrzeliwują samochód Andrzeja Cz. ps. 'Kikir'. Szef tzw. grupy markowskiej jest właśnie na przepustce z więzienia. Kule dosięgają nie tylko jego, ale też jego żonę. Ranny Mafioso z Marek ląduje w szpitalu przy ul. Szaserów, gdzie odwiedzają go policjanci. Andrzej Cz. mówi wszystko, co wie, ale nie jest w stanie powiedzieć, kto do niego strzelał. 20 października do sali, w której leży Cz., wchodzi człowiek w sutannie i oddaje kilka strzałów z pistoletu z tłumikiem. To Albert P. ps. 'Alik' - w przebraniu.

Za sprawą takich akcji 'Mutanci' zyskują miano nieobliczalnych i bezwzględnych. 'To były chyba największe świry, z jakimi miałem do czynienia. Ludzie z Pruszkowa i Wołomina, ci tzw. starzy, posługiwali się kodeksem gangsterskim (...) 'Mutanci' byli nieprzewidywalni, ćpali, włączał im się tryb nieśmiertelności' - opowiadał Januszowi Schwerterowi i Mateuszowi Baczyńskiemu, autorom książki 'Antyterroryści. Polskie siły specjalne w akcji', jeden z funkcjonariuszy.

'Gangster w otoczeniu komendanta Szymczyka'. Szef policji pozywa dziennikarza 'Gazety Wyborczej'

Tragedia w Parolach

'Mutanci' mieli na swoim koncie zabójstwa członków konkurencyjnych gangów. Nie wahali się też strzelać do przypadkowych ludzi (w tym 16-letniego chłopca). Z ich ręki nie zginął jednak żaden policjant - do 23 marca 2002 roku. Tego dnia policjanci przyjeżdżają do liczącej nieco ponad 200 mieszkańców wsi Parole, by zabezpieczyć tira wypełnionego kradzionym sprzętem RTV o wartości około miliona złotych.

Przeszkadzają im w tym jednak 'Mutanci'. Na posesji rozpoczyna się strzelanina - na jeden strzał policji, Brodowski ps. 'Mutant' odpowiada kilkunastoma. Podkomisarz Mirosław Żak zostaje ranny, próbuje jak najszybciej wydostać się z auta, by schować się w pobliskiej piwniczce. Gdy jego górna część ciała już znajduje się w schronieniu, dosięga go siedem kul - sześć w plecy i jedna w nogę.

Policjanci nie mają na wyposażeniu apteczki, podejmują więc desperacką próbę zatamowania rany pieluchą zdobytą w pobliskim domu. Na nic to jednak się nie zdaje. Gdy na miejsce przybywa karetka (wysłana z Warszawy, a nie z dużo bliżej położonego Piaseczna czy Pruszkowa), Żak jest martwy już od 20 minut.

Grób na podsłuchu, złodzieje aut i kosmiczny spisek. Jest wyrok w sprawie zabójstwa Marka Papały

Śmierć funkcjonariusza sprawia, że stołeczna policja stawia sobie dorwanie "Mutantów" za punkt honoru. 24 marca 2002 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydaje postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie zabójstwa Mirosława Żaka i powierza je funkcjonariuszom wydziału do spraw walki z terrorem kryminalnym KSP z Grażyną Biskupską na czele. Do celi trafiają kolejni "Mutanci" i powiązani z nimi gangsterzy, ale dwóch najgroźniejszych wciąż pozostaje nieuchwytnych - to Robert "Cieluś" Cieślak i Igor Pikus.

Stołeczni policjanci wpadają w końcu na trop mafiosów - na zdjęciu rozpoznaje ich taksówkarz, który zeznaje, że Pikus i Cieślak zamelinowali się gdzieś w podwarszawskiej Magdalence. Wskazówka okazuje się trafna - mężczyźni przebywają w jednopiętrowym, otynkowanym na biało domu z poddaszem i wjazdem do garażu, zlokalizowanym u zbiegu ulic Środkowej i Krańcowej. Justyna K. - narzeczona Cieślaka -wiedziała, że służby depczą im po piętach i już szukała nowej kryjówki. Policja musiała więc działać szybko.

Policjanci pojawiają się w Magdalence następnego dnia - 5 marca - nad ranem i nie spuszczają domu z oka. Prowadzenie obserwacji nie jest łatwe. Na zewnątrz panuje temperatura -15 stopni, jeszcze jest ciemno, a śnieg trzeszczy pod stopami przy każdym kroku. Do tego posesji przy ul. Środowej strzegą ujadające psy Cieślaka. Trzech policjantów zostaje zauważonych przez starszego pana, który wychodzi na spacer z psem. "Złodzieje! Domy tu chcecie okradać!" - krzyczy w ich kierunku, a zdekonspirowani funkcjonariusze muszą uciekać.

'Byli wyposażeni jak bojownicy czeczeńscy'

Mimo to służby nie rezygnują z dalszych działań. 26 operatorów jednostki specjalnej policji i 10 policjantów  z wydziału do spraw walki z terrorem kryminalnym KSP czekają aż w budynku zgasną światła, a Cieślak i Pikus zapadną w głęboki sen. O godz. 22.42 rozpoczyna się szturm. 

Z policyjnego land rovera wyskakuje grupa antyterrorystów i pokonuje bramę od strony ul. Krańcowej. Drugi pojazd taranuje bramę od strony ul. Środkowej. Antyterroryści wysiadają i zmierzają w stronę drzwi, na które wskazywał przekazany im wcześniej plan mieszkania. Okazuje się jednak, że te drzwi... nie istnieją. Funkcjonariusze próbują więc dostać się do środka przez garaż, ale bez powodzenia. Nie pozostaje im więc nic innego jak dołączyć do kolegów zebranych pod drzwiami na tarasie. 

Wewnątrz słychać odgłosy szybkiego wbiegania po schodach. Światło w oknach pojawia się i znika. Wybucha bomba - umieszczone w niej śruby i kawałki blachy rozpryskują się we wszystkich kierunkach. Niektóre zatrzymują się w kamizelkach kuloodpornych policjantów, inne - w ich ciałach.

W tym momencie wiadomo, że cały pieczołowicie przygotowany przez policjantów plan wziął w łeb. 

'Patrzę, a w kombinezonie dziura pełna krwi.

Krzyknąłem: 'Uciekamy!', i chłopaki zaciągnęli mnie pod ścianę, przy której stały narzędzia

. Chciałem leżeć blisko taczki, bo w razie czego mogła służyć za tarczę'

- relacjonował sześć lat później podinsp. Dariusz Kucharski. Inny razem ten sam oficer powie: 'To my zawsze byliśmy tą stroną, która zaskakiwała. Byli wyposażeni jak bojownicy czeczeńscy'.

Rozpoczyna się wymiana ognia. Na apele policjantów o poddanie się bandyci odkrzykują: "Żywcem nas nie weźmiecie", a w ruch idą granaty. Jeden z nich trafia w podkom. Dariusza Marciniaka, który właśnie opatrywał rannego kolegę. Policjant umiera na chwilę przed tym, jak kolegom udaje się donieść go do karetki. Ta - wbrew wcześniejszym założeniom - wyjeżdża dopiero po wybuchu bomby, a gdy ratownikom w końcu udaje się wytłumaczyć, gdzie dokładnie dojechać, ci odmawiają zaparkowania blisko miejsca strzelaniny. Jak tłumaczą, boją się o własne życie. 'Zobaczyliśmy, że jeśli sami nie zapewnimy sobie pomocy, to nikt nam nie pomoże' - będzie wspominał jeden z funkcjonariuszy.

Tymczasem w Pałacu Mostowskich wrze. 'Bomba? Jaka bomba? Przecież oni (Cieślak i Pikus - red.) chodzili tam po podwórzu, chodziły tam psy. To było jak dwa samoloty wbijające się w World Trade Center w Nowym Jorku' - opisuje swoją pierwszą reakcję na wydarzenia w Magdalence Grażyna Biskupska, w swoich wspomnieniach 'Skorpion z Wydziału Terroru'. Później okaże się, że kabel prowadzący do bomby gangsterzy ukryli w kwietniku na tarasie i przysypali śniegiem. 

Po kilkunastu minutach Biskupska jest już w Magdalence. Jak powie w rozmowie z "Wysokimi Obcasami", czuła się wtedy, jak na planie amerykańskiego filmu akcji. Podczas gdy przy ul. Środkowej latały pociski, w telewizji leciał film "Gorączka" z Robertem de Niro w roli głównej.

Egzekucja ministra, zabójstwo generała. Parole i Magdalenka: strzelanina i hekatomba

Strzelanina pomiędzy policjantami a dwójką gangsterów trwa już dwie godziny. W pewnym momencie z okna na strychu wychyla się Robert Cieślak z karabinem w dłoni - zostaje trafiony, a broń spada na ziemię. Bandyta dzwoni do narzeczonej, by się pożegnać.

Znów coś wybucha, ale tym razem w środku domu. Budynek zaczyna płonąć, dach zawala się do środka. Na miejsce przyjeżdżają strażacy, ale - tak jak wcześniej ratownicy medyczni - boją się zbliżyć. W końcu za wąż chwyta jeden z antyterrorystów. Do Magdalenki zaczynają zjeżdżać się dziennikarze.

Bilans strzelaniny w Magdalence to 17 rannych i cztery ofiary śmiertelne. Oprócz podins. Dariusza Marciniaka, już w szpitalu umiera kom. Marian 'Kaczor' Szczucki. Nie żyją też Igor Pikus i Robert Cieślak, których zwęglone ciała służby znajdują na strychu. A wraz z nimi 17 sztuk broni palnej i jeszcze jedną bombę.

'Winni muszą się znaleźć'

Gangsterzy odpowiedzialni za strzelaninę w Magdalence nigdy więc nie stanęli przed sądem. Do odpowiedzialności pociągnięto za to naczelniczkę wydziału do spraw walki z terrorem kryminalnym KSP Grażynę Biskupską, dowódcę pododdziału terrorystycznego KSP Jakuba Jałoszyńskiego oraz zastępcę Komendanta Stołecznego Policji Jana Pola. Oskarżono ich o niedopełnienie obowiązków przy planowaniu i przeprowadzeniu akcji. Jak wskazała prokuratura, podczas przygotowania szturmu nie zadbano o odpowiednie rozpoznanie, nie wysłano policyjnych strzelców wyborowych oraz nie zapewniono pomocy medycznej na czas.

'Usłyszałem, że zostanę ukarany, bo winni muszą się znaleźć. Świat mi się wtedy zawalił, bo policja zawsze była moją największą pasją. Poświęciłem jej najlepsze lata życia'- mówił Jakub Jałoszyński w cyklu "Gry uliczne". Proces w sprawie policjantów trwał aż 14 lat i w 2017 roku skończył się prawomocnym uniewinnieniem.

Strzelanina w Magdalence niejednokrotnie stała się inspiracją dla pisarzy i filmowców. W drugim sezonie serialu "Pittbull" reżyser Patryk Vega pokazuje wydarzenia do złudzenia przypominające te sprzed 21 lat -  w scenach mieli brać nawet udział policjanci biorący udział w akcji i autentyczni przestępcy.

Przy ul. Środkowej 1 stoi dziś niewielki pomnik kształtem przypominający pagon policyjnego munduru. Widnieje na nim napis: "Policjantom, którzy oddali życie w obronie bezpieczeństwa i porządku publicznego. Magdalenka 06.III.2003 R. Podkom. Dariusz Marciniak. Nadkom. Marian Szczucki - Cześć ich pamięci".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>